Wstawiennicza miłość

Wstawiennicza miłość

dnia 26 maja 2026

„Przyobleczcie się w całą zbroję Bożą, abyście mogli stać mocno wobec zasadzek diabła.” List do Efezjan 6:11

Wielu z nas słyszało ten werset i czytało o „hełmie zbawienia” oraz „pancerzu sprawiedliwości”. Mało kto jednak wie, iż pierwszym, który przywdział ową zbroję, był sam Jezus:

„Widział, że nie ma żadnego człowieka i zdziwił się, że nie ma nikogo, kto by się wstawił. Dlatego jego ramię przyniosło mu zbawienie (…). Przyodział się bowiem w sprawiedliwość jak w pancerz i włożył hełm zbawienia na swą głowę.” Księga Izajasza 59:16-17

Jest to starotestamentowe proroctwo o Jezusie, do którego święty Paweł nawiązuje w szóstym rozdziale Listu do Efezjan.

Niezwykłe jest, iż ten werset ukazuje Jezusa przywdziewającego zbroję Bożą, aby wstawiać się za nami. Dzisiaj On wzywa nas, abyśmy wstępowali w Jego ślady w dziele wstawiennictwa.

Noszenie zbroi w życiu codziennym

W pismach Starego Testamentu oraz w dawnych wiekach wojownikowi często towarzyszył giermek – cichy, bezimienny pomocnik, który nosił zbroję, trwał u jego boku w chwilach niebezpieczeństwa i dbał o to, by w razie potrzeby ów wojownik był w pełni gotów do walki. Obraz ten doskonale oddaje nasze powołanie do bycia orędownikami wstawiającymi się za współmałżonkami, dziećmi oraz wspólnotą kościelną. Podążamy w tym za doskonałym wzorem samego Jezusa, który pozostaje naszym obrońcą i orędownikiem, żyjąc zawsze, aby wstawiać się za nami (List do Hebrajczyków 7:25).

Każdego dnia w naszym życiu stajemy się świadkami tego typu bitew:

· Małżonek przytłoczony zniechęceniem, użalaniem się nad sobą, niepokojem albo trudną sytuacją zawodową lub finansową.

· Dziecko zmagające się z poczuciem niepewności, skrywanym grzechem lub problematyczną sytuacją w szkole.

· Brat lub siostra pokonani przez grzech, a niekiedy nieświadomi, że grzech zatruwa ich duszę.

Nie możemy ograniczać się do krytykowania z daleka, ale musimy stać się wiernym towarzyszem broni, mówiącym: „Twoja walka jest moją walką. Twoja słabość jest moją słabością. Będę stał u twego boku, tak jak Jezus stanął przy mnie”.

Pierwszy znak Miłości Wstawienniczej: Będę z tobą na 100%

W rozdziale 14 Pierwszej Księgi Samuela Jonatan wyrusza, by zaatakować filistyński garnizon, mając przy sobie jedynie swojego giermka. W tym ryzykownym akcie wiary wspinając się między dwoma ostrymi urwiskami, mówi:  „Chodź, pójdziemy do załogi tych nieobrzezanych, może PAN zadziała dla nas, gdyż PANU nietrudno wybawić przez wielu czy przez niewielu.” (1 Księga Samuela 14:6). Jego giermek odpowiada czymś naprawdę niezwykłym: „Czyń wszystko, co uważasz za słuszne, w pełni cię popieram, cokolwiek zdecydujesz” (1 Księga Samuela 14:7, NLT).

· Żony: gdy wasz mąż staje do duchowej walki, czy waszą odpowiedzią jest: „Jestem z tobą całym sercem”, czy też siejecie zwątpienie i trwogę?

· Mężowie: gdy wasza żona zmaga się z trudnościami, czy pozostajecie krytyczni i zdystansowani, czy też wkraczacie do działania, jak gdyby jej słabość była waszą własną?

· Bracia i siostry: gdy wasi starsi przechodzą przez trudne próby i podejmują ciężkie decyzje, ufając Panu, czy wspieracie ich niczym wierni towarzysze broni, czy też stoicie z boku jako surowi sędziowie?

Jezus przestrzega nas przed duchem oskarżania: dostrzegamy źdźbło w oku brata swego, podczas gdy belka osądu tkwi w naszym własnym. Jednak historia ta nie kończy się na samym tylko pozbyciu się belki oskarżania. Kończy się ona usunięciem źdźbła z oka naszego brata DOPIERO PO TYM, jak my sami uwolniliśmy się od ducha oskarżania. To zaś może się ziścić jedynie wówczas, gdy dojdziemy do miejsca, w którym źdźbło w oku brata odczuwać będziemy tak, jakby tkwiło w naszym własnym oku. „Zrzućmy z siebie wszelki ciężar i biegnijmy wspólnie, patrząc na Jezusa” (por. List do Hebrajczyków 12:1). Twoje brzemię nie jest już tylko twoim brzemieniem, teraz jest ono NASZYM brzemieniem.

W Liście Jakuba 5:20 czytamy: „(…) kto zawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, uratuje jego duszę od śmierci i zakryje mnóstwo grzechów.” W ten właśnie sposób miłość zakrywa mnóstwo grzechów (1 List Piotra 4:8). Miłość nie godzi się na ślepotę wobec grzechu; ona podejmuje walkę o upamiętanie i odnowę.

Juda w swoim Liście, wersety 22-23 naucza: „I rozróżniając, nad jednymi prawdziwie miejcie litość, a innych w bojaźni ratujcie, wyrywając ich od ognia, mając odrazę i do tuniki, która jest splamiona przez ciało”. Miłość wstawiennicza trwa w czujności, by sama nie uległa skażeniu przez grzech, a jednocześnie jest pełna miłosierdzia i nieustępliwa w dążeniu do wyrwania ukochanej osoby z paszczy grzechu, który ją pochłania.

Drugi znak Miłości Wstawienniczej: Będę mniej mówić i więcej się modlić

Pismo Święte pochwala pewien rodzaj „cichej ewangelizacji”. W Pierwszym Liście Piotra 3:1-2 czytamy: „Podobnie wy, żony, bądźcie uległe mężom swoim, aby, jeśli nawet niektórzy nie są posłuszni Słowu, dzięki postępowaniu kobiet, bez słowa zostali pozyskani, ujrzawszy wasze czyste, bogobojne życie”. Czy wiesz, że można zdobyć czyjąś duszę, nie wypowiadając ani słowa?

Gdy jest mowa o tym, żeby postępować „Podobnie”, wzorem do naśladowania jest fragment znajdujący się kilka wersetów wcześniej, w 1 Liście Piotra 2:23, gdzie o Jezusie czytamy: „On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi;”.

To znaczy, że ten sposób postępowania dotyczy nas wszystkich, a nie tylko żon, ponieważ wzorem jest tu sam Jezus. Miłość wstawiennicza częstokroć oznacza mniej słów kierowanych do ludzi, a więcej zanoszonych do Boga.

Niezwykle znamienne jest to, co Paweł mówi tuż po opisaniu zbroi Bożej, dając nam klucz do pojęcia jej głębszego celu. Zaraz po owych wersetach, w Liście do Efezjan 6:18, pisze: „We wszelkiej modlitwie i prośbie modląc się w każdym czasie w Duchu, czuwając nad tym z całą wytrwałością i z prośbą za wszystkich świętych”. To naprawdę przełomowa myśl, że zakładam zbroję Bożą nie tylko po to, by stanąć w obronie samego siebie, ale by wejść w bój modlitewny za innych, począwszy od własnego domu, a skończywszy na wspólnocie kościoła i bliźnich.

Podobnie prorok Izajasz roztacza przed nami zachwycający obraz tego rodzaju walki wstawienniczej.

W Księdze Izajasza 62:1 czytamy: „Ze względu na Syjon nie będę milczeć, ze względu na Jerozolimę nie spocznę, dopóki jego sprawiedliwość nie wzejdzie jak blask i jego zbawienie nie zapłonie jak pochodnia”.

Zastąp w tym wersecie słowa „Syjon” i „Jerozolima” imieniem swojej żony, imieniem swojego brata lub imieniem swojego dziecka: „Ze względu na moją żonę nie będę milczał… ze względu na moje dziecko… ze względu na mojego brata”.

Oto czym jest posługa wstawiennictwa, nieustanna, często ukryta przed wzrokiem świata, lecz drogocenna w oczach Boga. Prorok Samuel odczuwał to tak głęboko, że powiedział: „A jeśli chodzi o mnie, nie daj Boże, bym miał grzeszyć przeciw PANU, przestając się modlić za was.” (1 Księga Samuela 12:23). Zaprzestanie wstawiennictwa było w jego oczach grzechem przeciwko samemu Bogu. Nawet gdy Saul zbłądził i utracił namaszczenie, Samuel nigdy nie przestał nad nim boleć, mimo że nie ujrzał go już nigdy więcej (por. 1 Księga Samuela 15:35).

Miłość, która wstawia się za kimś, może oznaczać trwanie w modlitwie na długo po tym, jak relacja stała się trudna bądź pełna dystansu.

Trzeci znak Miłości Wstawienniczej: Będę ogłaszać nad tobą sprawiedliwość Bożą

W trzecim rozdziale Księgi Zachariasza arcykapłan Jozue staje w brudnych szatach przed aniołem Pańskim, a obok niego stoi szatan, aby „go oskarżać”. Pan odpowiada w wersecie drugim: „Niech cię PAN zgromi, szatanie! Niech cię skarci PAN, który wybrał Jerozolimę. Czyż nie jest on jak głownia wyrwana z ognia?”.

Wtedy Bóg nakazuje: „Zdejmijcie z niego te brudne szaty”. Do Jozuego mówi: „Oto ja zdjąłem z ciebie twoją winę i każę cię przyoblec w szaty odświętne”. Następnie Zachariasz dodaje w wersecie 5: „Włóżcie mu na głowę czysty zawój!”.

Takie jest serce Ojca wobec syna marnotrawnego: na pierwszy znak skruchy biegnie mu na spotkanie, bierze go w objęcia, przyodziewa, przywraca mu godność i raduje się. Naszą reakcją (zgoła odmienną od postawy starszego brata z tej przypowieści) musi być odzwierciedlenie tej samej radości, świętowania i usprawiedliwienia już przy pierwszych oznakach szczerej skruchy. Nie wolno nam powiedzieć: „No dobrze, to dopiero początek; zobaczymy, czy mówisz poważnie”. Winniśmy raczej zawołać: „Pan zgładził twoją nieprawość i ogłosił cię sprawiedliwym, gdy okazałeś skruchę. Z radością podzielam i świętuję Jego osąd nad tobą.”

