Ucz się mądrości każdego dnia

Ucz się mądrości każdego dnia

dnia 22 września 2026

„Teraz więc, synowie, słuchajcie mnie, bo błogosławieni są ci, którzy strzegą moich dróg. Słuchajcie pouczeń, nabądźcie mądrości i nie odrzucajcie jej. Błogosławiony (szczęśliwy) człowiek, który mnie słucha (który uważnie słucha tego, co mam do powiedzenia), czuwając u moich wrót każdego dnia…” (Przypowieści Salomona/Księga Przysłów 8:32-34). Wyraz „błogosławiony” w Słowie Bożym zawsze oznacza „szczęśliwy”. Mądrość rządzi się określonymi prawami i jeśli będziesz ich przestrzegać, naprawdę będziesz szczęśliwy. Dlaczego w tym fragmencie jest mowa o „codziennym czuwaniu”? Ponieważ nie jestem w stanie pojąć całej Bożej mądrości za jednym zamachem. Możemy ją nabywać tylko dzień po dniu. Jezus powiedział w Ewangelii Mateusza 6:34, że dosyć ma dzień swego utrapienia. Każdego dnia spotkamy się z pewną dawką zła pochodzącą od ludzi, z naszych okoliczności, od diabła oraz z pożądliwości naszego ciała. A jeśli pragnę zdobyć mądrość, muszę codziennie brać swój krzyż. Jezus powiedział: „Niech się wyprze samego siebie, niech bierze swój krzyż każdego dnia” (Ewangelia Łukasza 9:23), aby moja codzienna porcja zła (zamiast mnie niszczyć i kalać, jak to robi z resztą ludzkości) obracała się w mądrość.

Czy wiesz, że diamenty powstają z węgla drzewnego? Choć różnią się wyglądem, oba kryją w sobie ten sam pierwiastek. Diament to węgiel, który przez długie wieki kształtował się pod wpływem miażdżącego ciśnienia w głębinach ziemi. Ten sam budulec, który tworzy pospolity węgiel drzewny, daje również początek diamentom. Cała tajemnica tkwi w przemianie, w przeobrażeniu tego, co czarne i brzydkie, w coś drogocennego i wartościowego. Przesłanie tej przypowieści polega na tym, że moja codzienna porcja zła może zostać przemieniona w Bożą mądrość i chwałę, jeśli codziennie będę brał swój krzyż. Szczęśliwy ten, kto codziennie nasłuchuje i czuwa u bram Mądrości, gdyż mądrości nie można otrzymać w całości za jednym razem. List do Efezjan 5:15-16 mówi o mądrości: „Patrzcie więc uważnie, jak macie postępować, nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy. Czas wykupując, bo dni są złe.” Tak właśnie tu jest napisane: każdy pojedynczy dzień jest zły. Dlatego w pełni wykorzystaj ten przydział, który otrzymujesz każdego dnia. Nie przegap ani jednej okazji, by umierać (dla samego siebie). Jeśli przegapisz jedną, przegapisz część chwały Bożej. Przyjmij ten udział, który ci przypadł, ponieważ Bóg go ustalił. Nie zdecydował o tym nagle. Porcja zła, która uderzyła w ciebie dzisiaj, choć dla ciebie mogła być zaskoczeniem, dla Boga zaskoczeniem nie była. To jest porcja, która została nam wyznaczona jeszcze przed naszym narodzeniem, abyśmy mogli zdobyć mądrość.

Niewielu jest tych, którzy rozumieją, jak zdobyć mądrość, ponieważ nie rozumieją drogi krzyża. „Szczęśliwy człowiek, który Mnie słucha oraz dzień w dzień czuwa u Moich drzwi, pilnując podwojów Moich bram.” (Przypowieści Salomona/Księga Przysłów 8:34). Zupełnie jak praktykant siedzący przed drzwiami dyrektora generalnego i czekający, by usłyszeć wskazówki. Bądź jak on – czekaj na mądrość każdego dnia. Taka powinna być nasza postawa przez cały dzień: „Panie, daj mi dzisiaj mądrość. Tylko o to proszę. Nie proszę Cię, byś uwolnił mnie od cierpienia. Nie proszę Cię o łatwą drogę przez życie. Panie, daj mi mądrość. Pomóż mi wypełnić plan, który zaplanowałeś dla mnie na dzisiejszy dzień”.

Skąd wiesz, że Bóg ci błogosławi? Zgodnie z Księgą Przysłów 8:35 dzieje się tak wtedy, gdy zdobędziesz Bożą mądrość. Nie wtedy, gdy dostaniesz awans, lepszą pracę czy cokolwiek innego z tego świata. Nie. Dzieje się tak, gdy zyskujesz mądrość. Wtedy uzyskujesz przychylność Pana. Dzieje się tak wówczas, gdy przyswoisz sobie Bożą cierpliwość, czystość, łagodność i Jego gotowość do ustępstw, które są cechami mądrości (List św. Jakuba 3:17).

W Księdze Przysłów 8:36 na marginesie (niektórych przekładów) widnieje uwaga: „Kto mnie pomija, szkodzi samemu sobie”. Oznacza to, że jeśli przejdziesz przez życie i nie zdobędziesz mądrości, to bez względu na to, co posiadamy – nawet wiedzę biblijną – tak naprawdę zmarnowaliśmy swoje życie. Być może udało nam się zdobyć prestiżową posadę lub byliśmy szanowanymi członkami jakiegoś zgromadzenia, ale jeśli w trakcie naszego ziemskiego życia nie mieliśmy udziału w Bożej mądrości, to przegapiliśmy to, co w życiu najważniejsze. Jeśli pominąłem dzienną porcję mądrości, którą Bóg przeznaczył mi do przyswojenia, straciłem ją na zawsze. Już nigdy więcej jej nie odzyskam. Mądrości, w której Bóg chciał, abym miał udział wczoraj, nie mogę już zdobyć na nowo. Przepadła. Bóg wyznaczył, abym każdego dnia otrzymywał określoną ilość mądrości, a jeśli jej nie zdobędę, to ją przegapiłem. Przegapiłem ją na całą wieczność. Mogę zdobyć dzisiejszą i mogę zdobyć jutrzejszą, ale nie mogę już zdobyć wczorajszej. Bóg sam nie zwróci mi tego. Dlatego właśnie napisano, że musimy jak najlepiej wykorzystywać czas, ponieważ dni są złe. Obyśmy nauczyli się przekształcać to zło w mądrość każdego jednego dnia.

Zac Poonen

Nie osądzaj

Nie osądzaj

dnia 15 września 2026

„Nie sądźcie, abyście nie zostali osądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim zostaniecie osądzeni i jaką miarą mierzycie, taką wam w zamian odmierzą. A czemu widzisz drzazgę w oku swojego brata, a nie dostrzegasz belki w swoim oku?

Albo jak możesz powiedzieć swojemu bratu: Pozwól, że wyrwę drzazgę z twojego oka, a oto belka jest w twoim oku? Obłudniku! Wyrwij wpierw belkę ze swojego oka, a wtedy przejrzysz, by wyrwać drzazgę z oka swojego brata.”(Ewangelia Mateusza 7:1-5)

Każdy z nas potrzebuje nieustannego przypominania o tym, aby zawsze osądzać samego siebie, a nigdy nie osądzać innych.

Wszyscy musimy wykazywać się rozeznaniem,  rozeznanie jednak to cecha duchowa i znacznie różni się od osądzania innych, które jest czynnością cielesną.

Rozdział 14. Listu do Rzymian to fragment, nad którym każdy z nas powinien często rozmyślać i wciąż na nowo przypominać sobie o wolności, jaką Bóg obdarza swoje dzieci w wielu dziedzinach.

Oto przykłady sytuacji, kiedy zdarza nam się osądzać innych, czy to jawnie, czy w skrytości ducha. Nie powinniśmy w takich kwestiach osądzać ludzi ani nawet pielęgnować własnych opinii na ich temat w swoich umysłach:

• Czy ktoś może posiadać samochód (lub nawet dwa!) i jakiej marki ma on być.

• Jak wielki lub okazały nie powinien być dom bliźniego.

• Czy wolno komuś posiadać kosztowne sprzęty w swoim domostwie.

• Jakie wykształcenie ktoś winien zapewnić swoim dzieciom.

• Czy wolno komuś przenieść się w inne miejsce dla wyższych zarobków bądź też wyemigrować do obcego kraju.

• Ile nieruchomości ktoś może posiadać lub jak wielkie oszczędności powinien mieć na swoim koncie bankowym. (Uwaga: Nie mamy gromadzić sobie skarbów na ziemi (Ewangelia Mateusza 6:19); ale mamy obowiązek odkładać pieniądze dla naszych dzieci (2 Koryntian 12:14; 1 Tymoteusza 5:8)).

• Czy wolno komuś zatrzymywać się bądź stołować w drogich hotelach i restauracjach.

• Czy siostra może nosić biżuterię, kosztowne suknie (i kto ma rozsądzić, co jest „kosztowne”?), spodnie czy inne stroje. (Biblia nakazuje kobietom skromny ubiór, dlatego musimy przestrzegać siostry przed noszeniem odsłaniających, obcisłych i prowokacyjnych strojów).

• Czy mężczyźni mogą nosić długie włosy. (Choć natura podpowiada włosy krótkie, Bóg nic o tym nie mówi – 1 Koryntian 11:14. Poza tym, kto ma decydować, jaka długość oznacza „długie”, a jaka „krótkie” włosy?).

• Czy kobiety mogą nosić krótkie włosy. (Długie włosy są jej chlubą, ale nie jest to nakazem Bożym – 1 Koryntian 11:15. I któż ma rozsądzić, jaka długość jest „krótka”, a jaka „długa”?)

• Czy komukolwiek wolno farbować włosy.

• Czy siostrze godzi się stosować jakikolwiek makijaż.

• Czy ktoś może oglądać sport w telewizji, czy nie. (Nadmierne oglądanie staje się przeszkodą w chodzeniu za Panem, ponieważ sport nader łatwo może obrócić się w bożka i winniśmy ludzi przed tym przestrzegać).

• Czy wolno komuś w ogóle posiadać odbiornik telewizyjny. (Istotą sprawy jest bowiem to, co dany człowiek ogląda).

• Czy przy wyborze małżonka można brać pod uwagę status społeczny, materialny oraz poziom wykształcenia. (Uwaga: Ponieważ we wszystkich sferach (ducha, duszy i ciała) musi istnieć „równe jarzmo”, rozsądni wierzący wezmą pod uwagę również te czynniki związane z duchowością).

• Czy czyjeś wesele nie było zbyt wystawne i okazałe.

• Itd., itd.

