Lęk jest obrazą dla Boga

Lęk jest obrazą dla Boga

dnia 21 kwietnia 2026

Dla wielu ludzi lęk nie jest grzechem, podobnie jak gniew, chciwość, pogoń za uznaniem, nienawiść do wroga czy niewinne kłamstwa.

Wielu nazywa takie rzeczy po prostu słabością. Dopóki będziesz to nazywać „słabością”, nigdy się od tego nie uwolnisz. Jezus nie przyszedł, aby nas zbawić od słabości; przyszedł, aby nas zbawić od grzechu. Jeśli wyznamy coś jako grzech, Jezus nas od tego uratuje. Jeśli jednak spróbujesz nadać mu bardziej subtelną nazwę, nigdy się od niego nie uwolnisz. Nazwij coś tak dosadnie, jak tylko potrafisz: nazwij pożądanie „cudzołóstwem”, gniew „morderstwem”, a miłość do pieniędzy „nienawiścią do Boga”, a będziesz wolny, ponieważ zobaczysz, jak wielkim jest to złem.

Jeśli uważasz, że rak jest równoważny z kaszlem czy z przeziębieniem, nie potraktujesz go poważnie. Wielu ludzi traktuje te grzechy bardzo lekko, mimo że Jezus tak stanowczo się im sprzeciwiał. Nie winię ich za to, ponieważ uważam, że to ich przywódcy i nauczyciele nie nauczyli ich tego . Powszechnie brakuje chrześcijańskich kaznodziejów i nauczycieli, którzy głoszą całą prawdę Bożą, i którzy nie dążą do zdobycia ludzkiej sławy. Tylko nieliczni kaznodzieje nie pragną cudzych pieniędzy, ale chcą jedynie głosić prawdę, by poprowadzić lud Boży ku duchowej pomocy. To tak, jakby lekarz nie był zainteresowany twoimi pieniędzmi, ale pragnął doprowadzić cię do zdrowia. Takich kaznodziejów jest bardzo niewielu.

Ludzie nazywają lęk słabością. To nie jest tylko słabość.

Trzykrotnie w Ewangelii Mateusza 6:25-34 Jezus Chrystus, Pan całego wszechświata, mówi: „Nie martwcie się”. W ciągu zaledwie dziesięciu wersetów Pan powtarza te słowa trzy razy. To jest ten sam Pan, który nakazał nam nie zabijać, nie cudzołożyć i nie kraść. Zbierzmy to wszystko razem: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij i nie martw się”. Które z tych nakazów nie jest grzechem? Czy możesz powiedzieć: „No cóż, martwię się tylko raz lub dwa razy w tygodniu”? To tak, jakby powiedzieć: „Cóż, zabijam ludzi tylko raz lub dwa razy w tygodniu” albo: „Cudzołożę raz lub dwa razy w tygodniu, niezbyt często”.

Dlaczego niektóre grzechy traktujemy poważnie, a inne nie? Ponieważ nauczyciele tego nie nauczyli. Strach nie jest słabością lecz grzechem, tak jak grzechem jest morderstwo. Skąd wiemy, co jest grzechem? Jeśli Bóg mówi, że nie wolno tego robić, to jest to grzech. Jeśli Bóg powiedział, że musisz kochać swoją żonę, nawet jeśli jest ona złą kobietą, to musisz ją kochać, ponieważ tak powiedział Bóg. A jeśli Bóg nakazał czegoś nie robić, to nawet jeśli nie uważasz tego za zło, nie rób tego, bo to jest złe. Nie chodzi o to, że uważam, iż cudzołóstwo jest złe. To Bóg powiedział: „Nie rób tego”. On powiedział: „Nie martwcie się” i „Nie lękajcie się”. Chcę uznać za złe te rzeczy, których Bóg zabronił.

Lęk niszczy moją więź z Bogiem. Lęk mówi, że Bóg się o mnie nie troszczy. To obraza dla Boga. Co pomyślałbyś o czteroletnim dziecku, które je ze śmietników? W naszym kraju jest wiele takich dzieci. Niestety, nie mają one rodziców, którzy by o nie dbali. Czy nasz Ojciec Niebieski jest taki? Czyż nasz Ojciec Niebieski nie troszczy się o nas? Stawianie naszego Ojca Niebieskiego w tej samej kategorii, co ojców tych dzieci jedzących ze śmietników, jest dla Niego obrazą. Te dzieci nie wiedzą, skąd wezmą następny posiłek i mają prawo być pełne lęku, ponieważ ich ziemscy ojcowie o nie nie dbają. Ale jeśli masz Ojca Niebieskiego i się zamartwiasz, to znaczy, że twierdzisz, iż twój Ojciec Niebieski również tak postępuje.