Wezwanie dla naszych domów i naszego Kościoła

Wyobraź sobie rodziny, w których mężowie i żony są dla siebie nawzajem oparciem; w których rodzice nie rzucają oskarżeń, lecz czuwają i modlą się za swoje dzieci; wyobraź sobie Kościół, w którym bracia i siostry w cichości serca walczą o wzajemną świętość. Wyobraź sobie rodziny i wspólnoty, w których:

· Stajemy wzajemnie do bitew, jakby były one naszymi własnymi.

· Mniej mówimy, a więcej się modlimy.

· Gdy tylko dostrzegamy pierwsze oznaki skruchy, natychmiast deklarujemy Bożą obietnicę sprawiedliwości wobec siebie nawzajem.

Niech Pan uczyni nas czujnymi strażnikami i wiernymi pomocnikami; ludźmi pełnymi miłości i modlitwy wstawienniczej w naszych małżeństwach, w naszych rodzinach, i w naszym kościele.

Zac Poonen

Bądź wolny od ducha oskarżania

Bądź wolny od ducha oskarżania

dnia 19 maja 2026

W Księdze Objawienia 12:10 czytamy, że szatan dniem i nocą nieustannie oskarża wszystkich wierzących przed Bogiem. To pełnoetatowa działalność, w którą jest zaangażowany. Szatan ma w niej licznych współpracowników, niestety nawet wśród wielu wierzących. Jest cała rzesza wiernych, którzy w posłudze oskarżania pracują ramię w ramię z szatanem.

Gdy tylko Adam zgrzeszył w Ogrodzie Eden, szatan przekazał mu swój „oskarżający charakter”. Dlatego kiedy Bóg przyszedł do Adama i zapytał go, czy zjadł owoc z zakazanego drzewa, pierwszą rzeczą, jaką zrobił Adam było oskarżenie swojej żony. Zamiast uznać swój własny grzech powiedział: „(…) to ona dała mi z tego drzewa i zjadłem.”(Księga Rodzaju 3:12).

Od dzieciństwa wszyscy uczymy się szukania wad u innych i oskarżania ludzi. W miarę jak dorastamy, ten duch obwiniania i oskarżania przybiera coraz bardziej subtelne i złośliwe formy. Smutną rzeczywistością jest to, że ów duch oskarżania występuje u wielu wierzących, nawet wiele lat po tym, jak się nawrócili!

W 2 Liście do Koryntian 5:17 czytamy: „Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe”.

Kiedy narodzimy się na nowo, nasze nastawienie do innych powinno stać się nowe – powinno stać się takie samo, jakie miał Jezus – takie, które wstawia się za tymi, którzy grzeszą przeciwko nam, zamiast ich oskarżać. Jednak taka przemiana postawy nastąpi w nas tylko wtedy, gdy będziemy współpracować z Bogiem. List do Filipian 2:12 nakazuje nam abyśmy „sprawowali swoje zbawienie”, uwalniając się od wszystkich złych postaw, które odziedziczyliśmy po Adamie. Ponieważ wierzący nie traktują poważnie tego przykazania: „aby sprawować swoje własne zbawienie”, nadal zachowują się jak dzieci Adama, oskarżając innych. Z powodu tego złego postępowania dzieci Bożych zarówno Pan, jak i Jego Kościół zyskują bardzo złą sławę w oczach ludzi.

W Ewangelii Jana 8:4 czytamy o faryzeuszach oskarżających biedną kobietę, którą przyłapano na cudzołóstwie. Nie zależało im wcale na tym, by uratować ją od życia w grzechu. Chcieli jedynie wykazać swoją własną „sprawiedliwość” i pokazać, jak straszną była ona grzesznicą. Kiedy tam stali i wytykali palcami tę biedną kobietę, robili dokładnie tak samo, jak uczynił to ich przodek Adam wobec Ewy. W ten sposób ujawnili, że w głębi serca trwali w jedności z szatanem oskarżycielem. Właśnie dlatego Jezus powiedział faryzeuszom wprost, że ich ojcem jest szatan (Ewangelia Jana 8:44).

Jezus przyszedł, aby ratować takie kobiety z ich grzechów, a nie po to, by je potępiać. W Ewangelii Jana 3:17 czytamy, że Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Istnieje ogromna różnica między oskarżeniem a Bożym napomnieniem. W rozdziałach 2 i 3 Księgi Objawienia Pan nakazał Janowi przekazać Boże upomnienie zaniedbującym swoje obowiązki starszym z pięciu kościołów. Podobnie Duch Święty nakazał Pawłowi udzielić Bożego upomnienia zborom w Koryncie, Galacji i Tesalonice. To napomnienie ma charakter duchowy i Bóg powołuje czasami swoich namaszczonych sług, aby udzielali Jego ludowi takich napomnień. Jednakże owe napomnienia zawsze będą udzielane w miłości.

Duch oskarżania jest łatwy do rozpoznania. Zawsze towarzyszy mu negatywne nastawienie do osób, których się nie lubi. Nigdy nie oskarżałbyś w ten sposób ludzi, których kochasz. Na przykład nigdy nie oskarżałbyś własnych dzieci w obecności innych osób. Widzisz więc, że to brak miłości do ludzi wyzwala w tobie ducha oskarżania.

Służba zbożnego napomnienia powierzana jest przez Pana wyłącznie Jego wiernym sługom – takim jak apostołowie Jan i Paweł. Pan nie powołuje każdego do takiej służby. Bądź więc ostrożny. Angażując się w „posługę oskarżania”, możesz łatwo oszukać samego siebie, myśląc, że pełnisz zbożną służbę napominania.

Jeśli zachowasz w sobie tego ducha oskarżania, Pan sprzeciwi się tobie, tak jak sprzeciwił się faryzeuszom. Służba oskarżania jest dziełem szatana i jako wierzący nie powinniśmy mieć w niej żadnego udziału.

Musimy przede wszystkim zdać sobie sprawę, że szatan i jego demony będą nieustannie nakłaniać nas do oskarżania naszych braci w wierze o to czy tamto, co uważamy za złe w ich zachowaniu. Demony te będą wskazywać na różne wady u współwyznawców, aby podjudzać cię do ich oskarżania. Jeśli ulegniesz tej pokusie, narazisz się na działanie sił szatana. To może być jeden z powodów, dla których wielu wierzących cierpi na liczne choroby.

Musimy być absolutnie bezwzględni w całkowitym usuwaniu ducha oskarżania z naszego życia – dokładnie tak, jak chirurg operuje i całkowicie usuwa nowotwór u pacjenta. Musimy jasno zrozumieć, że „duch oskarżania” jest o wiele gorszy niż jakakolwiek rakowata narośl.

Od urodzenia wszyscy nabyliśmy ten zły nawyk szukania wad u innych. Spędziliśmy wiele lat na krytykowaniu ludzi za ich plecami i doszukiwaniu się w nich takich czy innych wad po to, by ich oskarżać.

Na koniec: pamiętajmy o tym, co Jezus powiedział faryzeuszom – że tylko ci, którzy są bez grzechu, mają prawo rzucać kamieniami w innych. Zatem nikt z nas nie ma do tego prawa, by kogokolwiek oskarżać.

Niech Pan całkowicie wyzwoli nas wszystkich od tego szatańskiego ducha.

Amen.

Zac Poonen

Nie miłujcie pieniędzy

Nie miłujcie pieniędzy

dnia 12 maja 2026

Jezus powiedział: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą, i gdzie złodzieje przekopują ściany i kradną; Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczy, i gdzie złodzieje nie przekopują ścian i nie kradną. Albowiem gdzie jest wasz skarb, tam będzie i wasze serce.” (Ewangelia Mateusza 6:19-21). Wielu ludzi nie uważa, że miłość do pieniędzy jest czymś złym. Posiadanie pieniędzy nie jest grzechem, grzechem jest miłość do pieniędzy.

Bardzo łatwo jest zrozumieć, czy przestrzegamy tego przykazania. Jeśli twoje myśli krążą bardziej wokół spraw doczesnych niż niebiańskich, jeśli więcej myślisz o swoich ziemskich dobrach i majątku niż o sprawach duchowych, możesz być niemal pewien, że twoje serce jest przywiązane do tej ziemi, i że tu też znajduje się twój skarb. Sposobem na sprawdzenie, czy wypełniliśmy to przykazanie, jest zadawanie sobie pytania w ciągu dnia: gdzie jest zwrócone nasze serce? Jeśli w trakcie pracy (lub czegokolwiek innego) jesteśmy strasznie poruszeni z powodu niewielkiej straty finansowej lub podekscytowani zyskiem, może to wskazywać, że nasz skarb jest na tej ziemi.

Pamiętam, jak wiele lat temu, kiedy ktoś podarował mi niewielką sumę pieniędzy, Pan zadał mi pytanie: „Czy twoja radość wzrosła?”. Nagle poczułem wyrzuty sumienia i wyznałem Panu, że moja radość rzeczywiście wzrosła, ponieważ dostałem te niewielkie pieniądze. Tego dnia zrozumiałem, że muszę czerpać radość wyłącznie z Pana, a nie z pieniędzy. Zrozumiałem też, że pomnożenie pieniędzy nigdy nie powinno zwiększać mojej radości. Jeśli jednak tak się dzieje, oznacza to, że moja radość opiera się na pieniądzach.

Biblia mówi, byśmy zawsze radowali się w Panu – a Pan jest zawsze taki sam – więc niezależnie od tego, czy zyskujesz pieniądze, czy je tracisz, twoja radość w Panu nie powinna wzrastać ani maleć. Powinna być niezmienna. Gdy twoja radość maleje z powodu utraty pieniędzy, możesz być całkiem pewien, że to właśnie tam było twoje serce. Jeśli twoja radość wzrasta, bo dostałeś trochę pieniędzy, możesz być pewien, że twoje serce było przy nich. Musimy ufać Bogu. On zapewni nam wszystko, czego potrzebujemy w naszym ziemskim życiu, ale nie wolno nam czerpać radości z tych ziemskich rzeczy. Możemy z nich korzystać, ale nie powinniśmy w nich szukać radości.

Pieniądze są wspaniałym sługą, ale strasznym panem – zupełnie jak ogień. Nie możemy żyć bez ognia w naszych domach, chociażby po to, by gotować. Jeśli jednak ogień w piecu stanie się panem, wtedy dom spłonie. To straszny pan, on jest zdolny spalić cały twój dom, ale jeśli trzymasz go pod kontrolą, staje się wspaniałym sługą. (Kiedy przekręcasz kurek, mówisz: „To ja będę decydować, kiedy cię włączę i kiedy wyłączę. To ja będę o tym decydować. Ja, a nie ty”. W ten sposób to ty jesteś panem w tym domu). Tak samo musi być z pieniędzmi. Podobnie jak potrzebujemy ognia, potrzebujemy pieniędzy, by żyć na tej ziemi, ale muszą one pozostać sługą. Musisz powiedzieć: „Pieniądze, to ja zdecyduję, że nie będziecie nade mną panować; to ja będę kontrolować was. Nie będziecie władać moim umysłem i sprawiać, bym myślał o was przez cały czas. Będę myślał o Panu i sprawach niebiańskich, ale będę was używał”. Taka jest postawa człowieka duchowego.