To zaledwie kilka przykładów, ale jestem pewien, że jest ich znacznie więcej. Wiele z tych decyzji zależy od dochodów poszczególnych rodzin – a dochody wśród wierzących znacznie się różnią. Bardzo skromny samochód, dom, edukacja, praca czy ślub w dużym mieście mogłyby uchodzić za przejaw rozrzutności i luksusu według standardów osób mieszkających w ubogiej wiosce. Nie możemy więc oceniać się nawzajem.

O skali wesela decyduje zarówno zamożność, jak i zaangażowanie rodziców obu stron. W trosce o zachowanie pokoju nawet pojedynczy, wyrażony bez przekonania głos któregoś z rodziców bądź pary młodej może wpłynąć na ostateczną decyzję w tej sprawie. Nie wolno nam więc oceniać nikogo na podstawie tego, jak organizuje wesele.

Mamy skłonność do oceniania wystawności innych wyłącznie w tych dziedzinach, w których sami zachowujemy prostotę. Wielu z tych, którzy osądzają innych w jednej z powyższych spraw, często sami uchybiają w innej dziedzinie, ale ponieważ ich skłonność do osądzania zaślepia ich, nie potrafią dostrzec własnych braków. Najlepiej więc unikać wytykania drzazgi w oku bliźniego.

Musimy nauczyć się „pilnować własnych spraw” i unikać pouczania innych, co powinni robić w takich kwestiach. W przeciwnym razie staniemy się zadufanymi w sobie faryzeuszami, którzy „wtrącają się w cudze sprawy” (1 Piotra 4:15). Najlepiej jest pozwolić każdemu postępować zgodnie z własnym sumieniem.

W Kościele mamy przemawiać przede wszystkim przeciwko grzechowi i przeciwko miłości do pieniędzy; a rady powinniśmy udzielać WYŁĄCZNIE wtedy, gdy ktoś nas o to poprosi, chyba że, rzecz jasna, chodzi o jawnie grzeszne postępowanie, które ma wpływ na życie kościoła.

W kwestiach finansowych powinniśmy jednak zachęcać wszystkich wierzących, by nie przekraczali swoich możliwości finansowych. Zadłużanie się jest jak przełamanie finansowej bariery, którą Bóg wokół nas wzniósł. Patrz: Księga Koheleta (Kaznodziei Salomona) 10:8b. (Hebrajskie słowo użyte tam na określenie „ukąszenia węża” to „nashak”, które jest bardzo podobne do hebrajskiego słowa oznaczającego „dług” – „nasha”). Musimy napominać wierzących, by w miarę możliwości unikali długów, z wyjątkiem sytuacji nieuniknionych (takich jak nagłe wypadki i leczenie medyczne, bądź zakup albo budowa domu czy też nabycie pojazdu itp.).  A jeśli już zaciągają pożyczki, należy ich zachęcać do jak najszybszej spłaty zadłużenia (List do Rzymian 13:8).

Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy jasno nauczać tego, co Pismo mówi w takich kwestiach jak:

• Kościół przechodzący przez czas ucisku (Zobacz: „Kościół a czas ucisku”)

• Nakrywanie głów przez kobiety podczas modlitwy lub prorokowania (Zobacz: Nakrycia głowy dla kobiet)

• Itp.

Jeśli niektórzy wierzący mają odmienne zdanie w tych kwestiach, nie będziemy ich osądzać. Będziemy jednak nadal nauczać w kościele tego, czego Pismo wyraźnie uczy.

Rozważmy fragment z Listu do Tytusa 2:4–5, który jasno stwierdza, że żony powinny przede wszystkim zajmować się domem. Musimy o tym nauczać. Biblia nie zabrania jednak żonie pracy poza domem. Nie możemy więc tego również zabraniać. Często zdarza się, że podjęcie pracy przez żonę staje się koniecznością, ponieważ jej mąż jest niepełnosprawny lub nie może znaleźć zatrudnienia i tym podobne. Stąd też nigdy nie wolno nam osądzać żony, która pracuje zawodowo.

Albo weźmy pod uwagę obchodzenie Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Sami możemy być w pełni przekonani o pogańskim pochodzeniu tych świąt. Jednak inni wierzący mogą zupełnie nie zdawać sobie sprawy z tego faktu.

Ważne jest, byśmy trzymali się naszych przekonań. Nie powinniśmy jednak osądzać tych, którzy świętują te dni. List do Rzymian 14:4–6 mówi o tym bardzo jasno.

Każdy Kościół, który nie daje swoim członkom wolności objawionej nam przez Ducha Świętego w 14. rozdziale Listu do Rzymian, jest legalistyczny.

Zwróćmy uwagę, że osądzanie różni się od głoszenia prawd zawartych w Słowie Bożym. W naszych kościołach musimy głosić całą wolę Bożą. Nie wolno nam milczeć w obliczu jakiejkolwiek części Bożej prawdy z lęku przed tym, że zostaniemy nazwani „legalistami”.

Ale jeśli niektórzy nie akceptują i nie stosują tego w praktyce, musimy pozostawić osąd nad nimi Bogu, chyba że ich postępowanie ma wpływ na kościół.

Dużym zagrożeniem jest jednak sytuacja, w której zaczniemy przykładać większą wagę do niektórych powyższych drugorzędnych spraw niż do samego Jezusa i upodabniania się do Niego.

Wszystkie te wyżej wymienione kwestie są rzeczami zewnętrznymi. Bóg zaś patrzy na serce, a tego nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Dlatego winniśmy trwać w bojaźni Bożej i wtedy nie będziemy osądzać na podstawie tego, co widzą nasze oczy ani tego, co słyszą nasze uszy, ale zawsze będziemy osądzać sprawiedliwie (Księga Izajasza 11:3–4).

Jeśli będziemy gorliwie „dążyć do miłości” (1 Koryntian 14:1) i z całą pilnością starać się „uczyć cichości i pokory” od naszego Pana (Ewangelia Mateusza 11:29), zostaniemy zachowani od tej pułapki, jaką jest osądzanie innych.

Najszczęśliwszymi ludźmi na świecie są ci, którzy zawsze osądzają samych siebie, a nigdy nie osądzają innych.

Zac Poonen

Niewielu odnajdzie wąską drogę

Niewielu odnajdzie wąską drogę

dnia 8 września 2026

„Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują.” (Ewangelia Mateusza 7:13-14)

Zatracenie to wieczne piekło. Czy Jezus mówił o piekle w Kazaniu na Górze? Z pewnością tak. Wspomniał o nim trzy razy. Przyjrzyjmy się drodze do zatracenia. W Ewangelii Mateusza 5:22 Jezus powiedział: „(…) każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny.” Dalej Jezus w Ewangelii Mateusza 5:28-29 mówi o tym, że jeśli ktoś patrzy na kobietę z pożądaniem w sercu, lepiej niech wyłupi sobie prawe oko. W przeciwnym razie może zostać wrzucony do piekła. I lepiej niech odetnie sobie prawą rękę, jeśli prowadzi go ona do grzechu seksualnego. W przeciwnym razie, jak mówi Jezus w Ewangelii Mateusza 5:30, może zostać wrzucony do piekła. To droga do zguby. Droga niekontrolowanego gniewu i niekontrolowanej żądzy seksualnej to szeroka droga, którą kroczą całe tłumy. Świat jest pełen ludzi ogarniętych gniewem i przepełnionych żądzą seksualną, nieopanowanym, grzesznym pożądaniem, wykorzystujących ubogie kobiety itd. To jest właśnie ta szeroka droga do zatracenia.

A co jeśli człowiek twierdzi, że jest narodzonym na nowo chrześcijaninem, a jednocześnie ogląda internetową pornografię, czerpiąc korzyść z wyzysku ubogich kobiet? Co jeśli ten chrześcijanin daje upust swojemu gniewowi? To jest droga do zatracenia. Nie ma znaczenia, czy nazywa siebie chrześcijaninem, czy też nie. Znajduje się na drodze do zatracenia. To jest ta szeroka droga.

Tę drogę poszerzają czasem kaznodzieje, którzy mówią, że nie musimy być tak ograniczeni i twierdzić, iż tylko ci, którzy te rzeczy przezwyciężą, wejdą do życia wiecznego. Nie, oni czynią tę bramę szerszą, niż nauczał Jezus. Jezus powiedział, że droga do życia jest jak ucho igielne. Czy wielbłąd może przejść przez ucho igielne? Nie. Jezus powiedział: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego.” (Ewangelia Mateusza 19:24). Nasze bogactwo to nie tylko majętności. Może ono tkwić w naszym intelekcie i wynikać z naszego umysłu. Może to być kwestia naszych intelektualnych rozważań, gdy zajmujemy się Pismem Świętym. Poprzez intelektualne argumenty umniejszamy powagę Bożych słów. Nie wejdziecie do Królestwa Bożego szeroką drogą, która prowadzi do zatracenia. Gdyż mała jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia. Oto droga, którą Jezus głosił w Kazaniu na Górze. Jezus mówi w zasadzie tak: „Wszystko, o czym tutaj dotychczas mówiłem, to jest bardzo wąska brama i bardzo wąska droga, ale jest to droga prowadząca do życia. I bardzo, bardzo niewielu jest tych, którzy ją znajdują”. Czy spodziewacie się, że całe tłumy ludzi wybiorą drogę opisaną w Kazaniu na Górze? Skądże znowu.

Kazanie na Górze nie jest przeznaczone dla osób niebędących chrześcijanami. Nie jest skierowane do osób, które nie są uczniami. Jest skierowane do tych, którzy już położyli fundament swojego życia na pokucie i wierze w Chrystusa, którzy narodzili się na nowo i stali się dziećmi Bożymi. Jeśli ktoś nie uczynił tego pierwszego kroku, a mimo to próbuje postępować zgodnie z Kazaniem na Górze, przypomina człowieka, który buduje dom bez fundamentu. Tutaj jednak mowa jest o uczniach, którzy pragną naśladować Pana. Przekonają się oni, że jest to brama bardzo wąska i że niewielu jest tych, którzy ją znajdują. Nie spodziewam się, że rzesze ludzi rzucą się, aby wypełniać to, co jest napisane w Ewangelii Mateusza w rozdziałach 5 do 7.

