LEKCJA SOLI I ŚWIATŁOŚCI

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios. Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie! Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami”  Mt 5,3-12.

W kazaniu wygłoszonym przez Jezusa na początku Jego służby, niedwuznacznie zapowiedział On, że Jego uczniowie doświadczą nienawiści z powodu przyjęcia Jego Ewangelii. Zbawiciel skierował swoje słowa do Izraelitów i przypomniał im prawdy, które głęboko tkwiły zarówno w treści Tory, jak też u Proroków i w Psalmach. Nauczając o błogosławieństwach, Chrystus nie powiedział niczego, co byłoby dla słuchających Go Żydów rewolucyjną prawdą.

Jego kazanie jednak po dziś dzień zastanawia, wyznaczając jednocześnie  najwyższe standardy etyki i moralności dla życia każdego człowieka. Pan wskazuje też na Siebie, jako Osobę, która swoją obecnością i mocą będzie umożliwiać taki właśnie rodzaj życia!

Kończąc swoje nauczanie o błogosławieństwach (czyli o szczęśliwym życiu), powiada Chrystus, iż wszyscy, którzy tak właśnie zechcą żyć, będą w powszechnej nienawiści i to nawet u swoich najbliższych.

Życie i służba naszego Pana były namaszczone niezwykłym autorytetem. Chrystus sam wyjawił źródło namaszczenia swoich słów, mówiąc: „Nauka moja nie jest moją, lecz tego, który mnie posłał” (J 7,16). Już w pierwszych miesiącach służby Jezusa powszechnie zauważano, że naucza On jako „moc mający”, a nie tak, jak czynili to żydowscy uczeni w Piśmie (Mt 7,29). Jezus wskazał na Boga, swojego Ojca, jako Tego, który posłał Go do Izraela, aby ogłosił im wielkie i oczekiwane przez Żydów zbawienie (J 8,42).

Wiemy, że Zbawiciel rozpoczął swoją działalność od szczególnego wezwania: „Zmieńcie swoje myślenie, gdyż przybliżyło się do was Królestwo Niebios.” (tłum. dosł. – Mt 4,17). Słowa Jezusa były skierowane do ludzi, którzy, jak uczy Biblia, byli pogrążeni w mroku i siedzieli w cieniu śmierci (Mt 4,16). Oczywiście to wezwanie Pana nie oznaczało, że wezwani zdolni byli do radykalnej zmiany swojego oglądu rzeczywistości. Jezus wezwał ich, aby uznali, że mogą się mylić w swoich ukształtowanych tradycją poglądach i spojrzeli na rzeczywistość zupełnie nowymi oczami.

To zadziwiające, że Chrystus kierował swoje słowa do ludzi, którzy żyli od wieków w społeczeństwie zorientowanym na Słowo Boże i starali się temu Słowu każdego dnia okazywać szacunek.

Dlaczego więc Chrystus przemawiał do nich w taki sposób?

Wiele wyjaśniają słowa Zbawiciela, które padły w czasie Jego rozmowy z intelektualną i duchową elitą Izraela – z faryzeuszami. Powiedział im wtedy Pan: „Ponieważ ja mówię prawdę, nie wierzycie mi” (J 8,45). Naród, do którego przyszedł Mesjasz, dawno utracił bowiem żywą społeczność ze swoim Bogiem. To z tej przyczyny ludzie ci byli nieprzygotowani i niezdolni do przyjęcia prawdy. Nauki, które głosili i religia, którą się szczycili, były jedynie emanacją ich cielesnych pragnień, zupełnie pozbawioną mocy i siły przekonywania! Naród wybrany, ślepy i martwy staczał się z pokolenia na pokolenie w duchową nicość. Owocem ich życia pozbawionego wiary, był brak możliwości rozpoznania w Chrystusie oczekiwanego Mesjasza – Syna Bożego (J 1,10-11).

Historia tego narodu pokazuje, co dzieje się z ludźmi, którzy utracili żywą społeczność z Bogiem na rzecz religijno-liturgicznych przekonań. Ludzie tacy gotowi są nienawidzić, a nawet zabijać wszystkich, którzy swoją miłością do Boga przypominają im ich własny upadek. Ludzie wiary zawsze będą żywym zaprzeczeniem szeroko kolportowanej tezy, iż niemożliwym, a nawet zbytecznym, jest życie w bliskości Słowa i mocy świętego Boga. Nie możemy więc dziwić się, że także dzisiaj w naszym postchrześcijańskim społeczeństwie, żywe są jedynie religijno-liturgiczne tradycje, a życie ludzi, którzy werbalnie deklarują swą przynależność do kościołów chrześcijańskich, dalekie jest od Boga i Jego Świętego Słowa.