Złoto jest czymś bardzo dobrym, jeśli służy jako narzędzie. Biblia mówi, że nawet w niebie jest złoto! Ale tam czytamy o ulicach ze złota. To znaczy, że po nim chodzisz, jest pod twoimi stopami. Na tym polega różnica między chrześcijaninem nastawionym na niebo a chrześcijaninem nastawionym na ziemię. Chrześcijanin o niebiańskim nastawieniu położył złoto pod swoje stopy, ono nim nie rządzi. Natomiast cielesny chrześcijanin nosi złoto na głowie i ma je w pamięci przez cały czas.

Jeśli więc pieniądze nieustannie zaprzątają ci głowę, to znaczy, że je kochasz, czy ci się to podoba, czy nie. To tak jak z chłopcem, który kocha dziewczynę i ciągle o niej myśli. Kto nieustannie myśli o pieniądzach, ten jest w nich zakochany, a miłość do pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła. Nie trzeba być bogatym, żeby kochać pieniądze. Nigdy nie spotkałem w Indiach żebraka, który by ich nie kochał. Każdy żebrak kocha pieniądze. Gdybyś dał mu 50 pajsów, wzgardziłby nimi. Oni kochają pieniądze i chcą więcej. Zatem to nie bogactwo sprawia, że człowiek kocha pieniądze. Biedni ludzie kochają pieniądze tak samo mocno jak bogaci.

Prawdą jest również to, że można uwolnić się od miłości do pieniędzy niezależnie od tego, jak wielkim majątkiem się dysponuje. To kwestia twojej postawy wobec nich. Gdybyś miał w domu jednego sługę i on przejąłby władzę nad twoim domem, byłoby to straszne. Możesz mieć niewiele pieniędzy (tak jak posiadanie jednego sługi), ale jeśli to one rządzą twoim myśleniem, to znaczy, że przejęły władzę nad domem. Z drugiej strony, możesz mieć 318 sług, tak jak miał Abraham, a jednak wszyscy byli jego sługami i byli Mu posłuszni. Podobnie jak Abraham możesz mieć dużo pieniędzy, a jeśli nad nimi panujesz, możesz używać ich dla chwały Bożej.

Miłość do pieniędzy jest źródłem wszelkiego zła (a niekoniecznie samo posiadanie ich pod dostatkiem). Bardzo ważne jest, aby zrozumieć tę różnicę. Widziałem wielu biednych ludzi, którzy ogromnie kochali pieniądze, i widziałem bogatych ludzi, którzy ich nie kochali. Zauważyłem, że nie chodzi o to, ile posiadasz, ale o to, co kochasz. Właśnie o tym mówił Jezus. Wasze myśli muszą być skierowane ku temu, co w górze. Gromadźcie skarby w niebie. Zastanówcie się, o czym myślicie, gdzie jest wasze serce, aby odkryć, co naprawdę kochacie.

Następnie, w Ewangelii Mateusza 6:22, Jezus mówi o oku w kontekście pieniędzy: „Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie.”. Zatem jest to kwestia tego,  jak postrzegasz pieniądze. Jeśli twoje oko jest złe, znaczyć to będzie, że traktujesz pieniądze jako coś bardzo ważnego, jako najważniejsze w twoim ziemskim życiu, a twoje ciało wypełni się ciemnością. „Jeśli tedy światło, które jest w tobie, jest ciemnością, sama ciemność jakaż będzie!” (werset 23). To zdumiewające, że wielu ludzi, którzy mają nienaganną doktrynę i w oczach innych uchodzą za dobrych chrześcijan, regularnie uczęszczając na nabożeństwa, jednocześnie ogromnie kocha pieniądze. Być może nawet patrzą z góry na inne „martwe” wyznania, nie wiedząc, że ludzie w tych martwych kościołach mogą być bardziej wolni od miłości do pieniędzy niż oni sami, choć szczycą się przynależnością do wspólnot opartych na wzorcu nowotestamentowym.

Zadaj sobie kilka podstawowych pytań, takich jak te: czy ekscytujesz się, gdy dostajesz trochę więcej pieniędzy? Czy popadasz w przygnębienie, gdy je tracisz? Jeśli tak, to znaczy, że kochasz pieniądze. Nasza radość pozostanie całkowicie nienaruszona, jeśli będzie oparta wyłącznie na Panu. Jeśli jednak czerpiemy radość z rzeczy doczesnych, zmiany w naszych dochodach będą miały na nią wpływ.

Nikt nie może służyć dwóm panom. „Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował”. To dość radykalne słowa Jezusa, podobnie jak te, w których mówi On o znienawidzeniu ojca, matki, żony, dzieci, braci i sióstr (Ewangelia Łukasza 14:26). Jezus był radykalny. Jezus mówi, że jeśli chcesz kochać Boga, musisz znienawidzić pieniądze (Ewangelia Mateusza 6:24). Mamona odnosi się do pieniędzy, nieruchomości, akcji i udziałów. Jezus mówi, że jeśli chcesz kochać Boga, musisz nienawidzić tego wszystkiego. Możesz z tego korzystać, ale twoja miłość do Boga musi być tak ogromna jak blask słońca, by twoje zainteresowanie pieniędzmi znikało tak, jak gwiazdy znikają w świetle dnia. Jeśli w twoim przypadku tak nie jest, nie możesz służyć Bogu.

Jezus mówi: „Jeśli trzymacie się jednego, gardzicie drugim”. Wystarczy wstawić do tego zdania słowa „Bóg” i „mamona”, a otrzymamy następujący tekst: „Nikt nie może służyć Bogu i rzeczom materialnym (majątkowi, pieniądzom)”. Albo będzie nienawidził pieniędzy, a miłował Boga, albo będzie nienawidził Boga, a miłował pieniądze”. Z tego, co mówi Jezus, wynika, że każdy, kto kocha pieniądze, nienawidzi Boga. Być może wcześniej tego nie wiedziałeś, ale teraz już wiesz. Jezus mówi, że jeśli kochasz pieniądze, nienawidzisz Boga. Być może myślisz, że kochasz Boga tylko dlatego, że śpiewasz dla Niego wiele pieśni, ale to nie jest to, co mówi Jezus.

Jezus mówi, że jeśli przylgniesz do Boga, będziesz gardził pieniędzmi, a jeśli przylgniesz do pieniędzy, będziesz gardził Bogiem. Możesz posiadać pieniądze i możesz je zarabiać, ale w momencie, gdy zaczynasz je kochać, zaczynasz nienawidzić Boga. Bóg mógł dać ci dobrą pracę lub spadek, dzięki któremu masz mnóstwo pieniędzy, to jest w porządku i nie ma w tym nic złego. Ale jeśli jednak kochasz te rzeczy i trzymasz się ich kurczowo, to znaczy, że gardzisz Bogiem i nienawidzisz Go. Jeśli chcemy wiernie służyć Panu zrozumienie tego i posiadanie właściwej postawy w tej kwestii jest dla nas niezwykle ważne.

Zac Poonen

Nie osądzaj

Nie osądzaj

dnia 5 maja 2026

„Nie sądźcie, abyście nie zostali osądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim zostaniecie osądzeni i jaką miarą mierzycie, taką wam w zamian odmierzą. A czemu widzisz drzazgę w oku swojego brata, a nie dostrzegasz belki w swoim oku? Albo jak możesz powiedzieć swojemu bratu: Pozwól, że wyrwę drzazgę z twojego oka, a oto belka jest w twoim oku? Obłudniku! Wyrwij wpierw belkę ze swojego oka, a wtedy przejrzysz, by wyrwać drzazgę z oka swojego brata.” (Ewangelia Mateusza 7:1-5)

Niestety, wśród chrześcijan bardzo powszechną praktyką jest osądzanie ludzi, patrzenie na nich z góry i pogardzanie nimi. Często zdarza się, że chrześcijanie uważają się za lepszych od innych, choć w większości przypadków nie wiedzą o nich wszystkiego. W Liście do Hebrajczyków 9:27 czytamy: „A jak postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem sąd”. Kiedy więc Wszechmogący Bóg, Stwórca tego wszechświata, osądza ludzi? Zgodnie z tym wersetem: „Raz umrzeć, a potem nastąpi sąd”. Tak więc Bóg sądzi ludzi dopiero po ich śmierci.

A kiedy ty osądzasz ludzi? Osądzasz ich na długo przed ich śmiercią. Dlaczego Bóg czeka z osądem aż do śmierci człowieka? Ktoś może być złym człowiekiem, ale Bóg mówi: „Mam dla niego nadzieję. Być może się zmieni”, i dlatego Bóg czeka. Pomyśl, co by się stało, gdyby Bóg osądził konającego na krzyżu łotra, który poszedł do raju, zanim ten zmarł. Zastanów się, co by było, gdyby Bóg osądził go kilka minut lub kilka godzin przed śmiercią. To byłoby straszne. Ostatecznie zasłużył on na raj, ale zostałby osądzony i skazany na piekło. Bóg czekał, aż umrze, a potem zabrał go do raju. To pokazuje, że Bóg czeka z sądem, aż człowiek wyda ostatnie tchnienie. Człowiek jest niecierpliwy i osądza innych na długo przed ich śmiercią. Na tym polega ludzka głupota. Człowiek nie zna wszystkich faktów. Nie zna 99% prywatnego, wewnętrznego życia danej osoby. Nie wie, jak bardzo ta osoba walczyła lub się modliła, a mimo to ją osądza. Żaden poważny sędzia Sądu Najwyższego nigdy nie wydałby wyroku na podstawie tak skąpych dowodów. Gdyby sędzia znał tylko 1% sprawy, powiedziałby: „Słuchajcie, potrzebuję więcej dowodów, zanim wydam wyrok. Do tego czasu wstrzymuję się od sądu”. To samo powinien postępować każdy chrześcijanin.