Kiedy widzisz megakościoły, w których zasiadają tysiące ludzi, możesz się zastanawiać, czy to właśnie ta „nieliczna garstka”, która odnalazła drogę do życia. A może ci ludzie są wprowadzani w błąd przez fałszywych kaznodziejów i podążają szeroką drogą, która prowadzi do zguby? Nie chcemy nikogo z nich osądzać. Byłbym zachwycony, gdyby trzydzieści tysięcy ludzi na jednym małym obszarze pragnęło być posłusznymi Kazaniu na Górze i iść za Jezusem. Cieszyłbym się, gdyby istniał kościół liczący trzysta tysięcy ludzi, którzy chcą naśladować Chrystusa. Nie byłbym jednak zadowolony, gdyby te 300 000 osób chciało po prostu dostać się do nieba, nie naśladując Chrystusa na ziemi. Z moich obserwacji wynika, że ludzie siedzący w większości kościołów chcą dostać się do nieba bez naśladowania Chrystusa na ziemi. To nie jest prawdziwy Kościół Jezusa Chrystusa. To jest kościół, którego bramy piekielne z pewnością przemogą i w którym kaznodzieje uczynili bramę szeroką, aby mogły przez nią wejść całe tłumy bez płacenia jakiejkolwiek ceny. Brama ta jest na tyle szeroka, że możesz kochać pieniądze i jednocześnie wmawiać sobie, że kochasz Boga. Poszerzyli tę bramę i oszukują samych siebie, wierząc, że w tym Kościele czynią uczniów Jezusa.

Musimy sobie bardzo wyraźnie uświadomić, że to właśnie na zakończenie Kazania na Górze Jezus wyjaśnił, iż brama ta jest bardzo mała, a droga prowadząca do życia bardzo wąska. I bardzo, bardzo niewielu jest tych, którzy ją rzeczywiście znajdują.

Zaraz potem Jezus mówi: „Strzeżcie się fałszywych proroków” (Ewangelia Mateusza 7:15). Powinniśmy przyjrzeć się, kim są ci fałszywi prorocy w kontekście tego fragmentu. Czy są to prorocy, którzy przychodzą do kościoła, ale opowiadają o jakiejś innej religii i zaczynają nauczać na podstawie świętej księgi tej religii? Nie. Fałszywi prorocy to ci, „którzy przychodzą w owczej skórze”. Owcza skóra oznacza pozory bycia sługą Jezusa Chrystusa i bycie owcą Chrystusa. Przychodzą w owczej skórze. Wyglądają jak owce. Przychodzą z Biblią w ręku, ale to oni poszerzyli drogę. Wyjaśniają oni nakazy Pisma Świętego, mówiąc: „Ten nakaz nie jest konieczny” lub „To nie oznacza dokładnie tego…”. Ci ludzie próbowali wyjaśnić w ten sposób wiele rzeczy zawartych w Piśmie Świętym. Gdy przykładowo trafiają na werset z Listu do Filipian 4:4: „Radujcie się w Panu zawsze”, mówią: „To nie oznacza 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Oznacza to ogólnie rzecz biorąc albo przez większość czasu”. Kiedy w Liście do Filipian 4:6 jest napisane: „O nic się nie martwcie”, oni mówią: „To nie oznacza »o nic«. Oznacza to ogólnie rzecz biorąc powinniście unikać lęku”. Kiedy w 1 Liście do Tesaloniczan 5:18 czytamy, że musimy „za wszystko dziękować; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was”, oni mówią: „to tak naprawdę nie oznacza absolutnie wszystkiego”.

W dniu ostatecznym, gdy staniesz przed Jezusem Chrystusem, przekonasz się, że Bóg miał na myśli dokładnie to, co powiedział. Chrystus miał na myśli dokładnie to, co powiedział. Jeśli nie wierzysz w te słowa zawarte w Biblii, musisz być szczery i je wykreślić albo wyrwać te strony z Biblii.

Postępujesz nieuczciwie i obłudnie, jeśli mówisz, że Biblia jest Słowem Bożym, a potem według niej nie żyjesz. Bóg osądzi tę hipokryzję. Bóg miłuje szczerego człowieka. Wierzę, że Bóg kocha wielu ateistów bardziej niż obłudnych chrześcijan, ponieważ są oni uczciwi. Nie wierzą, że istnieje Bóg i zachowują się tak, jakby Go nie było. Biznesmen żyjący w realnym świecie twierdzi, że nie ma Boga, jest tylko pieniądz. Czci pieniądze i jest w tym szczery. Jednak chrześcijanie, którzy twierdzą, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem, a Biblia Słowem Bożym, jeśli żyją tak jak tamci ludzie ze świata, są hipokrytami. Pamiętaj, że kiedy Chrystus był na ziemi, potępiał hipokrytów bardziej niż kogokolwiek innego. Kobieta przyłapana na cudzołóstwie została zbawiona. Łotr na krzyżu został zbawiony. Morderca został zbawiony. Ale hipokryci trafili do piekła.

Zac Poonen

Zabiegajcie o dary Ducha Świętego, aby służyć innym

Zabiegajcie o dary Ducha Świętego, aby służyć innym

dnia 1 września 2026

Przypuśćmy, że ktoś z was ma przyjaciela, który odwiedza was w domu o północy, a wy kierując się uprzejmością i miłością do niego pytacie go, czy jadł. Jeśli odpowie, że nie, a wy zajrzycie do lodówki i zobaczycie, że ani tam, ani w pozostałej części domu nie ma nic do jedzenia, co zrobicie? Pójdziecie do sąsiada.” (Parafraza Ewangelia Łukasza 11:5)

W dzisiejszych czasach to naprawdę bardzo rzadka sytuacja. Mało kto poszedłby o północy do sąsiada i obudził go, by prosić o jedzenie dla swojego przyjaciela, ale ten człowiek tak robi. Idzie, puka do drzwi sąsiada i mówi: „Proszę, pożycz mi trzy bochenki. Oddam je jutro, ale pożycz mi je teraz. Do mojego domu przyszedł gość, mój bardzo dobry przyjaciel, a ja nie mam dla niego żadnego jedzenia”. Wtedy mężczyzna w domu mówi mu, żeby nie niepokoił jego ani jego dzieci, ponieważ wszyscy leżą już w łóżkach: „Zakłócasz nam spokój, budzisz nas wszystkich w połowie nocy,  bez przerwy waląc w drzwi”. Ale ta osoba będzie dalej pukać i nie pozwoli sąsiadowi zasnąć, dopóki nie dostanie tego, czego potrzebuje.

Pan mówi: „Nawet jeśli ten sąsiad nie da ci niczego z powodu waszej przyjaźni, to jednak z powodu twojej wytrwałości i nieustępliwego pukania wstanie i da ci tyle, ile potrzebujesz (Ewangelia Łukasza 11:8)”. Jakże to piękne wyrażenie: „Tyle, ile potrzebujesz”.

Pamiętam, kiedy zabiegałem o chrzest w Duchu Świętym, o moc Ducha Świętego, o to, by stać się skutecznym nauczycielem Słowa Bożego, i by mieć dar przemawiania. Kiedy zostałem chrześcijaninem i zacząłem dzielić się Słowem Bożym, byłem bardzo nieśmiałą osobą. Wiedziałem, że potrzebuję mocy Ducha Świętego i że jeśli ją otrzymam, zostanę przemieniony w innego człowieka. I dokładnie to się stało. Jeśli szukasz Boga w ten sposób, prosząc o potężne, nadprzyrodzone namaszczenie Duchem Świętym nie dla siebie, ale dla innych i nie przestajesz pukać, mówiąc: „Panie, daj mi chleb, abym nakarmił tych ludzi (widzieliśmy to wyrażenie w Ewangelii Łukasza 11:8)”, wtedy Bóg da ci tyle, ile potrzebujesz (Ewangelia Łukasza 11:13). Mam tutaj na myśli Ducha Świętego. Jezus jasno wyjaśnił, o co powinniśmy prosić Boga. „Daj mi moc Ducha Świętego, abym mógł służyć innym. Moje potrzeby są zaspokojone, przeszliśmy już przez Łukasza 18, teraz myślę o potrzebach innych”. To jest prawdziwy chrześcijanin.

Chciałem budować samego siebie, abym zawsze był pełen świeżości, kiedy służę innym ludziom. Dlatego nawet dar języków miał przynosić korzyść innym poprzez utrzymywanie mnie w świeżości i budowanie mnie. Żaden dar Ducha nie był przeznaczony wyłącznie dla mojego osobistego zbudowania, lecz raczej dla osobistego zbudowania, które prowadziło do błogosławieństwa dla innych ludzi.

Bardzo często ludzie szukają mocy Ducha Świętego, aby poczuć dreszcz przebiegający po plecach, jakieś elektryzujące doznanie, mówienie językami lub coś, co przyniesie im osobistą korzyść. Powinniśmy szukać darów Ducha Świętego, aby móc błogosławić innych ludzi. Pamiętam, jak szukałem u Boga darów Ducha Świętego. Miało to służyć innym ludziom, a nawet gdyby Bóg obdarzył mnie darem języków, miało to służyć mojemu własnemu ożywieniu, ponieważ Biblia mówi, że ten, kto mówi językami, buduje samego siebie (1 List do Koryntian 14:4). Chciałem budować samego siebie, abym zawsze był pełen świeżości, kiedy służę innym ludziom. Dlatego nawet dar języków miał przynosić korzyść innym poprzez utrzymywanie mnie w świeżości i budowanie mnie. Żaden dar Ducha nie był przeznaczony wyłącznie dla mojego osobistego zbudowania, lecz raczej dla osobistego zbudowania, które prowadziło do błogosławieństwa dla innych ludzi.

Musimy pamiętać, że wszystkie dary Ducha Świętego są przeznaczone dla innych. Owoce Ducha przynoszą korzyść mnie. Jeśli odczuwam radość lub pokój, to przynosi to korzyść mnie, a nie tobie. Jeśli jednak posiadam dary Ducha Świętego: czy to proroctwo, uzdrawianie, czy jakikolwiek inny dar – to właśnie one przynoszą korzyść innym. Potrzebujemy obu tych rzeczy. Musisz prosić Boga i musisz mieć wiarę.

„Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec Niebieski da to, co dobre (a szczególnie Ducha Świętego i wszystkie Jego dobre dary) tym, którzy Go proszą?” (Ewangelia Łukasza 11:13) Musimy mieć wiarę, że zwracamy się do naszego Ojca. Nie przychodzimy do prezesa jakiejś firmy, który jest tak odległy, że musimy zwracać się do niego przez sekretarkę. Przychodzimy do naszego Niebiańskiego Taty, a czegoż On mógłby nam odmówić? Nie ma absolutnie niczego dobrego, czego mógłby nam kiedykolwiek odmówić. Jeśli Bóg nie uzna za stosowne dać nam czegoś, możemy być absolutnie pewni, że nie jest to dla nas dobre.

Apostoł Paweł cierpiał kiedyś na chorobę w swoim ciele, którą nazwał cierniem dla ciała. Trzykrotnie modlił się o jej usunięcie (2 List do Koryntian 12:7-9). Bóg jej nie usunął, a on zdał sobie sprawę, że to było dla jego dobra, ponieważ dzięki temu pozostawał pokorny i skruszony. Bóg zawsze daje nam to, co dobre, a kiedy Bóg jest dla nas tak dobry, tak ogromnie dobry, co my powinniśmy zrobić? Musimy być dobrzy dla innych ludzi.