„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje” (werset 25). Nie zamartwiajcie się o swoje życie – o to, co zjecie, co wypijecie, ani o swoje ciało. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm i odzienie? Łukasz podaje przykład ptaków na niebie: nie sieją, nie żną ani nie gromadzą w spichlerzach, a jednak wasz Ojciec Niebieski je karmi. Ile razy widziałeś martwego ptaka na drodze? To naprawdę rzadki widok. Myślę, że na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile razy w całym swoim życiu widziałem martwego ptaka na drodze. Czy widzieliście ptaki przymierające głodem? To niezwykle rzadkie. Na ziemi żyją miliony ptaków i one znajdują pożywienie, mimo że nie sieją i nie żną, i muszą szukać jedzenia. Kto je karmi? Jezus powiedział, że wasz Ojciec Niebieski je karmi. On nie jest ich Ojcem Niebieskim; On jest naszym Ojcem Niebieskim. Dla nich jest Stwórcą i je karmi, ale dla nas jest nie tylko naszym Stwórcą, On jest naszym Ojcem. Czy nie jesteście warci dużo więcej niż te ptaki?

Przeczytałem kiedyś krótki wierszyk, który bardzo mi się spodobał. Opowiada o prowadzących rozmowę dwóch małych ptaszkach. Rudzik rzekł do wróbla: „Naprawdę chciałbym wiedzieć, dlaczego ci zatroskani ludzie tak pędzą i wciąż się martwią?”. Wróbel odpowiedział rudzikowi: „Przyjacielu, myślę, że to dlatego, że nie mają Ojca Niebieskiego, który dbałby o nich tak, jak dba o ciebie i o mnie”.

Musimy pamiętać, że to nie jest tylko piękna opowiastka. Myślenie, że Bóg nie dba o każdą naszą troskę, jest zniewagą dla Niego.

Jakie jest rozwiązanie? Biblia w Liście do Filipian 4:6 mówi, aby o nic się nie martwić. To absolutnie jednoznaczne stwierdzenie: „O nic się już nie martwcie”. Musimy jednak coś zrobić z przyczyną lęku. Być może zmagasz się teraz z jakimś problemem i nie wiesz, co będzie dalej. Co powinieneś zrobić? Bóg nie mówi, żeby nic nie robić, ale On mówi, żeby się o to modlić. Przedstawianie próśb oznacza wyłuszczenie Bogu konkretnej sprawy i powiedzenie Mu dokładnie, na czym polega problem. Po prośbie, nie zapomnij dopełnić modlitwy dziękczynieniem. Dziękczynienie jest podziękowaniem: „Dziękuję Ci, Ojcze, za wysłuchanie mojej modlitwy i dziękuję za troskę o mnie”. Składanie Bogu podziękowań jest jak pokwitowanie czyli potwierdzenie, że mój list dotarł przed oblicze Boga, i że On go otrzymał. To właśnie wyznaję, mówiąc: „Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś”.

A kiedy zrobisz te dwie rzeczy, jak mówi List do Filipian 4:7, wtedy „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum (którego nie jesteśmy w stanie pojąć), będzie strzec (słowo »strzec« ma tu pochodzenie wojskowe, jak twierdza) serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie”.

Wolność od lęku to przykazanie, któremu musimy być posłuszni. Kiedy uwolnisz się od lęku, uwolnisz się także od ogromu zniechęcenia. To wspaniały krok, który musimy podjąć.

Zac Poonen

Budowanie Świątyni dla Boga

Budowanie Świątyni dla Boga

dnia 14 kwietnia 2026

Kiedy Bóg wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej i prowadził ich przez pustynię, nakazał im: „I zbudują mi świątynię, abym mieszkał pośród nich.” (Księga Wyjścia 25:8). Świątynię tę nazywano Przybytkiem (Namiotem Spotkania), a później, po wkroczeniu Izraelitów do Kanaanu zastąpiła ją świątynia.