Kiedy osądzamy drugą osobę, tak naprawdę obnażamy jedynie stan własnego serca. Jak mówi Księga Przysłów 27:19: „Jak w wodzie odbija się twarz, tak serce jest zwierciadłem człowieka.” Albo jak w lustrze, człowiek widzi w nim własną twarz. Znaczenie jest takie, że to, co uważasz za złe intencje w sercu innej osoby, jest jedynie odzwierciedleniem niewłaściwych postaw, jakie sam nosisz we własnym sercu. Wyobrażasz sobie, że ten człowiek nie może robić danej rzeczy z dobrych pobudek. Myślisz: „To musi wynikać ze złych intencji, ponieważ ja sam zrobiłbym coś takiego tylko ze złych pobudek”. W ten sposób ujawniasz prawdę o swoim własnym sercu. Osądzanie innych ludzi jest wielką głupotą.

Pomyśl o przypowieści o synu marnotrawnym. Czytamy w niej o starszym synu, który był bardzo oburzony, widząc Ojca cieszącego się z powrotu swojego marnotrawnego syna. Gdy Ojciec wychodzi i pyta starszego syna, dlaczego nie chce wejść do środka, spójrz, co on odpowiada w Ewangelii Łukasza 15:30: „Ten twój syn ”. Nie nazywa go nawet „moim bratem”. Cóż za pogardliwy sposób mówienia! „Roztrwonił twój majątek z nierządnicami”. Skąd on to wiedział? Skąd mu przyszło do głowy, że jego młodszy brat zadawał się z nierządnicami? Czy ktoś przyszedł i mu to doniósł? Wcale nie. Po prostu założył, że ten człowiek, jego młodszy brat, musiał wydawać pieniądze na nierządnice. Mogło to być zupełną nieprawdą. Być może pił i w nierozsądny sposób roztrwonił swoje pieniądze, ale niekoniecznie na prostytutki. Ale kiedy masz takie złe nastawienie, jak ten starszy brat wobec swojego młodszego brata, zawsze wyobrażasz sobie o drugiej osobie to, co najgorsze. A ilekroć wyobrażasz sobie o kimś najgorsze rzeczy, możesz mieć pewność, że problem leży bardziej w tobie niż w tej drugiej osobie. Ta druga osoba może ostatecznie zasiąść z Ojcem przy stole, spożywając tuczne cielę, podczas gdy ty możesz skończyć na zewnątrz domu.

W przypowieści o synu marnotrawnym na początku młodszy syn znajduje się poza domem, a starszy w środku. Na końcu tej historii jest odwrotnie: młodszy syn jest w środku, a starszy na zewnątrz, ponieważ osądza innych. Pod koniec tej historii to młodszy syn jest w domu, a starszy poza nim, ponieważ osądza innych. Upewnij się, że nie skończysz poza domem Ojca tylko dlatego, że osądzasz ludzi na podstawie niewystarczającej wiedzy. Najbezpieczniej jest po prostu wcale nie osądzać.

Nie sądźcie. Jezus mówi: nawet jeśli kogoś osądzasz, to co właściwie robisz? Wytykasz drzazgę w oku swego brata, podczas gdy we własnym oku masz belkę? Tak właśnie powiedział. Czym jest ta belka w oku człowieka? Nie można przecież mieć fizycznej belki w oku. Jednak Jezus używa przesady, aby pokazać, jak ciężki jest twój grzech w porównaniu z grzechem tamtej osoby. Przyjmijmy nawet, że zrobiła ona coś strasznego. Jednak twoja postawa pozbawiona miłości jest belką w porównaniu z jej grzechem, który jest jedynie drzazgą.

Może i chodził do nierządnic. No dobrze, to grzech. Ale nawet to jest jedynie drzazgą w porównaniu z twoją pozbawioną miłości postawą wobec niego. To jest jak belka w twoim oku. Pan mówi, abyś pozbył się swojego braku miłości do innych. Mówi, że brak miłości wobec tego człowieka sprawia, że ciągle chcesz mu coś zarzucić. Cokolwiek on zrobi, przypisujesz mu złe intencje. Taka osoba nie może w twoich oczach zrobić nic dobrego. Jest w nich zła, ale ty nie dostrzegasz, jak bardzo sam jesteś zły, mając wobec niej tak pozbawione miłości nastawienie. Co więc On mówi? Wyobraź sobie człowieka, który ma bardzo słaby wzrok. Czy poszedłbyś do kogoś takiego, aby wyciągnął ci coś z oka? Czy wybrałbyś się do okulisty, który jest niemal ślepy z powodu zaćmy i innych problemów z oczami? Jakim cudem mógłby on zajrzeć w twoje oczy i usunąć z nich małą drzazgę? Nie chciałbym się nawet zbliżać do kogoś takiego.

Właśnie to mówi Pan. Jak możesz mówić swemu bratu: „Pozwól, że wyjmę drzazgę z twego oka”, gdy w twoim własnym oku tkwi ogromna belka, która uniemożliwia ci właściwe widzenie? Możesz mu uszkodzić oko. Pan mówi jednak: „Obłudniku! Zobacz, jak bardzo jesteś pozbawiony miłości”. Każdy, kto ma w sobie brak miłości do drugiego człowieka i go osądza, jest według Ewangelii św. Mateusza 7:5 hipokrytą. Najpierw pozbądź się tej nienawistnej postawy, a wtedy będziesz widział wyraźnie. Wówczas ten brat może sam przyjść do ciebie i powiedzieć: »Bracie, czy mógłbyś proszę wyciągnąć drzazgę z mojego oka?”. Czyż to nie wspaniałe, gdy dochodzi do takiej sytuacji?

Zac Poonen

Przesłanie do przywódców Kościoła

Przesłanie do przywódców Kościoła

dnia 28 kwietnia 2026

My, którzy stoimy na czele kościołów musimy być przykładem dla innych członków naszych wspólnot, krocząc drogą Krzyża. Naszym wielkim pragnieniem powinno być służenie innym, na wzór samego Jezusa, a nie być ich przywódcami. Jezus powiedział: „Wiecie, że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywają swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie. Lecz nie tak ma być między wami, ale ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu”. (Ewangelia Marka 10:42–45).

Nigdy nie wolno nam przywiązywać się do naszej pozycji ani żadnych zaszczytnych tytułów (Ewangelia Mateusza 23:10). Nie wolno nam uważać się za lepszych pod jakimkolwiek względem od pozostałych braci i sióstr w zborze. W istocie mamy nakaz, by w pokorze traktować innych za wyższych od nas samych, nie jako bardziej uduchowionych (co byłoby niemożliwe), lecz za wyższych od nas (List do Filipian 2:3).

Zanim zaczniemy przewodzić innym, musimy najpierw stać się ich braćmi. Apostoł Jan, pisząc do kościołów w wieku 95 lat, mówi o sobie: „Ja, Jan, wasz brat…” (Księga Objawienia 1:9). Niestety wielu liderów postrzega siebie wyłącznie przez pryzmat sprawowanej funkcji. Musimy nieustannie prosić Boga o łaskę, byśmy w każdej chwili potrafili pozostać zwykłymi braćmi we wspólnocie. Aby jednak tak żyć, musimy trwać w nieprzerwanej, bliskiej relacji z Panem, stojąc z Nim „twarzą w twarz”.

Przywództwo duchowe, będące darem od Boga, nie jest czymś, czym powinniśmy kiedykolwiek posługiwać się wobec innych ani czymś, do czego powinniśmy ich zmuszać. Nie wolno nam nigdy zmuszać innych do posłuszeństwa ani wdawać się z nikim w spory (2 List do Tymoteusza 2:24-25). Jeśli Bóg nas wspiera, nigdy nie będziemy musieli bronić swojego stanowiska, ponieważ sam Bóg stanie w naszej obronie i utwierdzi naszą pozycję. Jeśli jednak ktoś sam próbuje narzucić innym swoją władzę, to jest to najbardziej oczywisty dowód na to, że jego władza nie pochodzi od Boga.

Duchowy przywódca nigdy nie broni się ani nie usiłuje się usprawiedliwiać, gdy jest atakowany lub oczerniany. Biblia mówi: „Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; (…) On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi” (1 Piotra 2:21,23).

Jezus nigdy nie walczył z ludźmi, by narzucić im swoje panowanie. Pozostawił Bogu kwestię Jego obrony i usprawiedliwienia. To jest droga, którą powinni kroczyć wszyscy przywódcy w kościele. Jeśli sami poddajemy się autorytetowi Boga, możemy z ufnością złożyć naszą sprawę w Jego ręce. Możemy pominąć milczeniem wszelkie oszczerstwa, krytykę i obmowy wymierzone przeciwko nam, gdyż Bóg obiecał, że On sam będzie bronił swoich sług przed takimi atakami. Żadna broń ukuta przez innych przeciwko duchowemu przywódcy nie odniesie skutku (Księga Izajasza 54:17). Wielokrotnie doświadczałem prawdziwości tych słów w moim życiu. Takie doświadczenia są wielkim błogosławieństwem.

Dzisiejszy kościół ogromnie cierpi z powodu wielkiego braku przywódców o tak duchowym usposobieniu. Pewnego razu Jezus spojrzał na tłumy, które do niego przybyły, i ogarnęło go wielkie współczucie dla nich. „Ludzie ci byli jak owce niemające pasterza, a ich problemy były tak wielkie, że nie wiedzieli, co robić ani gdzie szukać pomocy” (Ewangelia Mateusza 9:36 Living Bible). Dziś sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Rozpaczliwie potrzebujemy przywódców, którzy mają serce pasterza i ducha sługi, mężów bojących się Boga i drżących przed Jego Słowem, aby nieśli pomoc potrzebującym w kościołach.

Ponadto nie wolno nam dopuścić do tego, by ludzie stali się naszymi wielbicielami. W przeciwnym razie nigdy nie dojrzeją do nawiązania osobistej więzi z Chrystusem jako ich Głową. Nie wolno nam przywiązywać nikogo do siebie. Zamiast tego powinniśmy zachęcać każdego, by żył wyłącznie przed obliczem Boga. Nie mogą oni szukać naszej aprobaty w tym, co czynią. A jeśli zauważymy, że ktokolwiek zaczyna się do nas zbytnio przywiązywać, musimy natychmiast go od tego odwieść. Udzielając innym rad, musimy dawać im wolność do niezgadzania się z nami oraz do postępowania w sposób, który sami uznają za właściwy. Jeśli zaś w rezultacie ich sprawy potoczą się źle, musimy być gotowi, by szybko im pomóc, i nigdy nie mówić: „A nie mówiłem?”. Tak właśnie zareaguje prawdziwie duchowy przywódca.

„Bądźcie pełni Ducha (…) ulegając jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.” (List do Efezjan 5:18,21).

Jezus jest dla nas wzorem w tym, jak przez 30 lat poddawał się ziemskim okolicznościom oraz autorytetowi swoich ziemskich rodziców. Dopiero gdy okazał się wierny w tych dziedzinach, Ojciec wystawił Mu podczas chrztu takie świadectwo: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. To jest droga, którą i my, liderzy, winniśmy kroczyć.