„Panie, pragnę, abyś dał mi to, co pomoże mi zaspokoić potrzeby tych ludzi, którym mam służyć”. Kiedy nosisz w sercu troskę o ludzi w swoim kościele, pragniesz poprowadzić ich do życia zgodnego z wolą Bożą, skłonić ich do wypełniania wszystkich przykazań Jezusa oraz do życia zgodnie z zasadami Kazania na Górze, będziesz prosić o moc Ducha Świętego. Będziesz prosić o prorocze słowo z nieba, które zaspokoi potrzeby tych ludzi, uwolni ich z sideł diabła i doprowadzi do pobożnego życia. A jeśli kochasz ich wystarczająco mocno, będziesz wytrwały.

Czy nie uważasz, że ten człowiek, który poszedł o północy do domu swojego sąsiada, kochał swojego gościa? Musiał go kochać tak bardzo, że był zdeterminowany, by zdobyć dla niego jedzenie jeszcze tej nocy. Większość z nas, gdyby nie miała jedzenia w noc przybycia gościa, powiedziałaby mu: „Przykro mi, ale nie mamy jedzenia, więc chodźmy już spać, a rano coś ci przygotuję”. Ale ten człowiek kochał swojego głodnego gościa tak mocno, że powiedział: „Zdobędę dla ciebie coś dzisiaj, nawet jeśli będę musiał zachować się bezwstydnie wobec mojego sąsiada”. To wspaniały obraz wytrwałego zwracania się do Boga z prośbą: „Panie, obdarz mnie darami Ducha Świętego, abym mógł służyć tym ludziom”.

Zac Poonen

Jezus buduje Kościół bez skazy

Jezus buduje Kościół bez skazy

dnia 25 sierpnia 2026

W naszych kościołach CFC nie głosimy kazań o tym, jak dostać się do nieba po śmierci. Jezus nakazał nam iść i czynić uczniami wszystkie narody oraz uczyć ich wszystkiego, co On przykazał, a nie tego, jak uciec przed piekłem i pójść do nieba!! Niestety, wiele dzisiejszych kazań ewangelicznych skupia się głównie na tym, jak dostać się do nieba po śmierci. Ja nie głoszę takiej ewangelii, ponieważ nie interesuje mnie zabieranie ludzi do nieba. To sprawa Boga. Staram się pozyskiwać uczniów dla Jezusa Chrystusa tutaj, na ziemi, a następnie uczę ich, by przestrzegali wszystkiego, co nakazał Jezus. To jest nakaz, który Pan dał nam bardzo wyraźnie w Ewangelii Mateusza 28:18-20. I tak właśnie staramy się robić w naszych kościołach CFC w wielu częściach świata przez ostatnie 50 lat.

Moją ewangelią jest to, jak być uczniem Jezusa Chrystusa tutaj na ziemi i jak naśladować Go każdego dnia. Jezus powiedział, że jest ciasna brama i wąska droga, która prowadzi do życia (Ewangelia Mateusza 7:14). Możemy wejść przez ciasną bramę, żałując za nasze grzechy i pokładając ufność w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Jesteśmy zatem wezwani, by podążać wąską drogą, codziennie biorąc swój krzyż, umierając dla siebie, stawiając Chrystusa na pierwszym miejscu w naszym życiu i podążając za Nim. Taka jest droga życia i uczniostwa, której Jezus nauczał w powyższym wersecie i taka jest droga do życia wiecznego, której nauczamy we wszystkich naszych kościołach.

W odniesieniu do uczniostwa Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 14:26: „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swojego, NIE MOŻE być uczniem moim”. Jak często słyszałeś, by ktokolwiek głosił, że należy nienawidzić swoich bliskich, tak jak powiedział Jezus w tym wersecie? Aby być uczniem Pana Jezusa, ten warunek jest na pierwszym miejscu. Sam Jezus nakazał nam abyśmy wszędzie pozyskiwali uczniów – a nie nawróconych. Jeśli więc chcemy czynić uczniów, musimy najpierw nauczyć ich tego najważniejszego warunku bycia uczniem, zanim zaczniemy uczyć ich czegokolwiek innego.

Kiedy dziecko idzie do szkoły, pierwszą rzeczą, której się uczy, nie jest fizyka ani chemia. Nie. Pierwszą rzeczą, której się uczy, jest alfabet ABC. Podobnie osoby, które dołączają do naszego kościoła, muszą PRZEDE WSZYSTKIM nauczyć się podstaw bycia uczniem – czyli miłować Jezusa ponad wszystko. Tym, którzy nie chcą spełnić tego warunku, należy już na samym początku jasno powiedzieć, że nie mogą być uczniami Pana Jezusa Chrystusa. I nie ma uczniów drugiej kategorii. Jest tylko jedna kategoria uczniów: ci, którzy „mają w nienawiści ojca, matkę, brata, siostrę, żonę, dzieci i swoje własne życie” (Ewangelia Łukasza 14:26).

Jak mamy pogodzić to wezwanie Jezusa z innymi przykazaniami zawartymi w Piśmie Świętym, aby „czcić ojca i matkę”, „miłować swoją żonę tak, jak Chrystus umiłował Kościół”, a także miłować nasze dzieci oraz naszych braci i siostry?

Jezus często posługiwał się przykładami, aby wyjaśnić przesłanie swoich nauk. Postanowiłem więc poszukać jakiegoś przykładu, który pomógłby mi zrozumieć te pozornie sprzeczne nakazy miłowania i nienawidzenia członków mojej rodziny! I oto przykład, który wszystko wyjaśnia: przyrównuję moją miłość do ojca, matki, żony, dzieci, braci i sióstr do światła gwiazd, które jest jasne i czyste, pozbawione jakiejkolwiek ciemności. Ich światło obrazuje miłość, jaką powinniśmy darzyć członków naszej rodziny. Jednak rano, gdy wschodzi słońce, gwiazdy stają się niewidoczne. One nadal tam są, ale nie możemy ich dostrzec. Tak samo moja miłość do Chrystusa musi być jak światło słońca, w którego blasku moja miłość do członków mojej rodziny blednie i traci na znaczeniu. Moja miłość do bliskich wciąż tam jest (tak jak gwiazdy wciąż świecą o poranku). Jednak moja miłość do Chrystusa jest tak wielka, że wszystkich innych miłuję teraz wyłącznie poprzez miłość do Chrystusa. Oznacza to, że moja miłość do Chrystusa jest tak ogromna, iż nigdy nie pozwolę, aby moja żona, rodzice czy ktokolwiek z moich bliskich stanął pomiędzy mną a Chrystusem. Od tej pory będę miłować wszystkich innych jedynie poprzez najwyższą miłość do Chrystusa.

Jezus powiedział: „Zbuduję mój Kościół” (Ewangelia Mateusza 16:18). Tylko On może go zbudować. My jesteśmy jedynie członkami Jego Ciała: jeden jest jak język, inny jak ręka, a jeszcze inny jak noga. A niektórzy wierzący, którzy nie zajmują tak widocznego miejsca, są jak ukryte narządy ciała. Jednak Chrystus jest Głową, która buduje swoje Ciało. My możemy jedynie ofiarować samych siebie Jemu, abyśmy jako członki Jego Ciała byli przez Niego prowadzeni, kierowani i używani. Ręce i nogi nie mogą nic zrobić same z siebie. Głowa mówi ręce, co ma robić, i mówi nogom, dokąd mają iść. Dokładnie tak mamy poddawać się Chrystusowi. W ten oto sposób działa i buduje się Ciało Chrystusa. I właśnie to staramy się podkreślać.

Kiedy Bóg zaczyna kogoś choć trochę używać i ta osoba widzi cud budowania Ciała Chrystusa w jakimś miejscu, ogromnym niebezpieczeństwem staje się duchowa pycha. Kiedy Bóg nam błogosławi, pycha czai się tuż za rogiem. Możemy zacząć sobie wyobrażać, że to my zbudowaliśmy ten lokalny kościół albo że to my przyprowadziliśmy tych ludzi do Chrystusa. A kiedy sługa Boży lub kościół staje się pełen pychy, Bóg natychmiast zaczyna SPRZECIWIAĆ SIĘ tej osobie i temu kościołowi.

Obyśmy wszyscy żyli w bojaźni Bożej i każdego dnia zabiegali o moc Jego Ducha, abyśmy mogli wielbić Boga naszym życiem i budować Jego Kościół w tych ostatnich dniach.

Amen.

Zac Poonen

Życie zgodnie z wolą Bożą (część 2 z 2)

Życie zgodnie z wolą Bożą (część 2 z 2)

dnia 18 sierpnia 2026

Jezus był sługą Pana Boga JHWH. A „od sługi wymaga się przede wszystkim tego, aby czynił dokładnie to, co nakazuje mu jego pan” (1 Koryntian 4:2 – TLB). Całe swoje życie spędził na słuchaniu Ojca i w ten sposób wypełnił całą wolę Ojca, bez zmęczenia i bez frustrującej „krzątaniny”. Umartwił swoje ludzkie pragnienia. Nie kierował się duszą. Był duchowy.

Jezus nadawał modlitwie wysokie znaczenie w swoim życiu. Często oddalał się na pustynię, by się modlić (Ewangelia Łukasza 5:16). Pewnego razu spędził całą noc na modlitwie, aby poznać wolę Ojca dotyczącą wyboru dwunastu uczniów (Ewangelia Łukasza 6:12-13). Cielesny chrześcijanin uważa czas spędzony na oczekiwaniu na Boga za czas stracony i modli się tylko po to, by uspokoić swoje sumienie. Modlitwa nie jest w jego życiu rozpaczliwą koniecznością, ponieważ jest pewny siebie. Natomiast człowiek duchowy jest nieustannie zależny od Boga we wszystkim i dlatego, z czystej konieczności skłania się ku modlitwie.

Jezus powiedział, że jedyną niezbędną rzeczą jest słuchanie Jego Słowa (Ewangelia Łukasza 10:39-42). Takim przykładem była Maria z Betanii. Z kolei Marta, choć zajęta bezinteresowną służbą, okazywała niezadowolenie i miała pretensje do Marii. W tych dwóch siostrach dostrzegamy kontrast między aktywnością duchową a cielesną. Marta nie popełniała żadnego grzechu, służąc Panu i Jego uczniom, a jednak była niespokojna i krytyczna wobec Marii. To jasny obraz cielesnej służby. Cielesny chrześcijanin jest niespokojny i drażliwy. Nie zaprzestał on swoich „własnych uczynków” i nie wszedł do Bożego odpoczynku (List do Hebrajczyków 4:10). Jego intencje są dobre, ale nie zdał sobie sprawy, że jego własne uczynki, bez względu na to, jak dobre by nie były, w oczach Boga są jak „szata splugawiona”, nawet po nawróceniu (Księga Izajasza 64:6).

