ZBAWIAJĄCA WIARA

„A oto pewna kobieta z tego miasta, grzesznica, dowiedziawszy się, iż zasiada przy stole w domu faryzeusza, przyniosła alabastrowy słoik olejku. I stanąwszy z tyłu u jego nóg, zapłakała, i zaczęła łzami zlewać nogi jego i włosami swojej głowy wycierać, a całując jego stopy, namaszczała je olejkiem.” (Łuk .7,37-38).

„I powiedział do kobiety: Wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju.” (Łuk. 7,50)  

Nic nie może powstrzymać prawdziwej miłości! Nic też nie powstrzymało cudzołożnicy, aby tę miłość wylać na Nauczyciela. Cudowną jest scena, którą Łukasz zawarł w swojej Ewangelii.

Tak bardzo dzisiaj brakuje nam szczerej i gorącej miłości do Chrystusa! Taka miłość działa instynktownie i nie kalkuluje; nie zastanawia się nad konsekwencjami swego działania i pragnie głośno krzyczeć, że kocha Zbawiciela. Zbyt wiele w nas kulturowej powagi, zbyt wiele teologii, a tej prawdziwej, pokornej i poniekąd szalonej miłości niemal nie doświadczamy. W tej pełnej sztywnych form, tradycji i liturgii rzeczywistości zaduszamy naszą wiarę brakiem autentycznej miłości.

Wspomniana przez Łukasza cudzołożnica nie nadawała się do towarzystwa, które zebrało się w domu Szymona. Drogę do Chrystusa zagradzały jej tylko grzechy. Ówczesna kultura, czy też zasady życia społecznego, zamykały jej drogę do domu faryzeusza. Z reakcji biesiadników wynika, że gdyby nie osoba Chrystusa, nie tolerowano by jej obecności w tak znamienitym gronie. Lecz ta kobieta wiedziała, że ginie!

Łukasz pisze, że gorliwie dowiadywała się o miejsce pobytu Mistrza, a dowiedziawszy się, gdzie jest, przybiegła pełna płaczu i łez. Upadła u stóp Pana i wylewając drogocenny olejek na Jego nogi, własnymi włosami wycierała namaszczone stopy. Jezus, reagując na jej zachowanie, powiedział dwie ważne rzeczy. Stwierdził: „Wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju”, a także powiedział o jej ogromnej miłości do Niego.

Prawdziwa miłość do Boga zawsze wyraża się przez żywą i skuteczną wiarę. W dzisiejszych czasach tak wielu z nas mierzy się z problemem miłości ku swojemu Bogu. Dlatego tak często nie uświadamiamy sobie faktu własnego zbawienia, a to implikuje brak Bożego pokoju w naszych sercach.

Nie umiemy okazywać miłości, a być może nie potrafimy już kochać! Sięgamy ochoczo po swoje Biblie, a jednak nie uczymy się miłości. Ta święta Księga, sama w sobie jest przecież miłosnym listem Boga do każdego z nas. Niestety amputowaliśmy ze swoich serc gorliwość w okazywaniu miłości – staliśmy się aż do bólu pragmatyczni. Jednakże z tego powodu bardzo cierpimy – miłość już bowiem nie jest „słodsza niż wino” (Pnp 1,2b) i „mocna jak śmierć” (Pnp 8,6b).

Król Salomon kończąc swoją Pieśń nad Pieśniami pyta: „Jeśliby kto chciał oddać za miłość całe swoje mienie, to czy zasługuje na pogardę” (Pnp 8,7b). Co my, dzisiejsi chrześcijanie, gotowi jesteśmy oddać za miłość, którą jest Chrystus? List do Filipian uczy nas, że wszystko, co było nam zyskiem, ze względu na Chrystusa i ze względu na Jego poznanie, winniśmy uznać za śmiecie. Miłość do Chrystusa sprawia, że chcemy „znaleźć się w Nim”, aby Go „poznać i doznać mocy Jego zmartwychwstania” (Flp. 3,7-10). Ludzie kochający Zbawiciela pragną ponad wszystko przyoblekać się w Jego miłość, która oczyści i udoskonali naszą miłość tak, aby stała się w Nim doskonała.

Łukasz wspomina też inną kobietę, o imieniu Maria. Kiedy Pan odwiedził jej dom, Marta, jej siostra, zaczęła krzątać się posługując gościom. Maria jednak usiadła u nóg Pana (co ciekawe – dokładnie w tym samym miejscu, w którym klęczała cudzołożnica) i słuchała Jego słów. Zgodnie z ówczesnym kanonem społecznych zachowań, nie czyniła tego, co winna była czynić kobieta.

Sam Chrystus jednak stwierdził: „Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała” (Łuk. 10,42). Dlaczego Maria, łamiąc powszechnie panujące zwyczaje, postanowiła „tylko” słuchać Nauczyciela? Jedynym wyjaśnieniem jej zachowania była jej gorąca miłość do Jezusa! Kiedy słuchała Jego słów, uświadamiała sobie, że to, co słyszy, jest daleko ważniejsze od tego, czym żyje każdego dnia.

Czy my mamy podobne przemyślenia? Czy potrafimy wszystko porzucić, aby zyskać Obecność Zbawiciela? Czy w świecie, który zagnał tak wielu z nas do swoistego wyścigu szczurów, znajdujemy jeszcze czas, aby słuchać Umiłowanego?

Tam, gdzie nie ma prawdziwej miłości, żadna ludzka zapobiegliwość nie wypełni przerażającej pustki i nie zapobiegnie samotności. Pan Jezus dwukrotnie pytał Piotra: „Piotrze, czy ty mnie kochasz miłością agapi?” (J 21,15-17). Dwukrotnie też Piotr odpowiadał Jezusowi: „Panie, Ty wiesz, że ja Ciebie darzę pełną miłości przyjaźnią”. Chrystus nie pytał jednak o przyjaźń – Pan pytał, czy Piotr jest gotów oddać Mu siebie do dyspozycji, czy jest gotów zrezygnować z siebie i ze swojego życia. Taki bowiem wymiar posiada miłość „agapi”. Wtedy jeszcze Piotr nie był gotowy, aby tak kochać Chrystusa.

Krucha wiara Piotra, wzmocniona obecnością Ducha Świętego, ugruntowała się przez lata i dojrzała. Kiedy czytamy jego Pierwszy List i znajdujemy fragment, który mówi o przywileju cierpienia dla Chrystusa (1Pt. 4,12-19), nie mamy już wątpliwości, że ten, który niegdyś wątpił, pokochał Zbawiciela nieobłudną i gorącą miłością!

Być może potrzebujemy czasu, aby dojrzeć do takiej miłości, lecz ten potrzebny nam czas przyniesie nam wiele cierpień, słabości i upadków. Pamiętajmy jednak, że Słowo Boże zapewnia nas, iż nic „nie odłączy nas od miłości Chrystusowej” (Rz. 8,35). Wszystkie nasze cierpienia tylko w Chrystusie znajdują ukojenie, nadzieję, uciszenie i ostateczne zbawienie. Wiara, która zbawia, zawsze jest u stóp Jezusa i zawsze wylewa się piękną, niczym nie ograniczoną miłością do Zbawiciela, a przez Zbawiciela dotyka swą świętością wielu ludzi.

Andrzej Cyrikas