Biblia mówi: „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę” (List do Hebrajczyków 13:17). Polecenie to dotyczy również przywódców. Musimy poddawać się okolicznościom, w jakich stawia nas Bóg, a także wszelkiej władzy, którą Bóg nad nami ustanawia, zarówno w świecie, jak i w kościele. Wtedy i my będziemy mogli otrzymać od Boga podobne świadectwo, że jesteśmy Mu mili.

Nigdy nie wolno nam żądać od nikogo, by nam się podporządkował. Jeśli domagamy się posłuszeństwa od innych tylko dlatego, że jesteśmy przywódcami, świadczy to o naszym braku pewności i o tym, że nie znamy naprawdę Boga – Bóg bowiem daje ludziom wolność wyboru, czy podporządkować się Mu, czy też zbuntować się przeciwko Niemu – a my nie jesteśmy więksi od Boga. Zatem jako liderzy nie mamy prawa wymagać od nikogo posłuszeństwa. Jesteśmy powołani do służby, a nie do wymuszania posłuszeństwa.

Musimy bacznie uważać, abyśmy nie zmuszali nikogo do uległości wobec nas siłą własnej osobowości. Dla lidera o silnym charakterze niezwykle łatwym jest zyskać władzę nad innymi w kościele poprzez samą moc swojej osobowości. To jest zło. Taka „moc duszy” musi zostać uśmiercona. Ludzie w kościele muszą mieć wolność do tego, by się z nami nie zgadzać. Nikt nie powinien się nas bać. Jezus pozwolił Piotrowi, by ten Go upomniał (Ewangelia Mateusza 16:22). Zapytaj siebie: czy twoi bracia czują się swobodnie, by cię upomnieć? Jeśli nie, musisz wypracować swoje zbawienie, uwalniając się od wywyższania samego siebie i uniżyć się tak, jak czynił to Jezus, gdy stąpał po tej ziemi”.

Nigdy nie wolno nam prowadzić kościoła na wzór dyktatury, gdzie bracia i siostry żyją pod ciężarem licznych reguł i przepisów. To uczyniłoby z kościoła legalistyczny klub, w którym prawdziwie pobożni bracia i siostry nigdy nie poczuliby się jak w domu. Zamiast nich władzę zyskają cieleśni, ślepo ulegli „potakiwacze”. To jest zło.

Nie zrodzimy świętości w innych poprzez ustanawianie wielu zasad w naszych wspólnotach. Musimy głosić Słowo, ale nie wolno nam zmuszać ludzi do dopasowania się do konkretnego schematu. Gdy ludzie robią coś tylko po to, by nam się przypodobać, bez osobistego przekonania, ich czyny będą jedynie martwymi uczynkami, nawet jeśli te uczynki wydają się być sprawiedliwe i dobre w oczach ludzi.

Uczynki, które wykonujemy, aby przypodobać się ludziom lub wywrzeć na nich wrażenie są martwe. Wszelkie martwe uczynki nie są miłe Bogu. Uczynki, które Bóg przyjmuje, to te, które czynimy wyłącznie dla Jego upodobania. Jeśli mamy poprowadzić braci i siostry do wykonywania takich dzieł, to należy pozostawić im taką samą swobodę, jaką sam Bóg pozostawił Adamowi i Ewie w raju. Prawdziwa świętość może być doskonalona jedynie w bojaźni Bożej (2 Koryntian 7:1), a nie w lęku przed jakimkolwiek przywódcą kościelnym.

Jeśli Bóg powoła w twoim zborze młodszych braci do pełnienia posługi, w której ludzie będą mieli do nich większe zaufanie niż do ciebie, musisz uznać to za dzieło Boże i z pokorą pozwolić tym namaszczonym, młodszym braciom zająć należne im miejsce we wspólnocie. W przeciwnym razie przyjdzie ci walczyć z samym Bogiem.

Jeśli jesteś kochającym ziemskim ojcem, z pewnością pragniesz, aby twoje dzieci zdobyły lepsze wykształcenie niż ty sam. Prawdziwy ojciec duchowy będzie miał podobne pragnienie – aby jego duchowe dzieci wzrastały ponad niego samego. Jeśli nie masz takiego pragnienia wobec tych, którym służysz, nie jesteś ojcem duchowym. Wówczas nie nadajesz się na lidera i będziesz jedynie przeszkodą w budowaniu Ciała Chrystusa w twojej okolicy.

Przywódcy, którzy przejawiają autorytarne postawy i okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi tych niewiernych liderów. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

Liderzy o autorytarnych postawach, którzy okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w Kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis takich spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi owych niewiernych przywódców. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

List do Hebrajczyków 12:26–28 mówi nam, że „Bóg wstrząśnie i usunie wszystko, czym można wstrząsnąć, aby pozostało to, co niewzruszone”.

Wokół nas, w chrześcijaństwie, widzimy wielkich kaznodziejów upadających w grzech oraz kościoły, które zdawały się podążać za nowotestamentowym wzorcem, a teraz dzielą się i trzęsą w posadach. Jeśli mamy budować Ciało Chrystusa, które pozostanie niewzruszone pośród tych wszystkich wstrząsów, jakich dziś doświadczamy, pośród światowości i kompromisu, które widzimy z jednej strony, a legalizmu i faryzeizmu z drugiej, musimy służyć Bogu „z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym” (List do Hebrajczyków 12:28-29).

Obyśmy kroczyli ścieżką pokory w każdym czasie, aż do końca naszych dni. Amen

Zac Poonen

Lęk jest obrazą dla Boga

Lęk jest obrazą dla Boga

dnia 21 kwietnia 2026

Dla wielu ludzi lęk nie jest grzechem, podobnie jak gniew, chciwość, pogoń za uznaniem, nienawiść do wroga czy niewinne kłamstwa.

Wielu nazywa takie rzeczy po prostu słabością. Dopóki będziesz to nazywać „słabością”, nigdy się od tego nie uwolnisz. Jezus nie przyszedł, aby nas zbawić od słabości; przyszedł, aby nas zbawić od grzechu. Jeśli wyznamy coś jako grzech, Jezus nas od tego uratuje. Jeśli jednak spróbujesz nadać mu bardziej subtelną nazwę, nigdy się od niego nie uwolnisz. Nazwij coś tak dosadnie, jak tylko potrafisz: nazwij pożądanie „cudzołóstwem”, gniew „morderstwem”, a miłość do pieniędzy „nienawiścią do Boga”, a będziesz wolny, ponieważ zobaczysz, jak wielkim jest to złem.

Jeśli uważasz, że rak jest równoważny z kaszlem czy z przeziębieniem, nie potraktujesz go poważnie. Wielu ludzi traktuje te grzechy bardzo lekko, mimo że Jezus tak stanowczo się im sprzeciwiał. Nie winię ich za to, ponieważ uważam, że to ich przywódcy i nauczyciele nie nauczyli ich tego . Powszechnie brakuje chrześcijańskich kaznodziejów i nauczycieli, którzy głoszą całą prawdę Bożą, i którzy nie dążą do zdobycia ludzkiej sławy. Tylko nieliczni kaznodzieje nie pragną cudzych pieniędzy, ale chcą jedynie głosić prawdę, by poprowadzić lud Boży ku duchowej pomocy. To tak, jakby lekarz nie był zainteresowany twoimi pieniędzmi, ale pragnął doprowadzić cię do zdrowia. Takich kaznodziejów jest bardzo niewielu.

Ludzie nazywają lęk słabością. To nie jest tylko słabość.

Trzykrotnie w Ewangelii Mateusza 6:25-34 Jezus Chrystus, Pan całego wszechświata, mówi: „Nie martwcie się”. W ciągu zaledwie dziesięciu wersetów Pan powtarza te słowa trzy razy. To jest ten sam Pan, który nakazał nam nie zabijać, nie cudzołożyć i nie kraść. Zbierzmy to wszystko razem: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij i nie martw się”. Które z tych nakazów nie jest grzechem? Czy możesz powiedzieć: „No cóż, martwię się tylko raz lub dwa razy w tygodniu”? To tak, jakby powiedzieć: „Cóż, zabijam ludzi tylko raz lub dwa razy w tygodniu” albo: „Cudzołożę raz lub dwa razy w tygodniu, niezbyt często”.

Dlaczego niektóre grzechy traktujemy poważnie, a inne nie? Ponieważ nauczyciele tego nie nauczyli. Strach nie jest słabością lecz grzechem, tak jak grzechem jest morderstwo. Skąd wiemy, co jest grzechem? Jeśli Bóg mówi, że nie wolno tego robić, to jest to grzech. Jeśli Bóg powiedział, że musisz kochać swoją żonę, nawet jeśli jest ona złą kobietą, to musisz ją kochać, ponieważ tak powiedział Bóg. A jeśli Bóg nakazał czegoś nie robić, to nawet jeśli nie uważasz tego za zło, nie rób tego, bo to jest złe. Nie chodzi o to, że uważam, iż cudzołóstwo jest złe. To Bóg powiedział: „Nie rób tego”. On powiedział: „Nie martwcie się” i „Nie lękajcie się”. Chcę uznać za złe te rzeczy, których Bóg zabronił.

Lęk niszczy moją więź z Bogiem. Lęk mówi, że Bóg się o mnie nie troszczy. To obraza dla Boga. Co pomyślałbyś o czteroletnim dziecku, które je ze śmietników? W naszym kraju jest wiele takich dzieci. Niestety, nie mają one rodziców, którzy by o nie dbali. Czy nasz Ojciec Niebieski jest taki? Czyż nasz Ojciec Niebieski nie troszczy się o nas? Stawianie naszego Ojca Niebieskiego w tej samej kategorii, co ojców tych dzieci jedzących ze śmietników, jest dla Niego obrazą. Te dzieci nie wiedzą, skąd wezmą następny posiłek i mają prawo być pełne lęku, ponieważ ich ziemscy ojcowie o nie nie dbają. Ale jeśli masz Ojca Niebieskiego i się zamartwiasz, to znaczy, że twierdzisz, iż twój Ojciec Niebieski również tak postępuje.

„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje” (werset 25). Nie zamartwiajcie się o swoje życie – o to, co zjecie, co wypijecie, ani o swoje ciało. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm i odzienie? Łukasz podaje przykład ptaków na niebie: nie sieją, nie żną ani nie gromadzą w spichlerzach, a jednak wasz Ojciec Niebieski je karmi. Ile razy widziałeś martwego ptaka na drodze? To naprawdę rzadki widok. Myślę, że na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile razy w całym swoim życiu widziałem martwego ptaka na drodze. Czy widzieliście ptaki przymierające głodem? To niezwykle rzadkie. Na ziemi żyją miliony ptaków i one znajdują pożywienie, mimo że nie sieją i nie żną, i muszą szukać jedzenia. Kto je karmi? Jezus powiedział, że wasz Ojciec Niebieski je karmi. On nie jest ich Ojcem Niebieskim; On jest naszym Ojcem Niebieskim. Dla nich jest Stwórcą i je karmi, ale dla nas jest nie tylko naszym Stwórcą, On jest naszym Ojcem. Czy nie jesteście warci dużo więcej niż te ptaki?