Dobre owce Amaleka (ciała) są dla Boga równie nie do przyjęcia, jak te złe (1 Samuela 15:3, 9-19). Jednak ludzki rozum nie jest w stanie tego pojąć. Wyrzucenie dobrych owiec wydaje się głupotą, skoro można by je ofiarować Bogu. Bóg wymaga jednak posłuszeństwa, a NIE ofiary. „Posłuszeństwo jest lepsze niż ofiara” (1 Samuela 15:22). Ale jak możemy być posłuszni, jeśli nie słyszymy tego, co Bóg ma do powiedzenia? Słuchanie musi poprzedzać posłuszeństwo. Dlatego Jezus powiedział, że jedyną potrzebną rzeczą jest słuchanie Jego głosu. Wszystko inne było od tego zależne.

Ci, którzy „służą” jak Marta, jakkolwiek byliby szczerymi w swoich intencjach, w rzeczywistości służą jedynie samym sobie. Nie można ich nazwać sługami Pana, gdyż sługa przed rozpoczęciem służby czeka, aż pan powie mu, co ma zrobić.

Jeśli pozbędziemy się przekonania o własnej samowystarczalności, będziemy modlić się tak jak Salomon: „O PANIE, mój Boże, (…) Daj więc swemu słudze serce rozumne (słuchające), aby mógł sądzić Twój lud i rozróżniać między dobrem a złem. Któż bowiem może sądzić ten Twój tak wielki lud?” (1 Księga Królewska 3:7, 9). Jezus wiedział, że musi słuchać swego Ojca, jeśli ma rozróżniać między tym, co jest dobre (w najwyższym tego słowa zrozumieniu), a tym, co nie jest dobre, między tym, co jest wolą Jego Ojca, a tym, co nią nie jest.

Przed Bramą Piękną świątyni w Jerozolimie Jezus często widywał chromego mężczyznę żebrzącego o jałmużnę. Nie uzdrowił go jednak, ponieważ nie otrzymał od Ojca wskazówki, by to uczynić. Później, po tym, jak Jezus wstąpił do nieba, Piotr i Jan uzdrowili go, zrobili to w doskonałym czasie wyznaczonym przez Ojca, co sprawiło, że wielu ludzi nawróciło się do Pana (Dzieje Apostolskie 3:1 – 4:4). To był czas wyznaczony przez Ojca na uzdrowienie tego człowieka, a nie wcześniej. Gdyby Jezus uzdrowił go wcześniej, przeszkodziłby w realizacji woli Ojca. Wiedział, że czas wybrany przez Ojca był idealny, dlatego nigdy nie wykazywał niecierpliwości w żadnej sprawie.

Życie Jezusa było życiem w doskonałym odpocznieniu. Każdego dnia miał wystarczająco dużo czasu, by w ciągu 24 godzin wypełnić całą wolę swojego Ojca. Gdyby jednak zdecydował się robić to, co jemu samemu wydawało się dobre, wówczas 24 godziny na dobę nie wystarczyłyby Mu i przez większość dni odczuwałby niepokój. Jezus potrafił cieszyć się z każdej sytuacji, która Go zatrzymywała, ponieważ akceptował fakt, że to Wszechmogący Ojciec w Niebie planował Jego codzienny harmonogram. Dlatego nigdy nie denerwowały Go takie wydarzenia. Życie Jezusa sprawi, że nasze wnętrze również zazna doskonałego spokoju. Nie oznacza to, że nie będziemy robić nic, ale że będziemy czynić tylko to, co znajduje się w planie Ojca dla naszego życia. Wtedy będziemy bardziej pragnąć wypełnić wolę Ojca niż nasz własny, z góry ustalony plan.

Cielesny chrześcijanin jest tak bardzo skupiony na robieniu „tego, co mu się podoba”, że często bywa drażliwy i pełen niepokoju. Niektórzy z nich kończą ostatecznie załamaniem nerwowym lub fizycznym.

Jezus nie mógł doznać załamania nerwowego, ponieważ w swoim wnętrzu odczuwał doskonały spokój. Mówi nam:

„Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz.” (Ewangelia Mateusza 11:29).

Oto chwała Jezusa, którą Duch Boży ukazuje nam w Słowie i którą pragnie nas obdarzyć oraz zamanifestować przez nas.

Pan jest naszym Pasterzem i prowadzi swoje owce na pastwiska odpoczynku. Owce nie planują własnego harmonogramu ani nie decydują, na które pastwisko pójść dalej. Po prostu podążają za swoim Pasterzem. Aby podążać za Pasterzem w ten sposób, trzeba pozbyć się pewności siebie i poczucia samowystarczalności. Jezus pokornie podążał za swoim Ojcem. Niestety cielesny chrześcijanin nie chce być owcą, dlatego daje się sprowadzać na manowce przez swój intelekt. Nasz intelekt jest cudownym i niezwykle pożytecznym darem Boga, ale może stać się najniebezpieczniejszym ze wszystkich darów, jeśli zostanie wyniesiony do roli pana w naszym życiu.

Pan tak nauczył swoich uczniów modlić się: „Ojcze, bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi” (Ewangelia Łukasza 11:2). W jaki sposób spełnia się wola Boża w niebie? Aniołowie nie biegają wkoło, próbując zrobić „coś dla Boga”. Gdyby tak robili, w niebie panowałby chaos. Co zatem robią? Czekają w Bożej obecności, aby usłyszeć Jego polecenia, a następnie wykonują dokładnie to, co każdemu z nich zostało nakazane. Posłuchaj słów anioła Gabriela skierowanych do Zachariasza: „Ja jestem Gabriel, który stoję przed obliczem Boga, a zostałem posłany, abym mówił do ciebie…”(Ewangelia Łukasza 1:19). Taką właśnie postawę przyjął również Pan Jezus – czekał w obecności Ojca, słuchał Jego głosu i wypełniał Jego wolę.

Cielesny chrześcijanin może ciężko pracować i wiele poświęcać, jednak jaśniejsze światło wieczności ujawni, że „całą noc pracował i nic nie złowił”. Natomiast ci, którzy brali swój krzyż każdego dnia (zapierali się swojego życia opartego na duszy i uśmiercali je) oraz byli posłuszni Panu, będą mieli w tym dniu sieci pełne ryb (Ewangelia Jana 21:1-6).

„Każdy, kto pozwala, by coś odwróciło jego uwagę od pracy, którą dla niego zaplanowałem, nie nadaje się do Królestwa Bożego.”(Ewangelia Łukasza 9:62 – TLB). „Uważaj, abyś wypełnił posługę, którą przyjąłeś w Panu.” (List do Kolosan 4:17).

„Każdy krzew, którego nie sadził Ojciec mój niebiański, zostanie wykorzeniony.” (Ewangelia Mateusza 15:13).

Nie chodzi o to, czy roślina jest dobra, ale o to, kto ją zasadził. Bóg jest jedynym prawowitym źródłem wszystkiego. Biblia zaczyna się od słów: „Na początku Bóg”. Tak samo musi być ze wszystkimi naszymi czynami: muszą one wywodzić się z Boga, a nie z naszych umysłów, jeśli mają trwać wiecznie.

„Kto wypełnia wolę Boga, trwa na wieki.” (1 List Jana 2:17).

Cała reszta przeminie.

Zadajmy więc sobie to pytanie:

CZY ŻYJĘ I PRACUJĘ ZGODNIE Z WOLĄ BOGA?

Zac Poonen

Życie zgodnie z wolą Bożą (Część 1 z 2)

Życie zgodnie z wolą Bożą (Część 1 z 2)

dnia 11 sierpnia 2026

„Z Niego bowiem wszystko jest.” (List do Rzymian 11:36). Jezus powiedział, że Królestwo Niebios należy do ubogich w duchu (Ewangelia Mateusza 5:3). Powiedział również, że tylko ci, którzy pełnią wolę Ojca, wejdą do tego Królestwa (Ewangelia Mateusza 7:21). Królestwo Niebios jest wieczne i znajdzie się w nim tylko to, co zostało uczynione zgodnie z wolą Boga. Ubodzy w duchu mają świadomość własnej ludzkiej niedoskonałości i dlatego całkowicie poddają się woli Bożej. W tm sensie Jezus był nieustannie ubogi w duchu.

On żył tak, jak Bóg przeznaczył człowiekowi: w nieustannej zależności od Boga, odmawiając korzystania ze zdolności umysłowych w oderwaniu od Niego. Zastanówcie się nad Jego słowami: „Syn nie może sam od siebie nic uczynić… Nic sam z siebie nie czynię, ale jak nauczył mnie mój Ojciec, tak mówię… Ja nie mówiłem sam z siebie, ale Ojciec, który mnie posłał, On dał mi przykazanie, które mam mówić, i które mam głosić… Słowa, które ja do was mówię, nie od siebie mówię; natomiast Ojciec, który mieszka we mnie, On czyni dzieła.” (Ewangelia Jana 5:19,30; 8:28,42; 12:49; 14:10).

Jezus nigdy nie czynił niczego tylko dlatego, że dostrzegł potrzebę. Widział tę potrzebę i bolał nad nią, lecz działał tylko wówczas, gdy nakazał Mu to Ojciec. Czekał w Niebie bez mała cztery tysiące lat, podczas gdy świat rozpaczliwie potrzebował Zbawiciela, a zstąpił na ziemię dopiero wtedy, gdy Ojciec Go posłał (Ewangelia Jana 8:42). „Lecz gdy przyszło wypełnienie czasu, posłał Bóg swojego Syna” (List do Galacjan 4:4). „Wszystko ma swoją porę, a każde przedsięwzięcie swój czas pod niebem.” (Księga Koheleta 3:1). Tylko Bóg zna ten czas, dlatego nie popełnimy błędu, jeśli we wszystkim będziemy szukać woli Ojca, tak jak czynił to Jezus. A kiedy Jezus przyszedł na ziemię, nie postępował wedle własnego uznania, czyniąc to, co uważał za słuszne. Choć Jego umysł był nieskazitelnie czysty, nigdy nie działał pod wpływem nagłego pomysłu, który przyszedł Mu do głowy. Przeciwnie. Uczynił swój umysł sługą Ducha Świętego

Mimo, że już w wieku dwunastu lat znał dogłębnie Pisma, spędził kolejne osiemnaście lat przy swojej matce, i jako cieśla wyrabiał stoły, krzesła, itp. Znał Dobrą Nowinę, którą tak bardzo potrzebowali ginący wokół Niego ludzie, a mimo to nie podjął się służby ewangelizacyjnej. Dlaczego? Ponieważ nie nadeszła jeszcze godzina wyznaczona przez Ojca.