Przypomnijmy, iż omawiane przez nas kazanie rozpoczął Jezus od pochwały szczęśliwego i pełnego błogosławieństw życia. Dodał On, że takie życie możliwe jest w Nim i tylko w Nim!

Chrystus w swoim kazaniu mówi dalej: „Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,13-16).

Jego nauczanie musiało zdumiewać słuchaczy. Nie byli oni w stanie przeciwstawić się autorytetowi słów Pana, ale zdawali sobie sprawę z faktu, że słowa, które słyszą wyznaczają nieosiągalne dla nich standardy. Każdy, kto słyszy, iż jego przeznaczeniem jest być solą i światłem dla tego świata, musi spojrzeć w duchowe lustro Bożego Słowa i zapytać siebie, czy jego codzienne życie jest zgodne z obrazem prawdy i chwały, który znajdujemy w otwartej Księdze. Izraelici w dużej mierze nie tylko nie byli gotowi, aby pełnić nakreśloną przez Jezusa misję, oni nawet nie potrafili pojąć przesłania, które kierował do nich ich Mesjasz. Przytaczając podobieństwo o „soli i światłości” Jezus był świadomy duchowych i moralnych słabości wybranego narodu.

Bóg jednak miłuje człowieka i Jego oczekiwaniem jest, aby ten dorastał do takich standardów człowieczeństwa, które wprawią w zdumienie i zachęcą ludzi do zastanowienia się nad jakością, celem i sensem własnego życia. Także i dzisiaj wielu słuchających słów Jezusa musi zadać sobie pytanie: czy jesteśmy gotowi pełnić rolę „soli i światła” w życiu swojego narodu?!

Sól ma dwa podstawowe zadania. Ma zabezpieczać przed zepsuciem i zapewniać oczekiwany smak. Takim też powinien być każdy uczeń Jezusa; powinien skarb Bożego Słowa i Bożej obecności nosić nieustannie w swoim sercu, a jak uczy List do Kolosan, przekazywać ten skarb w mowie „zaprawionej solą” (Kol 4,6). Jezus pyta nas, co stanie się w sytuacji, gdy sól (którą mamy być) zwietrzeje (Mt 5,13). Biblijna greka używa w tym miejscu słowa moranti, które to słowo mówi o utracie smaku. Co prawda znane jest zjawisko zwietrzenia soli; w tym procesie chlorek sodu może być rozwiany przez wiatr, a także wypłukany przez wodę. Co ciekawe, zjawisko zwietrzenia soli nie występuje w warunkach domowych, w tych bowiem warunkach nie spotykamy zjawisk, takich jak wiatr czy deszcz. Pan Jezus naucza jednak, że „namaszczenie solą” przeznaczone jest do funkcjonowania w warunkach tego świata. Właśnie w takich warunkach soli grozi zwietrzenie.

Słowa Zbawiciela są też wyrazem niepojętej Bożej miłości i niezrozumiałego dla nas Bożego miłosierdzia. Wielu bowiem chrześcijan nieustannie żyje w dość sterylnych warunkach „domowych pieleszy”. Przez lata pozostają bezczynni w służbie dla Królestwa Bożego, a jednak nawet po tak długim okresie bezczynności ciągle można wyczuć u nich ten subtelny smak Bożego Słowa. Parafrazując Chrystusa można powiedzieć: Zaprawdę, zaprawdę Boża łaska i Boże miłosierdzie nie znają granic.

Greckie moreno (jego odmianą jest wspomniane już moranti) oznacza: „czynić coś bez smaku” i „utracić smak”. W tym właśnie znaczeniu słowo to występuje we fragmencie Słowa Bożego, w którym Chrystus mówi o tym, że sól może utracić swój smak (Mt 5,13). Jednakże słowo to może również oznaczać: „czynić coś głupim” lub „stawać się głupim”. W tym właśnie kontekście zostało ono użyte w Liście do Rzymian, gdzie apostoł Paweł napisał: „…mądrzy dali się uczynić głupimi (emorantisan) (tłum. dosł. – Rz 1,22). Podobnie w Pierwszym Liście do Koryntian możemy przeczytać: „…czyż nie uczynił głupią Bóg mądrość świata (emoranen) (tłum. dosł. – 1 Kor 1,20). Chrystus zapowiada, że sól, która utraciłaby swój smak nadaje się jedynie do wyrzucenia.