Przeczytałem kiedyś krótki wierszyk, który bardzo mi się spodobał. Opowiada o prowadzących rozmowę dwóch małych ptaszkach. Rudzik rzekł do wróbla: „Naprawdę chciałbym wiedzieć, dlaczego ci zatroskani ludzie tak pędzą i wciąż się martwią?”. Wróbel odpowiedział rudzikowi: „Przyjacielu, myślę, że to dlatego, że nie mają Ojca Niebieskiego, który dbałby o nich tak, jak dba o ciebie i o mnie”.

Musimy pamiętać, że to nie jest tylko piękna opowiastka. Myślenie, że Bóg nie dba o każdą naszą troskę, jest zniewagą dla Niego.

Jakie jest rozwiązanie? Biblia w Liście do Filipian 4:6 mówi, aby o nic się nie martwić. To absolutnie jednoznaczne stwierdzenie: „O nic się już nie martwcie”. Musimy jednak coś zrobić z przyczyną lęku. Być może zmagasz się teraz z jakimś problemem i nie wiesz, co będzie dalej. Co powinieneś zrobić? Bóg nie mówi, żeby nic nie robić, ale On mówi, żeby się o to modlić. Przedstawianie próśb oznacza wyłuszczenie Bogu konkretnej sprawy i powiedzenie Mu dokładnie, na czym polega problem. Po prośbie, nie zapomnij dopełnić modlitwy dziękczynieniem. Dziękczynienie jest podziękowaniem: „Dziękuję Ci, Ojcze, za wysłuchanie mojej modlitwy i dziękuję za troskę o mnie”. Składanie Bogu podziękowań jest jak pokwitowanie czyli potwierdzenie, że mój list dotarł przed oblicze Boga, i że On go otrzymał. To właśnie wyznaję, mówiąc: „Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś”.

A kiedy zrobisz te dwie rzeczy, jak mówi List do Filipian 4:7, wtedy „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum (którego nie jesteśmy w stanie pojąć), będzie strzec (słowo »strzec« ma tu pochodzenie wojskowe, jak twierdza) serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie”.

Wolność od lęku to przykazanie, któremu musimy być posłuszni. Kiedy uwolnisz się od lęku, uwolnisz się także od ogromu zniechęcenia. To wspaniały krok, który musimy podjąć.

Zac Poonen

Budowanie Świątyni dla Boga

Budowanie Świątyni dla Boga

dnia 14 kwietnia 2026

Kiedy Bóg wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej i prowadził ich przez pustynię, nakazał im: „I zbudują mi świątynię, abym mieszkał pośród nich.” (Księga Wyjścia 25:8). Świątynię tę nazywano Przybytkiem (Namiotem Spotkania), a później, po wkroczeniu Izraelitów do Kanaanu zastąpiła ją świątynia.

Z tego wersetu wynika, że Bóg pragnął zamieszkać pośród swojego ludu. Od przyjścia Chrystusa Bóg nie mieszka już w żadnym ziemskim budynku. Teraz pragnie On mieszkać w ludzkich sercach i domach. Pan mówi nawet dzisiaj: „Zbudujcie Mi świątynię (święte miejsce), abym mógł zamieszkać wśród was”. Właśnie w tym celu Bóg łączy męża i żonę w małżeństwie. Powinni oni budować swój dom jako święte miejsce, w którym Bóg będzie mógł z nimi przebywać.

Budowanie domu dla chwały Boga

Zazwyczaj, gdy ludzie biorą ślub, myślą o zbudowaniu własnego domu. Taki cel stawia sobie każda niechrześcijańska para. Jednak jako wierzący, jeśli chcemy oddawać cześć Panu Jezusowi Chrystusowi i Jego Słowu, nie powinniśmy budować domu dla siebie samych. Musimy budować świątynię, w której zamieszka Bóg. To jest zasadnicza różnica między prawdziwie chrześcijańskim domem a domem niechrześcijańskim. Wielu wierzących nie stawia sobie tego za cel, dlatego w ich domach panuje tyle nieszczęścia i bezbożności. Zbudowali oni dom dla siebie, a nie dla Boga.

Kiedy ludzie biorą ślub, wiążą z tym wielkie nadzieje na szczęśliwe życie. Jednak po upływie kilku miesięcy, gdy proza życia daje o sobie znać, rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej. Nieustannie się kłócą i krzyczą na siebie. Zanim dotrwają do dziesiątej rocznicy ślubu, wiele par ma już siebie serdecznie dosyć. Dlaczego tak jest? Ponieważ samolubnie budowali dom dla samych siebie. Słowo Boże uczy nas jednak, że możemy cieszyć się szczęśliwym życiem małżeńskim tylko wtedy, gdy dążymy do oddania chwały Bogu i budujemy nasz dom dla Niego.

Boży cel dla małżeństw jest taki sam, jak Jego cel dla Izraelitów w Starym Testamencie. Łączy On ludzi w małżeństwie, aby mogli budować dom dla Jego chwały. W Księdze Wyjścia Bóg przekazał Izraelitom szczegółowe plany budowy Przybytku, a oni mieli go zbudować dokładnie tak, jak im nakazał. Izraelici byli na tyle pokorni, że ściśle trzymali się Bożego planu. W rezultacie chwała Pana spoczęła na tym Przybytku (Księga Wyjścia 40:34). Ty również musisz budować swój dom zgodnie z Bożym planem, jeśli chcesz, aby chwała Boża zamieszkała w nim domu. Staraj się budować swoje małżeństwo dokładnie tak, jak nakazał Pan w Piśmie Świętym. Wtedy chwała Boża spocznie także na twoim domu.

Budowanie domu zgodnie z Bożym porządkiem

W wielu chrześcijańskich rodzinach dostrzegamy zgorzknienie, zazdrość, narzekanie i miłość do pieniędzy. Nie różni się to zbytnio od sytuacji w rodzinach niechrześcijańskich. Powód jest oczywisty: chwała Boża nie może wypełnić tego domu, ponieważ małżonkowie nie starali się budować go zgodnie ze Słowem Bożym. Zamiast tego zbudowali swój dom w oparciu o własny rozum.

W 1. Liście do Koryntian 11:3 wyraźnie widzimy Boży porządek panujący w rodzinie: „Głową każdego mężczyzny jest Chrystus, a głową kobiety mężczyzna”. Często spotykamy te słowa wypisane na drewnianych tabliczkach w chrześcijańskich domach: „Chrystus jest głową tego domu”. Jednak w rzeczywistości to nie Chrystus jest głową tej rodziny. Kiedy Bóg stworzył Adama i Ewę, ustanowił Adama głową Ewy. Sam Bóg zaś był głową Adama. Zaraz po tym, jak Bóg połączył ich w jedno, w Piśmie Świętym czytamy, że na scenę wkroczył szatan. To uczy nas, że nawet dzisiaj, gdy tylko Bóg połączy mężczyznę i kobietę węzłem małżeńskim, pojawia się szatan. Musimy więc być czujni. Nie możemy pozwolić, by szatan wkroczył do naszych domów.

W jaki sposób szatan dostał się do tego pierwszego domu? Stało się tak, ponieważ Adam i Ewa nie zastosowali się do Bożego nakazu. Kiedy szatan przyszedł do Ewy i zasugerował jej, by nie posłuchała Bożego przykazania, powinna była odpowiedzieć: „Cóż, szatanie, nie mogę podjąć tej decyzji sama. Bóg dał mi głowę. Najpierw się go poradzę, a potem ci odpowiem”. Jakże inaczej potoczyłaby się ta historia, gdyby tak postąpiła! Jednak ona wdała się w dyskusję z szatanem i ostatecznie podjęła decyzję bez konsultacji ze swoją głową. Złamała prawo Boże, a potem namówiła męża, by on również nie posłuchał Boga. Adam powinien był jej powiedzieć: „Bóg jest moim zwierzchnikiem. Wpierw zasięgnę Jego rady”. Jednak on również nie zastosował się do Bożego nakazu. Gdyby tylko przestrzegali Bożego porządku w swoim domu, cały grzech, nieszczęście i zamęt, które istnieją dzisiaj na świecie, nie miałyby miejsca. Właśnie w ten sposób szatan przenika do wielu domów i niszczy je nawet dzisiaj. W Psalmie 127:1 czytamy: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”.

Pan może zbudować nasz dom tylko wtedy, gdy będziemy ściśle przestrzegać Jego Słowa.

Zac Poonen

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

dnia 7 kwietnia 2026

Pieśń nad Pieśniami to ważna księga dla wszystkich chrześcijan. Jestem głęboko wdzięczny Panu, że poprowadził mnie do zgłębienia właśnie tej księgi na samym początku mojego chrześcijańskiego życia. Osobista, pełna miłości i oddania intymna relacja z Chrystusem jest źródłem, z którego wypływa każda prawdziwa służba dla Pana, czy jest to ewangelizacja, zakładanie kościołów, nauczanie Biblii, działalność społeczna, czy cokolwiek innego. Najpierw musimy nauczyć się „Pieśni Oblubieńca i oblubienicy” – pieśni, którą nasz Pan śpiewa nam, a my śpiewamy Mu w odpowiedzi.

Kiedy czytamy Pieśń nad Pieśniami 1:1, od razu rzuca się w oczy, że jest to przede wszystkim pieśń Salomona – pieśń Oblubieńca – a nie oblubienicy. Oznacza to, że jest to przede wszystkim pieśń naszego Pana skierowana do nas, a nie nasza pieśń skierowana do Niego. „My miłujemy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1 Jana 4:19). To nie my Go pokochaliśmy pierwsi. To On nas pierwszy umiłował. Tylko dlatego, że On pierwszy zaśpiewał nam tę pieśń, możemy teraz śpiewać pieśń dla Niego.

W Pieśni nad Pieśniami 4:8 słyszymy Oblubieńca mówiącego do oblubienicy: „Zstąp wraz ze mną z Libanu, panno młoda, zstąp wraz ze mną z Libanu! Zejdź ze szczytu Amana, ze szczytu Seniru i Hermonu, od [strony] lwich legowisk, z gór panter!” Jest to zaproszenie do życia w królestwie niebiańskim. Pan mówi: „Nie patrz na sprawy z niskiego/ziemskiego punktu widzenia. Pójdź ze Mną do królestwa niebios i spójrz na wszystko z tamtej perspektywy. Wówczas sprawy ziemskie staną się małe, nieistotne i bezwartościowe, gdy będziesz na nie patrzeć stamtąd”. Pan pragnie wynieść nas na wyższy poziom. To prawda, że są tam lwy-demony, złe moce i zwierzchności. Ale będziemy tam z Panem i razem z Nim pokonamy wszystkie te złe moce.