Jezus nie obawiał się czekać. „Kto uwierzy, nie pospieszy się” (Księga Izajasza 28:16). A gdy nadeszła godzina wyznaczona przez Jego Ojca, wyszedł ze swego warsztatu ciesielskiego i zaczął nauczać. Od tego czasu często mawiał w odniesieniu do pewnych wydarzeń: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła” (Ewangelia Jana 2:4; 7:6). Wszystko w życiu Jezusa podlegało woli Ojca i wyznaczonemu przez Niego czasowi. Sama tylko ludzka potrzeba nigdy nie stanowiła dla Jezusa wezwania do czynu, gdyż oznaczałoby to działanie z samego siebie, z własnej duszy. Należało uwzględnić potrzeby ludzi, ale to wola Boża miała zostać spełniona. Jezus wyraźnie to podkreślił w Ewangelii św. Jana 4:34-35. Potrzeba (werset 35): „Podnieście wasze oczy i przypatrzcie się polom, że są już białe, gotowe do żniwa…”. Zasada działania (werset 34): „Moim pokarmem jest czynić wolę Tego, który mnie posłał i wypełnić Jego dzieło.”. (Żyjący) Jezus nie uczynił wielu dobrych rzeczy, które posuwali Mu Jego przyjaciele, ponieważ wiedział, gdyby posłuchał ludzi i uczynił to, co wydawało się dobre, straciłby to, co najlepsze, co przygotował dla Niego Jego Ojciec.

Pewnego razu, gdy ludzie błagali Go, by pozostał w danym miejscu, odpowiedział, że nie może tego uczynić, ponieważ usłyszał głos Ojca wzywający Go, by udał się gdzie indziej. Z ludzkiego punktu widzenia istniały bardzo dobre powody, by został tam, gdzie się znajdował, ponieważ lud z niezwykłą żarliwością przyjmował Jego słowo. Lecz myśli Boże nie są myślami ludzkimi, ani drogi ludzkie drogami Bożymi (Księga Izajasza 55:8). Tego dnia, jeszcze przed świtem Jezus wyszedł i udał się na puste miejsce, by się modlić, i usłyszał głos swego Ojca (Ewangelia Marka 1:35-39). Potem przyszli do Niego Piotr i inni ze swoimi radami. Jezus jednak nie opierał się na ludzkim rozumowaniu. Był posłuszny Słowu, które mówi: „Ufaj PANU z całego swego serca i nie polegaj na swoim rozumie. Zważaj na niego we wszystkich swoich drogach, a on będzie prostować twoje ścieżki.” (Księga Przysłów 3:5-6). W każdej sprawie zdawał się na przewodnictwo Ojca. W proroczym odniesieniu do Pana Jezusa w Księdze Izajasza 50:4 czytamy: „(Ojciec) każdego ranka budzi moje ucho, abym słuchał jak ci, którzy się uczą.”. Tak właśnie zwykł postępować Jezus. Od wczesnego rana i przez cały dzień wsłuchiwał się w głos Ojca i robił dokładnie to, co Ojciec mu nakazał. Nie prowadził rozmów z ludźmi, aby zdecydować, co należy zrobić, lecz spotykał się na modlitwie ze swoim Ojcem. Cieleśni chrześcijanie planują swoje działania w porozumieniu z ludźmi. Chrześcijanie duchowi czekają na głos Boga.

Jezus żył dzięki Ojcu (Ewangelia Jana 6:57). Dla Jezusa Słowo Boże było ważniejsze niż pokarm (Ewangelia Mateusza 4:4). Musiał je przyjmować wielokroć każdego dnia, bezpośrednio od Ojca. Otrzymawszy je, był mu posłuszny. Posłuszeństwo było dla Niego ważniejsze nawet od codziennego pożywienia (Ewangelia Jana 4:34). Jezus żył w całkowitej zależności od Ojca. Jego postawa przez cały dzień sprowadzała się do słów: „Mów Ojcze, słucham”. Rozważmy na przykład tę sytuację, w której wygnał handlarzy z świątyni. Z pewnością często zdarzało się, że Jezus przebywał w świątyni w obecności handlarzy, ale ich nie wyganiał. Uczynił to dopiero wtedy, gdy skłonił Go do tego Jego Ojciec. Chrześcijanin cielesny będzie raczej albo nieustannie wypędzać handlarzy, albo w ogóle tego nie będzie robić. Ten, kogo Bóg prowadzi, wie kiedy, gdzie i jak należy działać. Było wiele dobrych rzeczy, które Jezus mógł uczynić, a których nigdy nie dokonał, ponieważ wykraczały one poza zakres woli Jego Ojca. Zawsze zajmował się czynieniem rzeczy najlepszych. I to wystarczało. Nie przyszedł na ziemię, by czynić dobre uczynki, lecz by wypełniać wolę swego Ojca.

Dwunastoletni Jezus zapytał Józefa i Marię: „Czy nie wiedzieliście, że ja muszę być w tym, co jest mojego Ojca?” (Ewangelia Łukasza 2:49). Były to jedyne rzeczy, które pragnął wypełniać. Gdy dobiegało końca trzydzieści trzy i pół roku Jego ziemskiego życia, mógł z prawdziwą satysfakcją powiedzieć: „Wypełniłem dzieło, które mi dałeś, abym je wykonał.” (Ewangelia Jana 17:4). Nie podróżował po całym świecie, nie napisał żadnej księgi, grono Jego wyznawców było niewielkie, w wielu miejscach na ziemi wciąż pozostawało mnóstwo niezaspokojonych potrzeb, itd… ale wykonał dzieło, które powierzył Mu Ojciec. To, i tylko to, ma ostateczne znaczenie.

(Ciąg dalszy nastąpi)

Zac Poonen

Zasady udzielania pożyczek

Zasady udzielania pożyczek

dnia 4 sierpnia 2026

W Ewangelii Mateusza 5:42 czytamy „Nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć”. Czasami rozumiemy pewne sprawy lepiej, gdy porównujemy fragmenty Pisma Świętego między sobą, dlatego aby jak najlepiej zrozumieć ten werset, musimy przyjrzeć się podobnemu fragmentowi. Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 6:35: „Pożyczajcie, nie spodziewając się niczego w zamian”.

Pamiętam, jak pewnego razu przyszedł do mnie jeden z braci i powiedział, że pożyczył trzy tysiące rupii innemu bratu, który obiecał je zwrócić. Minęło sporo czasu, a tamten brat wciąż ich nie oddał. Powiedziałem temu bratu, że to on sam okazał nieposłuszeństwo Pismu, ponieważ Pismo Święte mówi: pożyczajcie, nie spodziewając się niczego w zamian. W Ewangelii Łukasza 6:34 czytamy: „Jeśli pożyczacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, na jaką wdzięczność zasługujecie? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, aby to samo odebrać z powrotem.” Zatem ty, jako wierzący, gdy pożyczasz, musisz postępować inaczej – nie oczekuj niczego w zamian.

Wypowiadając te słowa Jezus miał na myśli to, że powinno się pożyczać tylko tyle pieniędzy, ile można uznać za dar. Powiedziałem więc temu bratu, że prawdopodobnie nie powinien był pożyczać tamtemu drugiemu bratu trzech tysięcy rupii, kiedy ten poprosił go o pożyczkę. Powinien był powiedzieć: „Przykro mi, nie stać mnie na podarowanie ci trzech tysięcy rupii, ale mogę dać ci 500”. Innymi słowy, pożyczaj tylko tyle pieniędzy, ile jesteś w pełni gotów nie odzyskać. Potraktuj to jak prezent i jeśli ich nie zwróci, to trudno. Jeśli jednak tak nie postąpiłeś, to nie zastosowałeś się do Pisma Świętego. Musimy rozumieć ducha ukrytego w tych sprawach.

Co Jezus miał na myśli, mówiąc: „Nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć”? Kiedy byłem młodym chrześcijaninem, zarabiałem jako oficer marynarki wojennej mnóstwo pieniędzy (znacznie więcej, niż potrzebowałem) i miałem spore oszczędności. W kościele był pewien ubogi brat, który wiedział o mojej sytuacji i przychodził do mnie, prosząc o pożyczkę. Za każdym razem pytałem go, jaką kwotę potrzebuje, a on obiecywał zwrot po miesiącu. Jednak z nastaniem kolejnego miesiąca zjawiał się ponownie, tłumacząc, że wciąż nie może oddać długu. Prosił wtedy o kolejne pieniądze, a ja mu ich nie odmawiałem. Miałem w pamięci ten werset: „Nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć” i przez wiele miesięcy nadal dawałem mu pieniądze. Po prostu milczałem, sądząc, że postępuję zgodnie z Pismem Świętym. Byłem młodym, świeżo ochrzczonym chrześcijaninem i robiłem to, co nakazywało Pismo Święte, na tyle, na ile potrafiłem. Niestety, ale po pewnym czasie człowiek, który brał te pieniądze, odszedł od wiary, popadł w alkoholizm i w inne złe nawyki. Gdy tylko o tym usłyszałem, napisałem do niego, że jeśli używał tych pieniędzy na zakup alkoholu i finansowanie królestwa diabła, to lepiej, żeby mi je zwrócił, ponieważ te pieniądze miały służyć królestwu Bożemu. Bardzo się na mnie rozgniewał i powiedział, że nawet martwe denominacje nie stawiały takich żądań, jak ja.

A Pan powiedział mi, żebym o tym zapomniał. Nigdy więcej nie odpowiedziałem na listy od niego i nigdy nie odzyskałem tych pieniędzy. Pomyślałem: „Panie, co zrobiłem źle? Przecież byłem posłuszny Twojemu Słowu, które mówi: »Nie odwracaj się od tego, kto chce od ciebie pożyczyć«”. Wtedy Pan nauczył mnie czegoś, co pomagało mi przez całe kolejne 60 lat. Mianowicie, że musisz porównywać fragmenty Pisma Świętego między sobą. Pan pokazał mi, że potraktowałem tamte pieniądze tak, jakby były moje własne. W jednym wersecie Pisma Świętego napisano, że muszę pożyczać temu, kto prosi, ale w innym wersecie jest mowa o tym, że nic z tego, co posiadam, nie należy do mnie, gdyż wszystko na ziemi jest własnością Pana. „Albowiem Pańska jest ziemia i to, co ją wypełnia.” (1 List do Koryntian 10:26). Kiedy więc otrzymuję pensję i myślę, że jest moja, muszę zdać sobie sprawę, że ona nie należy do mnie i powinienem się jej zrzec. Powinienem oddać ją Panu. Nawet jeśli odbieram wypłatę pierwszego dnia miesiąca i znajduje się ona na moim koncie bankowym, muszę uznać, że to nie są moje pieniądze, lecz pieniądze Boga.

