Przesłanie do przywódców Kościoła

Przesłanie do przywódców Kościoła

dnia 28 kwietnia 2026

My, którzy stoimy na czele kościołów musimy być przykładem dla innych członków naszych wspólnot, krocząc drogą Krzyża. Naszym wielkim pragnieniem powinno być służenie innym, na wzór samego Jezusa, a nie być ich przywódcami. Jezus powiedział: „Wiecie, że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywają swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie. Lecz nie tak ma być między wami, ale ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu”. (Ewangelia Marka 10:42–45).

Nigdy nie wolno nam przywiązywać się do naszej pozycji ani żadnych zaszczytnych tytułów (Ewangelia Mateusza 23:10). Nie wolno nam uważać się za lepszych pod jakimkolwiek względem od pozostałych braci i sióstr w zborze. W istocie mamy nakaz, by w pokorze traktować innych za wyższych od nas samych, nie jako bardziej uduchowionych (co byłoby niemożliwe), lecz za wyższych od nas (List do Filipian 2:3).

Zanim zaczniemy przewodzić innym, musimy najpierw stać się ich braćmi. Apostoł Jan, pisząc do kościołów w wieku 95 lat, mówi o sobie: „Ja, Jan, wasz brat…” (Księga Objawienia 1:9). Niestety wielu liderów postrzega siebie wyłącznie przez pryzmat sprawowanej funkcji. Musimy nieustannie prosić Boga o łaskę, byśmy w każdej chwili potrafili pozostać zwykłymi braćmi we wspólnocie. Aby jednak tak żyć, musimy trwać w nieprzerwanej, bliskiej relacji z Panem, stojąc z Nim „twarzą w twarz”.

Przywództwo duchowe, będące darem od Boga, nie jest czymś, czym powinniśmy kiedykolwiek posługiwać się wobec innych ani czymś, do czego powinniśmy ich zmuszać. Nie wolno nam nigdy zmuszać innych do posłuszeństwa ani wdawać się z nikim w spory (2 List do Tymoteusza 2:24-25). Jeśli Bóg nas wspiera, nigdy nie będziemy musieli bronić swojego stanowiska, ponieważ sam Bóg stanie w naszej obronie i utwierdzi naszą pozycję. Jeśli jednak ktoś sam próbuje narzucić innym swoją władzę, to jest to najbardziej oczywisty dowód na to, że jego władza nie pochodzi od Boga.

Duchowy przywódca nigdy nie broni się ani nie usiłuje się usprawiedliwiać, gdy jest atakowany lub oczerniany. Biblia mówi: „Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; (…) On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi” (1 Piotra 2:21,23).

Jezus nigdy nie walczył z ludźmi, by narzucić im swoje panowanie. Pozostawił Bogu kwestię Jego obrony i usprawiedliwienia. To jest droga, którą powinni kroczyć wszyscy przywódcy w kościele. Jeśli sami poddajemy się autorytetowi Boga, możemy z ufnością złożyć naszą sprawę w Jego ręce. Możemy pominąć milczeniem wszelkie oszczerstwa, krytykę i obmowy wymierzone przeciwko nam, gdyż Bóg obiecał, że On sam będzie bronił swoich sług przed takimi atakami. Żadna broń ukuta przez innych przeciwko duchowemu przywódcy nie odniesie skutku (Księga Izajasza 54:17). Wielokrotnie doświadczałem prawdziwości tych słów w moim życiu. Takie doświadczenia są wielkim błogosławieństwem.

Dzisiejszy kościół ogromnie cierpi z powodu wielkiego braku przywódców o tak duchowym usposobieniu. Pewnego razu Jezus spojrzał na tłumy, które do niego przybyły, i ogarnęło go wielkie współczucie dla nich. „Ludzie ci byli jak owce niemające pasterza, a ich problemy były tak wielkie, że nie wiedzieli, co robić ani gdzie szukać pomocy” (Ewangelia Mateusza 9:36 Living Bible). Dziś sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Rozpaczliwie potrzebujemy przywódców, którzy mają serce pasterza i ducha sługi, mężów bojących się Boga i drżących przed Jego Słowem, aby nieśli pomoc potrzebującym w kościołach.

Ponadto nie wolno nam dopuścić do tego, by ludzie stali się naszymi wielbicielami. W przeciwnym razie nigdy nie dojrzeją do nawiązania osobistej więzi z Chrystusem jako ich Głową. Nie wolno nam przywiązywać nikogo do siebie. Zamiast tego powinniśmy zachęcać każdego, by żył wyłącznie przed obliczem Boga. Nie mogą oni szukać naszej aprobaty w tym, co czynią. A jeśli zauważymy, że ktokolwiek zaczyna się do nas zbytnio przywiązywać, musimy natychmiast go od tego odwieść. Udzielając innym rad, musimy dawać im wolność do niezgadzania się z nami oraz do postępowania w sposób, który sami uznają za właściwy. Jeśli zaś w rezultacie ich sprawy potoczą się źle, musimy być gotowi, by szybko im pomóc, i nigdy nie mówić: „A nie mówiłem?”. Tak właśnie zareaguje prawdziwie duchowy przywódca.

„Bądźcie pełni Ducha (…) ulegając jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.” (List do Efezjan 5:18,21).

Jezus jest dla nas wzorem w tym, jak przez 30 lat poddawał się ziemskim okolicznościom oraz autorytetowi swoich ziemskich rodziców. Dopiero gdy okazał się wierny w tych dziedzinach, Ojciec wystawił Mu podczas chrztu takie świadectwo: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. To jest droga, którą i my, liderzy, winniśmy kroczyć.