W Pieśni nad Pieśniami 4:12 Oblubieniec nazywa oblubienicę „ogrodem zamkniętym”, ogrodem przeznaczonym wyłącznie dla Niego. Ona nie należy do nikogo innego. Należy wyłącznie do swojego Pana. Czy tak właśnie wygląda twoja relacja z Panem? Czy Pan może powiedzieć do ciebie: „Jesteś Moim prywatnym ogrodem, należącym wyłącznie do Mnie”? Na świecie jest wiele rzeczy, które mogą nas pociągać, jak choćby okazje do zarabiania większych pieniędzy niż potrzebujemy, zdobywania ziemskiej władzy i sławy czy wyrobienia sobie renomy itp. Takie pokusy można porównać do innych mężczyzn próbujących uwieść oblubienicę. Jednak oblubienica nie daje się im zwieść. Jej serce należy wyłącznie do Ukochanego. Należy tylko do swojego Oblubieńca. Bardzo niewielu wierzących żyje w tak głębokiej relacji z Chrystusem, i właśnie dlatego nie znają Go osobiście, i nie rozumieją Jego Słów. Sekretem zrozumienia Biblii jest przede wszystkim nawiązanie bliskiej relacji z Panem – bo któż lepiej niż On wyjaśni nam, co oznacza Jego Słowo? Podążaj za Nim tak, jak czynili to pierwsi uczniowie, i pragnij usłyszeć, jak do ciebie przemawia. Wtedy twoje oczy zostaną otwarte, tak jak ich, a twoje serce zapłonie ogniem, tak jak zapłonęły ich serca.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2, gdy Oblubieniec przyszedł w środku nocy, wołając: „Otwórz mi, przyjaciółko moja”, oblubienica była zbyt leniwa, by się ubrać i otworzyć drzwi (PnP 5:3). Martwiła się, że jej stopy (które właśnie umyła) mogłyby się pobrudzić. On próbował sam odsunąć zasuwę (PnP 5:4). Wtedy oblubienica zmieniła zdanie i otworzyła drzwi, ale okazało się, że jej Ukochany odszedł. Odszedł, ponieważ nie odpowiedziała od razu, gdy ją zawołał. To samo może się zdarzyć również nam. Pan może powiedzieć do nas: „Rzuć teraz wszystko, co robisz. Przestań czytać tę książkę. Przerwij tę rozmowę. Zostań ze Mną sam na sam i porozmawiaj ze Mną. Chodźmy razem na spacer”. A my możemy odpowiedzieć: „Panie, poczekaj chwilę. Mam coś ważnego do zrobienia. Skończę za 15 minut. Wtedy przyjdę”. A 15 minut później, kiedy zakończymy tę ważną(?) pracę, mówimy: „Panie, teraz jestem gotowy”. Okazuje się jednak, że On już odszedł. Nie możemy Go znaleźć. Czy chcesz być skutecznym sługą Bożym? Wykształć w sobie nawyk porzucania wszystkiego, gdy Pan cię wzywa, i słuchania Go. Nigdy nie będziesz tego żałować.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2 Oblubieniec mówi do oblubienicy: „Moja głowa pełna jest rosy, moje kędziory pełne wilgoci nocnej.” Jezus przyszedł na ziemię, aby szukać i zbawić zagubionych, przeszedł drogę krzyża (drogę zaparcia się samego siebie) i cierpiał, szukając zagubionych owiec w ciemnej nocy tego świata. Teraz zaprasza Swoją oblubienicę, by podążyła tą samą drogą. Ale ona nie chce tego.

W Pieśni nad Pieśniami 6:4-10 Oblubieniec wyraża swój podziw dla swojej oblubienicy. Mówi, że spośród wszystkich kobiet nie ma nikogo tak doskonałego jak ona. „Wybieram ją ponad wszystkie inne”. Każdy mąż powinien patrzeć na swoją żonę w ten sposób: na świecie jest wiele atrakcyjnych kobiet, ale nie ma żadnej takiej jak moja żona. W moich oczach jest ona „numerem jeden”. Tak właśnie mówi o nas Pan. Ceni nas bardziej niż wszystkich mądrych, bogatych i wielkich ludzi na świecie.

W Pieśni nad Pieśniami 7:1-9 Oblubieniec zachwyca się swoją oblubienicą. Musimy wyraźnie zrozumieć, że mimo wszystkich naszych słabości nasz Pan naprawdę nas ceni i darzy podziwem. Wielu wierzących żyje w ciągłym poczuciu winy tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć, iż są cenni w oczach Boga. A kiedy Oblubieniec zachwyca się ustami oblubienicy, ona natychmiast odpowiada, że to właściwie bardziej dotyczy Jego warg (Pieśń nad Pieśniami 7:9)! Świadczy to o głębokiej bliskości między nimi, takiej bliskości, jaką powinniśmy mieć z naszym Panem.

W Pieśni nad Pieśniami 7:10 oblubienica mówi: „Ja należę do mojego umiłowanego i do mnie zwraca się jego pożądanie.” Oblubienica nie tylko stwierdza tu, że Pan należy do niej, ale także, że Pan ma w niej upodobanie. Czym innym jest, gdy Pan mówi: „Kocham cię”, a czymś zupełnie innym, gdy mówi: „Jestem z ciebie zadowolony”. Mąż może kochać swoją żonę, ale może nie być zadowolony z tego, jak ona postępuje. Pan może cię kochać, ale może nie być zadowolony z wielu rzeczy w twoim życiu. Dojrzała miłość dąży do tego, by podobać się Panu. Teraz oblubienica staje się współpracownicą swojego Oblubieńca i mówi: „Chodź, mój umiłowany, wyjdźmy w pole” (PnP 7:11). Oblubienica podziela teraz troskę swojego Oblubieńca o potrzebujący świat, w którym pola bieleją do żniwa. Nigdy jednak nie wyruszaj na te pola w pojedynkę. Idź tam ze swoim Ukochanym. Nawiąż z Nim relację, a potem Mu służ. To On najlepiej wie, w której części pola (w jakiej dziedzinie) powinieneś dla Niego pracować.

Właśnie tak starałem się służyć Panu jako Jego pełnoetatowy sługa przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Nigdy nie chciałem iść nigdzie sam. Mówiłem: „Panie, Ty prowadź, a ja pójdę za Tobą. Chodźmy razem na pola. Powiedz mi, dokąd idziesz. A jeśli nigdzie nie idziesz, to ja też tam nie chcę iść”. Jeśli będziemy służyć Panu w jedności z Nim i w posłuszeństwie wobec Niego, w naszym życiu nie będzie miejsca na pychę ani na porównywanie naszej służby z posługą innych.

Zac Poonen

Gotowość na przyjście Pana

Gotowość na przyjście Pana

dnia 31 marca 2026

Kiedy Jezus mówił swoim uczniom o swoim powrocie w 24. rozdziale Ewangelii Mateusza, niejednokrotnie podkreślał, że powinni czuwać (Ewangelia Mateusza 24:42, 44; 25:13). To duchowa czujność i gotowość w każdym czasie jest zatem rzeczą najważniejszą, a nie zaś sama znajomość faktów proroczych. W 25. rozdziale Ewangelii Mateusza (który jest kontynuacją proroctw z rozdziału 24.), Jezus wskazuje na trzy obszary, w których jesteśmy wzywani do czujności i wierności, aby być gotowymi na Jego przyjście.

1. Wierność w życiu ukrytym

W tej przypowieści Jezus mówił o dziesięciu pannach (Ewangelia Mateusza 25:1-13). Zauważmy, że żadna z nich nie była nierządnicą (definicję duchowego cudzołóstwa można znaleźć w Liście Jakuba 4:4). Wszystkie były pannami. Innymi słowy, miały dobre świadectwo przed ludźmi. Lampa każdej z nich płonęła (Ewangelia Mateusza 5:16). Ich dobre uczynki były widoczne dla otoczenia. Jednak spośród tych wszystkich panien tylko pięć było mądrych. Na początku nie było to dla wszystkich oczywiste. Ale tylko pięć z nich wzięło ze sobą oliwę w swoich lampach ( Ewangelia Mateusza 25:4).

Owa oliwa w lampie nie była widoczna w nocy, w przeciwieństwie do światła, i symbolizuje ona nasze ukryte życie przed Bogiem, którego ludzie nie mogą dostrzec w ciemnościach tego świata. Każdy z nas posiada taką lampę. Pytanie brzmi: czy mamy w nim oliwę, czy też nie? W całym Piśmie Świętym oliwa jest symbolem Ducha Świętego i odnosi się tutaj do tego życia Bożego, które Duch Święty udziela naszemu duchowi. Zewnętrznym przejawem tego życia jest światło (Ewangelia Jana 1:4). Istotą zaś jest to, co kryje się w środku. Wielu skupia się wyłącznie na zewnętrznych przejawach swojej wiary. To właśnie jest ich błędem. Dopiero w czasach prób i doświadczeń przekonujemy się, że samo zewnętrzne światło nie wystarcza. Aby przejść przez nie zwycięsko potrzebujemy wewnętrznej zawartości Bożego życia.

„Jeśli okazujesz słabość w obliczu kryzysu, jesteś słaby w rzeczywistości” (Księga Przysłów 24:10). Kryzysy życiowe pokazują nam, jak silni lub słabi jesteśmy. W przypowieści o pannach kryzysem było to, że oblubieniec opóźniał swoje przyjście. To właśnie czas pokazuje, na ile prawdziwa jest nasza duchowość. Ten, kto ma wiarę, wytrwa do końca i będzie zbawiony. Czas pokazuje również, kto posiada wewnętrzną zawartość w swoim życiu, a kto nie. Wielu jest jak ziarno, które natychmiast wykiełkowało, ale nie ma życia wewnętrznego. W ich sercach brakuje głębokiej gleby (Ewangelia Marka 4:5). Dlatego trudno jest ocenić nowych wierzących pod kątem ich duchowości lub szczerości serca. Czas wszystko ujawni, jeśli będziemy mieli cierpliwość, by czekać. Sposobem na przygotowanie się na przyjście Chrystusa jest zatem życie wewnętrzne w czystości i wierności przed obliczem Boga. Życie jakie jest w naszych myślach, postawach i motywach, których ludzie wokół nas nie widzą. Jeśli tego nie mamy, oszukujemy samych siebie, myśląc, że jesteśmy gotowi na przyjście Chrystusa.