Wtedy przyszła mi na myśl taka ilustracja: gdyby ktoś powierzył mi 5000 rupii, abym je przechował aż do zwrotu, a w tym samym czasie przyszedłby do mnie ktoś inny, mówiąc, że słyszał, iż mam 5000 rupii, i poprosił, abym pożyczył mu 3000 rupii, co bym odpowiedział? Powiedziałbym: „Przykro mi, bracie, to nie są moje pieniądze, należą do kogoś innego. Ta osoba poprosiła mnie tylko, żebym je dla niej przetrzymał. Pozwól, że ją o to zapytam, i jeśli pozwoli mi dać je tobie, to wtedy ci je dam”. Czyż nie byłoby to właściwy sposób postępowania w tej sytuacji, skoro to nie są moje pieniądze? Gdybym traktował swoją pensję jak pieniądze Pana, nie wydawałbym ich tak łatwo, jak to robiłem. Kiedy ten brat przyszedł do mnie po pożyczkę, powiedziałbym: „Tak, nie ma sprawy; słuszne jest, abym pożyczył komuś, kto jest w potrzebie, ale pozwól mi najpierw zapytać Tego, do Którego należą te pieniądze (w tym przypadku Pana)”. Zwróciłbym się z tym do Pana i zapytałbym: „Panie, czy chcesz, żebym dał je tej osobie”? Wtedy Pan mógłby powiedzieć „tak” albo „nie”.

Bóg przemawia; On jest żywym Bogiem. Być może za pierwszym razem powiedziałby „tak”, a za drugim razem mógłby powiedzieć „nie”, ale ja nie czekałem, aby Go usłyszeć. Trzymałem się litery prawa i popadłem w zniewolenie, lecz bardzo się cieszę, że już na samym początku swojego życia odebrałem lekcję tego, jak być posłusznym Pismu Świętemu: „jest napisane” i „jest również napisane”. Aby to zrozumieć, muszę porównywać fragmenty Pisma Świętego między sobą. Dzisiaj jestem gotów pożyczyć każdemu, kto mnie o to prosi, dokładnie tak, jak jest tu napisane. Chcę jednak również mieć świadomość, że wszystko, co posiadam, należy do Pana, więc nie mogę tego rozdawać bez pytania Go o zdanie. I właśnie tej zasady trzymałem się w późniejszym czasie, kiedy ludzie przychodzili do mnie i prosili o pieniądze. Teraz mówię: „Pozwól, że poszukam woli Pana; jeśli będę miał wolność w duchu, dam ci je”. I bywały sytuacje, w których dawałem i nigdy nie odzyskałem tych pieniędzy, a bywały też sytuacje, w których odmawiałem, ponieważ Pan nie dawał mi wolności w duchu, mimo że w sercu byłem gotowy pomóc.

Oto właśnie jest przykład, jak musimy rozumieć ducha, w którym Jezus wypowiadał wszystkie te słowa. Nie chodzi o to, że mamy pozwalać ludziom, by traktowali nas jak przysłowiowe wycieraczki.  Główną zasadą jest to, abyśmy się na nikim nie mścili i nie żywili pragnienia odwetu wobec tych, którzy wyrządzili nam krzywdę.

Zac Poonen

Nie polegaj na własnym rozumie

Nie polegaj na własnym rozumie

dnia 28 lipca 2026

„Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki!” (Księga Przysłów 3:5-6)

W tym wersecie nacisk położony jest na serce. Przekonasz się, że motyw ten pojawia się w Księdze Przysłów bardzo często. Widzimy tutaj, że wiara nie jest kwestią umysłu. Ciekawe, że sam Salomon rozumiał to już w Starym Testamencie, podczas gdy my czasami popełniamy ten błąd. Potrafimy zrozumieć pewne prawdy (np. to, że Bóg jest Ojcem pełnym miłości, bądź też: Bóg miłuje uczniów Jezusa tak, jak miłuje samego Jezusa – mowa tu nie o każdym, ani nawet nie o wszystkich wierzących, lecz o uczniach Jezusa, którzy zaparli się wszystkiego), są to jednak prawdy, które mogę pojmować jedynie umysłem. W godzinie próby wciąż ogarnia mnie trwoga, gdyż nie uwierzyłem w nie z głębi swojego serca. Jest wielka różnica pomiędzy wiarą opartą jedynie na rozumie (ten sam rodzaj wiary posiada diabeł), a pokładaniem ufności w Panu z całego serca. Do tego potrzeba nam objawienia Ducha Świętego.

Aby posiąść wiarę jedynie w umyśle, wystarczy dobry nauczyciel Biblii, który w przystępny sposób wyjaśni dany temat tak, że zrozumiesz. Nam się wydaje, że to właśnie jest prawdziwa wiara, ale w chwili próby odkrywamy, że wcale nie jest to wiara. Sądzimy, że posiadamy pieniądze, ale kiedy przychodzi nam płacić, okazuje się, że mamy fałszywe banknoty. One są zaledwie podobizną prawdziwych pieniędzy. To nie jest prawdziwa waluta. Chwila próby obnaża prawdę i pokazuje, że nasza wiara nie wypływa z głębi serca, lecz jedynie z umysłu. Dlatego musimy zanosić żarliwe modły, aby Bóg obdarzył nas Swoim objawieniem. Wtedy nasza wiara nie pozostanie tylko w naszym umyśle, lecz przeniknie do najgłębszych zakamarków serca. A wówczas, w godzinie próby, ta wiara nas podtrzyma i nie zachwiejemy się. Zaufaj Panu z całego swojego serca!

Następnie powiedziane jest: „Nie polegaj na własnym rozumie”. Nasze własne rozumowanie to nic innego jak rozum ukryty w naszym umyśle. Dostaliśmy nakaz, abyśmy nie ufali naszemu umysłowi! Zamiast tego powinniśmy ufać Panu z całego swojego serca. W tym miejscu wyraźnie widać różnicę między umysłem a sercem. Werset mówi: „Twój umysł jest zawodny. Twój umysł upewnia cię, że prawdziwie wierzysz, iż Bóg jest kochającym Ojcem, ale w chwili próby ogarnia cię niepokój. To zaś dowodzi, że w głębi serca nie wierzysz w ojcowską miłość Boga”. W naszym kościele często mówiliśmy o tym, że największym wrogiem wiary jest nasze własne, błyskotliwe rozumowanie. Dlatego właśnie mądrym ludziom bardzo trudno jest dojść do wiary. Nie jest to niemożliwe, ale jest nader trudne, ponieważ są oni skłonni do polegania na własnej inteligencji. Okazuje się, że ludzie bystrzy odczuwają trwogę, mimo, że tak dobrze rozumieją Pismo Święte. Nie potrafią odnieść zwycięstwa nad grzechem, ponieważ brak im prawdziwej wiary. Są bardzo pojętni i polegają na własnej mądrości.

Oto wielki błąd, jaki popełniają wszelkie szkoły biblijne i wyższe uczelnie teologiczne. Uczą one ludzi czynić dokładnie to, czego wyraźnie zabrania Słowo Boże: polegania na własnym rozumie przy próbach zrozumienia i wykładania Pisma Świętego. Nie kładzie się tam żadnego nacisku na objawienie Ducha Świętego, w wyniku czego absolwenci tych szkół stają się wszędzie największą przeszkodą dla dzieła Bożego. Dzieje się tak, ponieważ naruszają tę zasadę. Wiary nie można posiąść poprzez naukę w szkole biblijnej. Wiara rodzi się z objawienia Ducha Świętego. Ta sama prawda odnosi się również do Kościoła. Nie chodzi tylko o to, byśmy rozumieli doktryny na poziomie intelektualnym i próbowali je przekazywać innym. Muszą one głęboko poruszyć nasze serca. Zaufaj Panu z całego serca i nie polegaj na własnym rozumie.

Księga Przysłów 3:6 powiada: „Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach”. Innymi słowy, powierz Bogu każdą dziedzinę swojego życia. Pozwól Bogu zarządzać twoimi sprawami finansowymi, pozwól Mu decydować o tym, co czytasz, pozwól Mu decydować o tym, jak spędzasz czas, pozwól Mu kierować każdą sferą twojego życia rodzinnego, niech kształtuje pragnienia, jakie żywisz wobec swoich dzieci, niech kieruje twoją karierą zawodową, niech panuje nad tobą w każdej dziedzinie. Na wszystkich waszych drogach! Wtedy On wyprostuje wasze ścieżki, pokieruje waszymi krokami i obdarzy swoim przewodnictwem. Jest wielu takich, którzy pragną Bożego prowadzenia w jednej, konkretnej sprawie swojego życia i wołają: „Panie, w tej dziedzinie jestem gotów zrobić wszystko, czego ode mnie oczekujesz. Prowadź mnie”. Lecz Pan odpowiada: „Nie mogę cię prowadzić, ponieważ nie zważasz na Mnie na wszystkich swoich drogach! Nie wystarczy, że uznajesz Mnie tylko w tej jednej dziedzinie, ale musisz to robić we wszystkich dziedzinach. Jeśli jesteś skłonny oddać mi władzę nad całym swoim życiem, wtedy będę cię prowadził”.

Jeśli pragniesz wskazówek tylko w jednej dziedzinie i tylko tę jedną dziedzinę oddajesz Bogu, nie ma żadnej gwarancji, że otrzymasz wskazówki. Lecz jeśli na wszystkich swoich drogach, w każdym pojedynczym aspekcie swojego życia pragniesz zważać na Niego i pozwolić Mu prostować swoje ścieżki, wówczas On będzie cię prowadził. I nie tylko cię poprowadzi, ale jest też napisane, że On „wyprostuje ci drogę”. Tę drogę, która jest zablokowana tak wieloma przeszkodami, On dla ciebie wyprostuje. Jeśli w swoim życiu, bracie lub siostro, napotkasz przeszkody i różnego rodzaju problemy utrudniające ci dalszą drogę, po prostu pamiętaj o tych słowach: jeśli na wszystkich swoich drogach będziesz pamiętał o Bogu, jeśli będziesz Mu ufał z całego swojego serca i nie będziesz polegać na własnym rozumie, On sam utoruje ci drogę. Nie zdołasz zrobić tego samemu; próbowałeś przecież już tak długo. To On oczyści tę drogę dla ciebie! Pomyśl, jakie życie możemy prowadzić, gdy On toruje nam drogę, a my nieustannie idziemy naprzód. Tak właśnie wygląda życie człowieka, który całym sercem ufa Bogu, nie polega na własnej mądrości i zważa na Boga w każdej dziedzinie swojego życia.