Z tego wersetu wynika, że Bóg pragnął zamieszkać pośród swojego ludu. Od przyjścia Chrystusa Bóg nie mieszka już w żadnym ziemskim budynku. Teraz pragnie On mieszkać w ludzkich sercach i domach. Pan mówi nawet dzisiaj: „Zbudujcie Mi świątynię (święte miejsce), abym mógł zamieszkać wśród was”. Właśnie w tym celu Bóg łączy męża i żonę w małżeństwie. Powinni oni budować swój dom jako święte miejsce, w którym Bóg będzie mógł z nimi przebywać.

Budowanie domu dla chwały Boga

Zazwyczaj, gdy ludzie biorą ślub, myślą o zbudowaniu własnego domu. Taki cel stawia sobie każda niechrześcijańska para. Jednak jako wierzący, jeśli chcemy oddawać cześć Panu Jezusowi Chrystusowi i Jego Słowu, nie powinniśmy budować domu dla siebie samych. Musimy budować świątynię, w której zamieszka Bóg. To jest zasadnicza różnica między prawdziwie chrześcijańskim domem a domem niechrześcijańskim. Wielu wierzących nie stawia sobie tego za cel, dlatego w ich domach panuje tyle nieszczęścia i bezbożności. Zbudowali oni dom dla siebie, a nie dla Boga.

Kiedy ludzie biorą ślub, wiążą z tym wielkie nadzieje na szczęśliwe życie. Jednak po upływie kilku miesięcy, gdy proza życia daje o sobie znać, rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej. Nieustannie się kłócą i krzyczą na siebie. Zanim dotrwają do dziesiątej rocznicy ślubu, wiele par ma już siebie serdecznie dosyć. Dlaczego tak jest? Ponieważ samolubnie budowali dom dla samych siebie. Słowo Boże uczy nas jednak, że możemy cieszyć się szczęśliwym życiem małżeńskim tylko wtedy, gdy dążymy do oddania chwały Bogu i budujemy nasz dom dla Niego.

Boży cel dla małżeństw jest taki sam, jak Jego cel dla Izraelitów w Starym Testamencie. Łączy On ludzi w małżeństwie, aby mogli budować dom dla Jego chwały. W Księdze Wyjścia Bóg przekazał Izraelitom szczegółowe plany budowy Przybytku, a oni mieli go zbudować dokładnie tak, jak im nakazał. Izraelici byli na tyle pokorni, że ściśle trzymali się Bożego planu. W rezultacie chwała Pana spoczęła na tym Przybytku (Księga Wyjścia 40:34). Ty również musisz budować swój dom zgodnie z Bożym planem, jeśli chcesz, aby chwała Boża zamieszkała w nim domu. Staraj się budować swoje małżeństwo dokładnie tak, jak nakazał Pan w Piśmie Świętym. Wtedy chwała Boża spocznie także na twoim domu.

Budowanie domu zgodnie z Bożym porządkiem

W wielu chrześcijańskich rodzinach dostrzegamy zgorzknienie, zazdrość, narzekanie i miłość do pieniędzy. Nie różni się to zbytnio od sytuacji w rodzinach niechrześcijańskich. Powód jest oczywisty: chwała Boża nie może wypełnić tego domu, ponieważ małżonkowie nie starali się budować go zgodnie ze Słowem Bożym. Zamiast tego zbudowali swój dom w oparciu o własny rozum.

W 1. Liście do Koryntian 11:3 wyraźnie widzimy Boży porządek panujący w rodzinie: „Głową każdego mężczyzny jest Chrystus, a głową kobiety mężczyzna”. Często spotykamy te słowa wypisane na drewnianych tabliczkach w chrześcijańskich domach: „Chrystus jest głową tego domu”. Jednak w rzeczywistości to nie Chrystus jest głową tej rodziny. Kiedy Bóg stworzył Adama i Ewę, ustanowił Adama głową Ewy. Sam Bóg zaś był głową Adama. Zaraz po tym, jak Bóg połączył ich w jedno, w Piśmie Świętym czytamy, że na scenę wkroczył szatan. To uczy nas, że nawet dzisiaj, gdy tylko Bóg połączy mężczyznę i kobietę węzłem małżeńskim, pojawia się szatan. Musimy więc być czujni. Nie możemy pozwolić, by szatan wkroczył do naszych domów.