2. Wierność w naszej służbie

W drugiej przypowieści nacisk położony jest na wierne używanie talentów, które dał nam Bóg (Ewangelia Mateusza 25:14-30). Talenty te reprezentują dobra materialne, pieniądze, naturalne zdolności, życiowe możliwości, dary duchowe itp. Nie wszyscy są w tym obszarze równi, widzimy bowiem w przypowieści, że jeden otrzymał pięć, drugi dwa, a jeszcze inny tylko jeden. Wszyscy jednak mieli tyle samo czasu, by wiernie zarządzać tym, co otrzymali. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Dlatego ten, kto pomnożył swoje dwa talenty do czterech, otrzymał taką samą nagrodę jak ten, który pomnożył swoje pięć do dziesięciu. Wyrok spadł jednak na tego, kto zakopał swój talent „w ziemi” (Ewangelia Mateusza 25:18), czyli na tego, który używał danych mu przez Boga talentów dla tego świata, a nie dla Boga. Nikt nie może powiedzieć, że nic nie otrzymał, bo każdy otrzymał od Boga taki czy inny talent. Pytanie brzmi: do czego tych talentów używamy? To, co wykorzystujemy dla siebie, jest równoznaczne z talentem zakopanym w ziemi. Tylko to, czego używamy wyłącznie dla chwały Bożej, zostanie policzone jako wieczne bogactwo. Według tej miary możemy dostrzec ubóstwo ogromnej większości wierzących. Naszym mottem powinno być: „Wszystko dla Boga, nic dla siebie”. Wtedy będziemy gotowi na powrót Chrystusa. Nie możemy być uczniami Jezusa, jeśli nie porzuciliśmy wszystkiego, co posiadamy. Ten, kto nie używa dla Pana wszystkich swoich majętności i darów otrzymanych od Boga, oszukuje samego siebie, twierdząc, że jest gotowy na powrót Chrystusa.

3. Wierność w służbie naszym braciom w wierze

W ostatniej części Jezus zajmuje się naszą postawą wobec współbraci znajdujących się w potrzebie (Ewangelia Mateusza 25:31-46). Potrzeba ta może być natury duchowej lub fizycznej. Widzimy tutaj, że niektórzy odziedziczą królestwo, ponieważ służyli swoim współwyznawcom tak, jak samemu Panu. Ich służba była ukryta tak bardzo, że ich lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa (Ewangelia Mateusza 6:3). Do tego stopnia, że gdy Pan przypomina im o dobru, które uczynili, oni nawet tego nie pamiętają! (Ewangelia Mateusza 25:38).

Jezus nauczał tu również, że każda służba, którą pełnimy wobec najmniejszych z Jego braci, jest uznawana za służbę wyświadczoną Jemu samemu (Ewangelia Mateusza 25:40). To znamienne, że mówi On tutaj o najmniejszych, ponieważ mamy skłonność do służenia najważniejszym wierzącym, a ignorowania ubogich i pogardzanych! Ci, którzy zajmują się wyłącznie jedzeniem i piciem, kupowaniem i sprzedawaniem, budowaniem i sadzeniem dla samych siebie, z pewnością zostaną pominięci, gdy Jezus powróci (Ewangelia Łukasza 17:28,34). Tylko ci, których służba dla Pana wiązała się z troską i miłością wobec współwyznawców, zostaną zabrani. W kolejnym fragmencie Jezus wspomniał o innej grupie ludzi, będącej przeciwieństwem tej pierwszej. Są to ci, którzy pamiętają wszystkie dobre uczynki, jakie uczynili w imieniu Pana. Oni również stają przed tronem sędziowskim i przypominają Panu, że w imieniu Jezusa wyganiali demony, nauczali, uzdrawiali chorych itd. (Ewangelia Mateusza 7:22). Zostają jednak odrzuceni przez Pana, mimo że czynili te wszystkie rzeczy, ponieważ zabrakło im pierwszego i najważniejszego wymogu: jakim jest życie w ukryciu, w świętości przed Bogiem. Byli zbyt pochłonięci wielkością swoich darów.

Zac Poonen

Budowanie domu z dobrych cegieł

Budowanie domu z dobrych cegieł

dnia 24 marca 2026

Kiedy para pragnie wspólnie zbudować dom, stawia go cegła po cegle. Dotyczy to zarówno sfery fizycznej, jak i duchowej. Czym są te duchowe „cegły”, których używamy?

Myśli, jakie żywimy względem siebie, oraz słowa, które do siebie wypowiadamy, możemy przyrównać do cegieł służących do budowy tego domu. Tylko Ty możesz zdecydować, jakiego rodzaju cegieł używasz do wznoszenia własnego domu. Biorąc pod uwagę jakość materiałów, po jakie sięga wiele par, nic dziwnego, że ich domy runą.

Jeśli chodzi o budowę fizycznego domu, bardzo starannie dobieramy sprawdzoną, wysokiej jakości cegłę, ponieważ zależy nam na trwałej konstrukcji. Jednak fizyczne domy nie są wieczne. Pewnego dnia ulegną zniszczeniu. Prawdziwym domem, na którym powinniśmy się skupić, jest relacja z naszym współmałżonkiem, którą budujemy na całą wieczność. Uważajcie więc na myśli i słowa w waszym związku. Niech będą one pełne czystości i dobroci wobec siebie nawzajem.

List do Hebrajczyków 12:15 ostrzega przed korzeniem goryczy. Takie uczucie może zrodzić się w naszym sercu wobec naszego współmałżonka. Biblia nakazuje również i  mężom w Liście do Kolosan 3:19, aby nie byli przykrymi dla swoich żon. Myśli i postawy serca, takie jak gorycz muszą zostać uśmiercone. W naszym myślach powinien widnieć znak krwi – krzyż, na którym umieramy dla siebie. Muszę uśmiercić myśli pozbawione miłości, samolubne oraz te, które wprowadzają podziały. Nigdy nie zapominaj, że diabeł zawsze czai się w pobliżu podsuwając Ci swoje kamienie i cegły w nadziei, że użyjesz ich do budowy swojego domu. Ci z nas, którzy są w związkach małżeńskich, znają pokusy, by żywić wobec partnera surowe, samolubne, zgorzkniałe i pełne podejrzeń myśli. Diabeł podsuwa nam cegły egoizmu, abyśmy budowali swój dom, myśląc wyłącznie o własnych interesach. On podsuwa ci cegły nieufności wobec współmałżonka. Porzuć podejrzliwość i naucz się ufać. Podejrzliwe myśli to najgorsze cegły, jakie podsuwa nam diabeł.

Podobnie słowa, które wypowiadamy, są cegłami, z których budujemy nasz dom. Gdyby wszystkie słowa wypowiedziane przez małżonków zostały nagrane i odtworzone (co rzeczywiście nastąpi w Dniu Sądu Ostatecznego), zastanawiam się, ilu z nas słuchałoby ich z przyjemnością. A może ucieklibyśmy, by się ukryć? Jakże wspaniałe byłoby to w przypadku par, które kierowały do siebie słowa pełne dobroci i miłości. Oni mieliby odwagę, by nawet cały świat słuchał ich rozmów w Dniu Sądu.

Nie jesteśmy idealni, ale możemy nauczyć się pokory, wypowiadania dobrych słów i uśmiercania tych złych, które diabeł kładzie nam na język. Pomyśl o tych wszystkich złośliwych słowach, które mężowie i żony rzucają sobie nawzajem („Twój ojciec był taki sam” albo „Twoja siostra była taka” i tak dalej). To smutne, że tak wielu buduje swoje domy z takich właśnie cegieł. Jednak pomimo tak żałosnego stanu rzeczy musimy budować dom, który oddaje chwałę Bogu, zgodnie z wzorem, jaki Bóg nam dał w swoim Słowie.

W Liście do Efezjan 4:29 czytamy: „Niech żadne zgniłe słowo nie wychodzi z waszych ust”. Zgniłe słowa są jak zgniłe cegły. Jeśli my, jako mężowie i żony, będziemy przestrzegać tej jednej prostej zasady: mówić do naszego partnera tylko te słowa, które niosą łaskę, to w przeciągu jednego roku będziemy mieli lepszy dom niż wszystkie te zrujnowane domostwa, które inni stawiali latami. Jest to z pewnością możliwe dla każdego z nas. Będą pojawiać się pokusy, by w zaciszu własnego domu kogoś oczernić. Ale to tylko pokusa. Jeśli ktoś cię odwiedza, a ty zaczynasz plotkować, budujesz swój dom ze zgniłych cegieł. Diabeł podał ci te zgniłe cegły, a ty chętnie je przyjąłeś. Nie pozwól mu robić tego z twoim domem. Nie ma co do tego wątpliwości, że jeśli postanowisz poważnie podążać za Bożym wzorcem, będziesz mieć dom, który jest jak niebo.

W Księdze Powtórzonego Prawa 33:16 Bóg jest określony jako „Ten, który mieszkał w krzewie”. Odnosi się to do 3. rozdziału Księgi Wyjścia, gdzie Bóg przemawiał do Mojżesza z płonącego krzewu. Jest to pierwsze miejsce przebywania Boga wspomniane w Biblii. Czy potrafisz sobie wyobrazić, żeby jakiekolwiek zarazki lub szkodniki przetrwały w tym krzaku, gdy płonął? Ogień zniszczyłby je wszystkie. Potrzebujemy tego ognia, ognia Ducha Świętego w naszych domach, aby zabić wszelkie zarazki i szkodniki. O jakich „zarazkach i szkodnikach” mówię? O bezbożnych myślach, jakie żywimy względem siebie nawzajem, o niemiłych i zgniłych słowach, które wypowiadamy, o niepotrzebnych plotkach itd. Kiedy będziemy napełnieni Duchem Świętym i kiedy ogień Ducha Świętego spocznie na naszych domach, nasze domy będą oczyszczone. Nie ma znaczenia czy nasze domy są fizycznie wysprzątane, ale nasze słowa i myśli muszą być czyste.

Na tym polega różnica między tym, na czym zależy Bogu, a tym, na czym zależy człowiekowi. Faryzeusze są czyści na zewnątrz, ale uczniowie Jezusa dbają o czystość wnętrza. Ich myśli i słowa są prawe, dzięki czemu Bóg może zamieszkać w ich domach. Jeśli będziemy o to zabiegać, nasze domy staną się jak Starotestamentowy Przybytek, na który zstępowała chwała Boża. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli wiele takich domów. Bóg, który zamieszkał w krzewie, zamieszka również w domu, w którym może odbierać należną Mu chwałę.

Zac Poonen