Zac Poonen

Różnica między zwierzętami, ludźmi a chrześcijanami

Różnica między zwierzętami, ludźmi a chrześcijanami

dnia 21 lipca 2026

„Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie pereł swoich przed wieprze, by ich snadź nie podeptały nogami swymi i obróciwszy się, nie rozszarpały was.” (Ewangelia Mateusza 7:6). Co oznacza ten werset? Podobną wypowiedź usłyszeliśmy, gdy Jezus udał się do Syrofenicji, do ziemi Tyru (Ewangelia Mateusza 15:21-28). Kiedy Jezus dotarł do Tyru, podeszła do Niego kobieta prosząca o pomoc dla swojej córki opętanej przez demona. Jezus odwrócił się i rzekł: „Niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczeniętom.” (Ewangelia Mateusza 15:26). Niektórzy ludzie kwestionowali to stwierdzenie.

Czy Jezus nazwał ją psem? Czy przeszedłbyś 150 kilometrów, aby pomóc jednej jedynej osobie, a co więcej osobie, którą gardzisz? Ile czasu zajmuje przejście 150 kilometrów? Zajęłoby to co najmniej kilka dni. W tym właśnie widać, jak wielka była miłość Chrystusa do niej. Jeśli wiemy, jak głęboko On ją kochał, dostrzeżemy że Pan wystawiał ją na próbę, aby sprawdzić, czy jest gotowa przyjąć wszelkie upokorzenia i przyznać, że nie zasługuje na nic od Boga. Kiedy powiedziała: „Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu panów ich.”, Jezus rzekł: „Niewiasto, wielka jest wiara twoja!”. Jezus tylko dwa razy powiedział do kogokolwiek coś takiego, i za każdym razem były to osoby niebędące Żydami. Jedną z nich był rzymski setnik, a drugą ta syrofenicka kobieta. Spójrz, jak bardzo ją docenił!

Musimy zrozumieć, że kiedy Jezus mówi w Piśmie Świętym o psach i świniach, to nie gardzi ludźmi, lecz jedynie uświadamia nam, że absolutnie na nic ze strony Boga nie zasługujemy. Każdy, kto myśli: „Zasługuję na to, aby Bóg coś dla mnie uczynił”, nie zrozumiał sytuacji człowieka wobec Boga. Jedyną rzeczą, na którą ty i ja zasługujemy, jest piekło. Gdybyśmy zwrócili się do Boga i powiedzieli: „Panie, daj mi to, na co zasługuję”, to On musiałby dać nam piekło. Wszystko, co jest lepsze od tego, jest łaską Bożą. Kiedy to zrozumiemy, uświadomimy sobie, że otrzymujemy od Boga bardzo wiele tego, na co nie zasługujemy. Jednak większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy.

Zatem kiedy widzimy takie stwierdzenie, nie oznacza to, że mamy kogokolwiek traktować jak psy czy świnie. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Każdy człowiek, bez wyjątku, jest grzesznikiem. My wszyscy jesteśmy grzesznikami. Niektórzy z nas zostali zbawieni dzięki łasce Bożej i otrzymali przebaczenie grzechów, a inni nadal trwają w swoich grzechach, ale zasadniczo wszyscy jesteśmy grzesznikami, ponieważ odziedziczyliśmy to po Adamie. Nie ma więc powodu, aby jakakolwiek osoba uważała się za lepszą od innej lub traktowała kogoś z pogardą, jak psa czy świnię.

Kiedy Jezus powiedział: „Nie dawajcie psom tego, co święte”, miał na myśli: „Nie dawajcie ludziom tego, czego nie potrafią docenić”. Wszystko, czego pragnie pies, to kość. Nie pragnie niczego świętego. Kiedy człowiek bardziej interesuje się ziemskimi dobrami materialnymi niż Bogiem, to w pewnym sensie nie różni się niczym od zwierzęcia. Po co żyjesz? Czy żyjesz tylko po to, by wychowywać dzieci, uprawiać seks, spać i jeść smaczne jedzenie? Cóż, tym właśnie interesują się również wszystkie zwierzęta! Zwierzęta zawsze interesują się sprawami ziemskimi. Psy nieustannie spoglądają w dół, na ziemię. Podobnie świnie. Nigdy nie zobaczysz psa ani świni patrzących w górę, ku niebu. Zwierzęta zawsze patrzą w dół, na sprawy tego świata, i takie właśnie jest znaczenie słowa „psy” w tym miejscu – odnosi się ono do „ludzi, których umysły skupione są na sprawach doczesnych”.

Prawdziwy chrześcijanin ma głowę wzniesioną wysoko. Patrzy na to, co w górze. Ludziom, którzy nie interesują się tym, co w niebie, dawanie tego, co święte, jest bezcelowe. To jak rzucanie pereł przed świnie. Świnie potrzebują mnóstwa śmieci (pomyj). Uwielbiają jeść pomyje, więc nie ma sensu podawać im tego, co święte. Jezus mówi o Kazaniu na Górze – nauka zawarta w Kazaniu na Górze nie jest skierowana do niewierzących. Taki jest sens w 7:6 Ewangelii Mateusza: nie przekazujcie tego przesłania tym, którzy nie narodzili się na nowo, ponieważ nie są w stanie go docenić. Powinniśmy nauczyć się rozpoznawać, jaką prawdę możemy przekazać danej osobie. Chrystus wyraźnie wskazuje właśnie na to w omawianym wersecie.

Kluczowym przesłaniem dla ludzi nienarodzonych na nowo jest wezwanie do upamiętania. Muszą zdać sobie sprawę, że są grzesznikami. Muszą wiedzieć, że zasługują na piekło. Muszą wiedzieć, że są zgubieni, odcięci od Boga i zmierzają ku wiecznemu potępieniu w piekle. Oto przesłanie, które mają usłyszeć ludzie niebędący chrześcijanami, a także ludzie wychowani w chrześcijańskich domach (którzy nie narodzili się na nowo i nie weszli w żywą relację z Chrystusem).

Każdy człowiek, który nie stawia Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, jest tak naprawdę jak zwierzę. Zwierzę nie interesuje się Bogiem, nie interesuje się modlitwą ani słuchaniem tego, co Bóg ma do powiedzenia. Kiedy żyjący na ziemi człowiek nie interesuje się modlitwą i nie jest zainteresowany Bogiem, ani słuchaniem tego, co Bóg ma mu do powiedzenia, nie jest on lepszy od zwierzęcia. Zwierzę interesuje się seksem. Kiedy człowiek interesuje się głównie seksem, jest jak zwierzę. Każde zwierzę interesuje się seksem i jedzeniem, a kiedy ludzie interesują się wyłącznie jedzeniem, seksem, snem i posiadaniem dzieci, są dokładnie tacy sami jak zwierzęta. Była jednak pewna rzecz, która odróżniała stworzenie Adama przez Boga, mimo, że stworzył go z tego samego prochu, z którego stworzył świnie, psy i wszystkie zwierzęta. To był dokładnie ten sam proch.

Przyglądając się narządom wewnętrznym psów i świń, dostrzeżemy wiele podobieństw do narządów wewnętrznych człowieka. Zatem Pan miał na uwadze to, że pod względem fizycznym jedni i drudzy pochodzą z tej samej materii. I właśnie dlatego Bóg stworzył zarówno zwierzęta, jak i człowieka szóstego dnia. W pierwszej części szóstego dnia stworzył zwierzęta, a w drugiej części tego samego dnia stworzył człowieka. Była jednak jedna zasadnicza różnica w stosunku do zwierząt – Bóg nie tchnął w nie życia. Kiedy zwierzęta powstały z prochu, automatycznie otrzymały oddech, ale gdy Bóg ukształtował człowieka z prochu ziemi, tchnął w jego nozdrza dech życia, i stał się człowiek istotą żywą (Księga Rodzaju 2:7). Tchnienie Boga natychmiast odróżniło go od zwierząt.

Gdyby Bóg nie tchnął w Adama, mógłby on wprawdzie wyglądać jak człowiek, ale byłby podobny do zwierzęcia. Jednak w chwili, gdy Bóg tchnął w niego, stał się on żywą duszą. Stał się istotą wieczną, w przeciwieństwie do zwierząt, które wieczne nie są. Kiedy zwierzę umiera, staje się po prostu prochem. Lecz kiedy Bóg tchnął w człowieka i człowiek stał się istotą żyjącą, w tym samym momencie stał się istotą wieczną. Stał się istotą wieczną, odpowiedzialną przed Bogiem. Nie posiadał życia wiecznego, ponieważ życie wieczne odnosi się do życia, które nie miało początku, a takie posiada tylko Bóg. Możemy jednak otrzymać to życie wieczne, gdy odwrócimy się od naszych grzechów (pokutujemy), przyjdziemy do Chrystusa i przyjmiemy Go jako swojego Pana i Zbawiciela. Wtedy będziemy mieli życie wieczne. W przeciwnym razie jesteśmy po prostu istotami wiecznymi, które trafią do piekła i będą przebywać tam przez całą wieczność w oddzieleniu od Boga.

Pan mówi, że na tej ziemi istnieją dwie odrębne kategorie ludzi. Są tacy, którzy żyją dokładnie tak jak zwierzęta (jak psy i świnie), oraz inni, którzy zdają sobie sprawę, że są dziećmi Bożymi, i że Bóg uczynił ich istotami wiecznymi, odpowiedzialnymi przed Nim. Kiedy Bóg tchnął w człowieka, ten został stworzony z prochu, ale otrzymał również sumienie, które uświadamiało mu, że odpowiada przed Bogiem za swoje czyny i słowa. Zwierzęta nie mają sumienia. Nie odczuwają poczucia winy gdy zrobią coś złego, podczas gdy człowiek (nawet jeśli jest całkowicie niepiśmiennym barbarzyńcą w dżungli) ma poczucie winy, ponieważ posiada sumienie.

Nawet barbarzyńcy z dżungli kłaniają się i oddają cześć na przykład skale, kamieniowi czy słońcu. Ludzie mają pewną świadomość, że istnieje Stwórca – Wieczna Istota, przed którą ponoszą odpowiedzialność. Nigdy nie spotkasz religijnego psa, religijnej małpy ani świni. Dlaczego nawet barbarzyńcy mają to poczucie świadomości Wiecznej Istoty, przed Którą zdadzą sprawę? Dzieje się tak, ponieważ mają sumienie. Każdy człowiek ma sumienie i to właśnie ono odróżnia go od świń, psów i innych zwierząt.

Zac Poonen