W jaki sposób szatan dostał się do tego pierwszego domu? Stało się tak, ponieważ Adam i Ewa nie zastosowali się do Bożego nakazu. Kiedy szatan przyszedł do Ewy i zasugerował jej, by nie posłuchała Bożego przykazania, powinna była odpowiedzieć: „Cóż, szatanie, nie mogę podjąć tej decyzji sama. Bóg dał mi głowę. Najpierw się go poradzę, a potem ci odpowiem”. Jakże inaczej potoczyłaby się ta historia, gdyby tak postąpiła! Jednak ona wdała się w dyskusję z szatanem i ostatecznie podjęła decyzję bez konsultacji ze swoją głową. Złamała prawo Boże, a potem namówiła męża, by on również nie posłuchał Boga. Adam powinien był jej powiedzieć: „Bóg jest moim zwierzchnikiem. Wpierw zasięgnę Jego rady”. Jednak on również nie zastosował się do Bożego nakazu. Gdyby tylko przestrzegali Bożego porządku w swoim domu, cały grzech, nieszczęście i zamęt, które istnieją dzisiaj na świecie, nie miałyby miejsca. Właśnie w ten sposób szatan przenika do wielu domów i niszczy je nawet dzisiaj. W Psalmie 127:1 czytamy: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”.

Pan może zbudować nasz dom tylko wtedy, gdy będziemy ściśle przestrzegać Jego Słowa.

Zac Poonen

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

dnia 7 kwietnia 2026

Pieśń nad Pieśniami to ważna księga dla wszystkich chrześcijan. Jestem głęboko wdzięczny Panu, że poprowadził mnie do zgłębienia właśnie tej księgi na samym początku mojego chrześcijańskiego życia. Osobista, pełna miłości i oddania intymna relacja z Chrystusem jest źródłem, z którego wypływa każda prawdziwa służba dla Pana, czy jest to ewangelizacja, zakładanie kościołów, nauczanie Biblii, działalność społeczna, czy cokolwiek innego. Najpierw musimy nauczyć się „Pieśni Oblubieńca i oblubienicy” – pieśni, którą nasz Pan śpiewa nam, a my śpiewamy Mu w odpowiedzi.

Kiedy czytamy Pieśń nad Pieśniami 1:1, od razu rzuca się w oczy, że jest to przede wszystkim pieśń Salomona – pieśń Oblubieńca – a nie oblubienicy. Oznacza to, że jest to przede wszystkim pieśń naszego Pana skierowana do nas, a nie nasza pieśń skierowana do Niego. „My miłujemy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1 Jana 4:19). To nie my Go pokochaliśmy pierwsi. To On nas pierwszy umiłował. Tylko dlatego, że On pierwszy zaśpiewał nam tę pieśń, możemy teraz śpiewać pieśń dla Niego.

W Pieśni nad Pieśniami 4:8 słyszymy Oblubieńca mówiącego do oblubienicy: „Zstąp wraz ze mną z Libanu, panno młoda, zstąp wraz ze mną z Libanu! Zejdź ze szczytu Amana, ze szczytu Seniru i Hermonu, od [strony] lwich legowisk, z gór panter!” Jest to zaproszenie do życia w królestwie niebiańskim. Pan mówi: „Nie patrz na sprawy z niskiego/ziemskiego punktu widzenia. Pójdź ze Mną do królestwa niebios i spójrz na wszystko z tamtej perspektywy. Wówczas sprawy ziemskie staną się małe, nieistotne i bezwartościowe, gdy będziesz na nie patrzeć stamtąd”. Pan pragnie wynieść nas na wyższy poziom. To prawda, że są tam lwy-demony, złe moce i zwierzchności. Ale będziemy tam z Panem i razem z Nim pokonamy wszystkie te złe moce.