Wspomniany wcześniej proces zwietrzenia soli jest procesem długotrwałym, a sól wystawiona na działanie wszystkich czynników atmosferycznych, bardzo długo zachowuje jednak swój smak. Gdy przyglądamy się, jak wyrażenie moreno używane jest także w znaczeniu „stawania się głupim” to rozumiemy, że w duchowym życiu największe zaniedbania i brak duchowego progresu, a nawet uwstecznienie w duchowym poznaniu, występują zawsze z powodu lenistwa i głupoty Chrystusowego ucznia. W przypadku narodu wybranego – Izraela, właśnie duchowe lenistwo, a w konsekwencji duchowa głupota, doprowadziły ten naród do całkowitego upadku.

Chrystus wskazuje też w swoim kazaniu, iż kolejną funkcją żywej wiary jest noszenie światła Jego Ewangelii w świecie pełnym ciemności. Biblijne fos użyte przez Zbawiciela w Jego wypowiedzi, oznacza: „światło”, „blask” i „światłość”. Łukasz pisząc Księgę Dziejów Apostolskich użył tego słowa, aby zwrócić naszą uwagę na fakt, że to właśnie Jezus Chrystus jest tą najwspanialszą światłością (Dz 13,46-48). Apostoł Paweł pisząc do wierzących w Efezie stwierdził: „Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości” (Ef 5,8). Ten biblijny werset zawiera trzy ważne prawdy. Po pierwsze, dowiadujemy się, iż był czas, gdy byliśmy wszyscy w duchowej ciemności. Po drugie, pisze apostoł Paweł, że dzięki zbawieniu z łaski, oczyszczeniu z grzechów i życiu w Królestwie Bożym staliśmy się światłością w Panu. Trzecia z tych wielkich, duchowych prawd wzywa nas, abyśmy zachowywali nieustannie święte dziedzictwo i postępowali jako dzieci światłości.

Biblia uczy nas, że każdy naśladowca Chrystusa staje się światłością tego świata nie dzięki własnym staraniom i nie dzięki własnemu samozaparciu. To Duch Święty, dzięki swojej mocy i sile, którą nas obdarowuje, uzdalnia i uzdatnia nas do nieustannego zachowywania światła Chrystusowego w naszym życiu. Chrystus twierdzi, że tak jak światło w ciemnościach pustyni jest widoczne z dużej odległości, tak życie Jego uczniów będzie widoczne w życiu każdej społeczności.

Następnie nasz Pan zwraca nam uwagę, iż oczekuje pewnego porządku w rozświetlaniu duchowych ciemności wokół nas. Najpierw, mówi Zbawiciel, światło przemienionego życia winno oświetlić rodzinny dom. Wiemy z doświadczenia, że właśnie na gruncie rodziny nasza świętość jest poddawana permanentnej weryfikacji. Jeśli nasza światłość jednak nie przygasa, ale świeci spokojnym blaskiem wszystkim, którzy są w domu, to możemy być pewni, że Panem naszego domu i Panem naszego życia jest sam Chrystus.

Słowo Boże podkreśla, że z naszego domu światłość Chrystusa wyleje się na ulice i na ludzi, których spotykamy niemal każdego dnia. Świadectwo życia w Chrystusie będzie publiczne i widoczne dla wszystkich. Niektórzy ludzie naszą miłość ku Bogu i naszą przynależność do Chrystusa wykorzystają, aby nas zaatakować, a w konsekwencji systematycznie prześladować. Nie braknie jednakże takich ludzi, którzy przyglądając się naszemu życiu i świętemu postępowaniu, otoczą Boga modlitwą chwały, dziękując Mu za miłość i dobroć oraz za tych, których zbawia On, aby czynili nieustanne dobro!

Jeśli jesteś uczniem Jezusa, to pamiętaj, co Zbawiciel uczynił dla Ciebie, pamiętaj, jak Ciebie wyposażył i jak chce Ciebie używać dla Swojej chwały. Słowa z Listu do Rzymian niech będą dla nas wszystkich zachętą, błogosławieństwem i przedsmakiem prawdziwej chwały w Jezusie Chrystusie: „Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi. Wszak nie wzięliście ducha niewoli, by znowu ulegać bojaźni, lecz wzięliście ducha synostwa, w którym wołamy: Abba, Ojcze! Ten to Duch świadczy wespół z duchem naszym, że dziećmi Bożymi jesteśmy” (Rz 8, 14-17).

Andrzej Cyrikas