Biblia mówi: „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę” (List do Hebrajczyków 13:17). Polecenie to dotyczy również przywódców. Musimy poddawać się okolicznościom, w jakich stawia nas Bóg, a także wszelkiej władzy, którą Bóg nad nami ustanawia, zarówno w świecie, jak i w kościele. Wtedy i my będziemy mogli otrzymać od Boga podobne świadectwo, że jesteśmy Mu mili.

Nigdy nie wolno nam żądać od nikogo, by nam się podporządkował. Jeśli domagamy się posłuszeństwa od innych tylko dlatego, że jesteśmy przywódcami, świadczy to o naszym braku pewności i o tym, że nie znamy naprawdę Boga – Bóg bowiem daje ludziom wolność wyboru, czy podporządkować się Mu, czy też zbuntować się przeciwko Niemu – a my nie jesteśmy więksi od Boga. Zatem jako liderzy nie mamy prawa wymagać od nikogo posłuszeństwa. Jesteśmy powołani do służby, a nie do wymuszania posłuszeństwa.

Musimy bacznie uważać, abyśmy nie zmuszali nikogo do uległości wobec nas siłą własnej osobowości. Dla lidera o silnym charakterze niezwykle łatwym jest zyskać władzę nad innymi w kościele poprzez samą moc swojej osobowości. To jest zło. Taka „moc duszy” musi zostać uśmiercona. Ludzie w kościele muszą mieć wolność do tego, by się z nami nie zgadzać. Nikt nie powinien się nas bać. Jezus pozwolił Piotrowi, by ten Go upomniał (Ewangelia Mateusza 16:22). Zapytaj siebie: czy twoi bracia czują się swobodnie, by cię upomnieć? Jeśli nie, musisz wypracować swoje zbawienie, uwalniając się od wywyższania samego siebie i uniżyć się tak, jak czynił to Jezus, gdy stąpał po tej ziemi”.

Nigdy nie wolno nam prowadzić kościoła na wzór dyktatury, gdzie bracia i siostry żyją pod ciężarem licznych reguł i przepisów. To uczyniłoby z kościoła legalistyczny klub, w którym prawdziwie pobożni bracia i siostry nigdy nie poczuliby się jak w domu. Zamiast nich władzę zyskają cieleśni, ślepo ulegli „potakiwacze”. To jest zło.

Nie zrodzimy świętości w innych poprzez ustanawianie wielu zasad w naszych wspólnotach. Musimy głosić Słowo, ale nie wolno nam zmuszać ludzi do dopasowania się do konkretnego schematu. Gdy ludzie robią coś tylko po to, by nam się przypodobać, bez osobistego przekonania, ich czyny będą jedynie martwymi uczynkami, nawet jeśli te uczynki wydają się być sprawiedliwe i dobre w oczach ludzi.

Uczynki, które wykonujemy, aby przypodobać się ludziom lub wywrzeć na nich wrażenie są martwe. Wszelkie martwe uczynki nie są miłe Bogu. Uczynki, które Bóg przyjmuje, to te, które czynimy wyłącznie dla Jego upodobania. Jeśli mamy poprowadzić braci i siostry do wykonywania takich dzieł, to należy pozostawić im taką samą swobodę, jaką sam Bóg pozostawił Adamowi i Ewie w raju. Prawdziwa świętość może być doskonalona jedynie w bojaźni Bożej (2 Koryntian 7:1), a nie w lęku przed jakimkolwiek przywódcą kościelnym.

Jeśli Bóg powoła w twoim zborze młodszych braci do pełnienia posługi, w której ludzie będą mieli do nich większe zaufanie niż do ciebie, musisz uznać to za dzieło Boże i z pokorą pozwolić tym namaszczonym, młodszym braciom zająć należne im miejsce we wspólnocie. W przeciwnym razie przyjdzie ci walczyć z samym Bogiem.

Jeśli jesteś kochającym ziemskim ojcem, z pewnością pragniesz, aby twoje dzieci zdobyły lepsze wykształcenie niż ty sam. Prawdziwy ojciec duchowy będzie miał podobne pragnienie – aby jego duchowe dzieci wzrastały ponad niego samego. Jeśli nie masz takiego pragnienia wobec tych, którym służysz, nie jesteś ojcem duchowym. Wówczas nie nadajesz się na lidera i będziesz jedynie przeszkodą w budowaniu Ciała Chrystusa w twojej okolicy.

Przywódcy, którzy przejawiają autorytarne postawy i okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi tych niewiernych liderów. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

Liderzy o autorytarnych postawach, którzy okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w Kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis takich spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi owych niewiernych przywódców. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

List do Hebrajczyków 12:26–28 mówi nam, że „Bóg wstrząśnie i usunie wszystko, czym można wstrząsnąć, aby pozostało to, co niewzruszone”.

Wokół nas, w chrześcijaństwie, widzimy wielkich kaznodziejów upadających w grzech oraz kościoły, które zdawały się podążać za nowotestamentowym wzorcem, a teraz dzielą się i trzęsą w posadach. Jeśli mamy budować Ciało Chrystusa, które pozostanie niewzruszone pośród tych wszystkich wstrząsów, jakich dziś doświadczamy, pośród światowości i kompromisu, które widzimy z jednej strony, a legalizmu i faryzeizmu z drugiej, musimy służyć Bogu „z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym” (List do Hebrajczyków 12:28-29).

Obyśmy kroczyli ścieżką pokory w każdym czasie, aż do końca naszych dni. Amen

Zac Poonen