W Pieśni nad Pieśniami 4:12 Oblubieniec nazywa oblubienicę „ogrodem zamkniętym”, ogrodem przeznaczonym wyłącznie dla Niego. Ona nie należy do nikogo innego. Należy wyłącznie do swojego Pana. Czy tak właśnie wygląda twoja relacja z Panem? Czy Pan może powiedzieć do ciebie: „Jesteś Moim prywatnym ogrodem, należącym wyłącznie do Mnie”? Na świecie jest wiele rzeczy, które mogą nas pociągać, jak choćby okazje do zarabiania większych pieniędzy niż potrzebujemy, zdobywania ziemskiej władzy i sławy czy wyrobienia sobie renomy itp. Takie pokusy można porównać do innych mężczyzn próbujących uwieść oblubienicę. Jednak oblubienica nie daje się im zwieść. Jej serce należy wyłącznie do Ukochanego. Należy tylko do swojego Oblubieńca. Bardzo niewielu wierzących żyje w tak głębokiej relacji z Chrystusem, i właśnie dlatego nie znają Go osobiście, i nie rozumieją Jego Słów. Sekretem zrozumienia Biblii jest przede wszystkim nawiązanie bliskiej relacji z Panem – bo któż lepiej niż On wyjaśni nam, co oznacza Jego Słowo? Podążaj za Nim tak, jak czynili to pierwsi uczniowie, i pragnij usłyszeć, jak do ciebie przemawia. Wtedy twoje oczy zostaną otwarte, tak jak ich, a twoje serce zapłonie ogniem, tak jak zapłonęły ich serca.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2, gdy Oblubieniec przyszedł w środku nocy, wołając: „Otwórz mi, przyjaciółko moja”, oblubienica była zbyt leniwa, by się ubrać i otworzyć drzwi (PnP 5:3). Martwiła się, że jej stopy (które właśnie umyła) mogłyby się pobrudzić. On próbował sam odsunąć zasuwę (PnP 5:4). Wtedy oblubienica zmieniła zdanie i otworzyła drzwi, ale okazało się, że jej Ukochany odszedł. Odszedł, ponieważ nie odpowiedziała od razu, gdy ją zawołał. To samo może się zdarzyć również nam. Pan może powiedzieć do nas: „Rzuć teraz wszystko, co robisz. Przestań czytać tę książkę. Przerwij tę rozmowę. Zostań ze Mną sam na sam i porozmawiaj ze Mną. Chodźmy razem na spacer”. A my możemy odpowiedzieć: „Panie, poczekaj chwilę. Mam coś ważnego do zrobienia. Skończę za 15 minut. Wtedy przyjdę”. A 15 minut później, kiedy zakończymy tę ważną(?) pracę, mówimy: „Panie, teraz jestem gotowy”. Okazuje się jednak, że On już odszedł. Nie możemy Go znaleźć. Czy chcesz być skutecznym sługą Bożym? Wykształć w sobie nawyk porzucania wszystkiego, gdy Pan cię wzywa, i słuchania Go. Nigdy nie będziesz tego żałować.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2 Oblubieniec mówi do oblubienicy: „Moja głowa pełna jest rosy, moje kędziory pełne wilgoci nocnej.” Jezus przyszedł na ziemię, aby szukać i zbawić zagubionych, przeszedł drogę krzyża (drogę zaparcia się samego siebie) i cierpiał, szukając zagubionych owiec w ciemnej nocy tego świata. Teraz zaprasza Swoją oblubienicę, by podążyła tą samą drogą. Ale ona nie chce tego.

W Pieśni nad Pieśniami 6:4-10 Oblubieniec wyraża swój podziw dla swojej oblubienicy. Mówi, że spośród wszystkich kobiet nie ma nikogo tak doskonałego jak ona. „Wybieram ją ponad wszystkie inne”. Każdy mąż powinien patrzeć na swoją żonę w ten sposób: na świecie jest wiele atrakcyjnych kobiet, ale nie ma żadnej takiej jak moja żona. W moich oczach jest ona „numerem jeden”. Tak właśnie mówi o nas Pan. Ceni nas bardziej niż wszystkich mądrych, bogatych i wielkich ludzi na świecie.

W Pieśni nad Pieśniami 7:1-9 Oblubieniec zachwyca się swoją oblubienicą. Musimy wyraźnie zrozumieć, że mimo wszystkich naszych słabości nasz Pan naprawdę nas ceni i darzy podziwem. Wielu wierzących żyje w ciągłym poczuciu winy tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć, iż są cenni w oczach Boga. A kiedy Oblubieniec zachwyca się ustami oblubienicy, ona natychmiast odpowiada, że to właściwie bardziej dotyczy Jego warg (Pieśń nad Pieśniami 7:9)! Świadczy to o głębokiej bliskości między nimi, takiej bliskości, jaką powinniśmy mieć z naszym Panem.

W Pieśni nad Pieśniami 7:10 oblubienica mówi: „Ja należę do mojego umiłowanego i do mnie zwraca się jego pożądanie.” Oblubienica nie tylko stwierdza tu, że Pan należy do niej, ale także, że Pan ma w niej upodobanie. Czym innym jest, gdy Pan mówi: „Kocham cię”, a czymś zupełnie innym, gdy mówi: „Jestem z ciebie zadowolony”. Mąż może kochać swoją żonę, ale może nie być zadowolony z tego, jak ona postępuje. Pan może cię kochać, ale może nie być zadowolony z wielu rzeczy w twoim życiu. Dojrzała miłość dąży do tego, by podobać się Panu. Teraz oblubienica staje się współpracownicą swojego Oblubieńca i mówi: „Chodź, mój umiłowany, wyjdźmy w pole” (PnP 7:11). Oblubienica podziela teraz troskę swojego Oblubieńca o potrzebujący świat, w którym pola bieleją do żniwa. Nigdy jednak nie wyruszaj na te pola w pojedynkę. Idź tam ze swoim Ukochanym. Nawiąż z Nim relację, a potem Mu służ. To On najlepiej wie, w której części pola (w jakiej dziedzinie) powinieneś dla Niego pracować.

Właśnie tak starałem się służyć Panu jako Jego pełnoetatowy sługa przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Nigdy nie chciałem iść nigdzie sam. Mówiłem: „Panie, Ty prowadź, a ja pójdę za Tobą. Chodźmy razem na pola. Powiedz mi, dokąd idziesz. A jeśli nigdzie nie idziesz, to ja też tam nie chcę iść”. Jeśli będziemy służyć Panu w jedności z Nim i w posłuszeństwie wobec Niego, w naszym życiu nie będzie miejsca na pychę ani na porównywanie naszej służby z posługą innych.

Zac Poonen

Gotowość na przyjście Pana

Gotowość na przyjście Pana

dnia 31 marca 2026

Kiedy Jezus mówił swoim uczniom o swoim powrocie w 24. rozdziale Ewangelii Mateusza, niejednokrotnie podkreślał, że powinni czuwać (Ewangelia Mateusza 24:42, 44; 25:13). To duchowa czujność i gotowość w każdym czasie jest zatem rzeczą najważniejszą, a nie zaś sama znajomość faktów proroczych. W 25. rozdziale Ewangelii Mateusza (który jest kontynuacją proroctw z rozdziału 24.), Jezus wskazuje na trzy obszary, w których jesteśmy wzywani do czujności i wierności, aby być gotowymi na Jego przyjście.

1. Wierność w życiu ukrytym

W tej przypowieści Jezus mówił o dziesięciu pannach (Ewangelia Mateusza 25:1-13). Zauważmy, że żadna z nich nie była nierządnicą (definicję duchowego cudzołóstwa można znaleźć w Liście Jakuba 4:4). Wszystkie były pannami. Innymi słowy, miały dobre świadectwo przed ludźmi. Lampa każdej z nich płonęła (Ewangelia Mateusza 5:16). Ich dobre uczynki były widoczne dla otoczenia. Jednak spośród tych wszystkich panien tylko pięć było mądrych. Na początku nie było to dla wszystkich oczywiste. Ale tylko pięć z nich wzięło ze sobą oliwę w swoich lampach ( Ewangelia Mateusza 25:4).

Owa oliwa w lampie nie była widoczna w nocy, w przeciwieństwie do światła, i symbolizuje ona nasze ukryte życie przed Bogiem, którego ludzie nie mogą dostrzec w ciemnościach tego świata. Każdy z nas posiada taką lampę. Pytanie brzmi: czy mamy w nim oliwę, czy też nie? W całym Piśmie Świętym oliwa jest symbolem Ducha Świętego i odnosi się tutaj do tego życia Bożego, które Duch Święty udziela naszemu duchowi. Zewnętrznym przejawem tego życia jest światło (Ewangelia Jana 1:4). Istotą zaś jest to, co kryje się w środku. Wielu skupia się wyłącznie na zewnętrznych przejawach swojej wiary. To właśnie jest ich błędem. Dopiero w czasach prób i doświadczeń przekonujemy się, że samo zewnętrzne światło nie wystarcza. Aby przejść przez nie zwycięsko potrzebujemy wewnętrznej zawartości Bożego życia.

„Jeśli okazujesz słabość w obliczu kryzysu, jesteś słaby w rzeczywistości” (Księga Przysłów 24:10). Kryzysy życiowe pokazują nam, jak silni lub słabi jesteśmy. W przypowieści o pannach kryzysem było to, że oblubieniec opóźniał swoje przyjście. To właśnie czas pokazuje, na ile prawdziwa jest nasza duchowość. Ten, kto ma wiarę, wytrwa do końca i będzie zbawiony. Czas pokazuje również, kto posiada wewnętrzną zawartość w swoim życiu, a kto nie. Wielu jest jak ziarno, które natychmiast wykiełkowało, ale nie ma życia wewnętrznego. W ich sercach brakuje głębokiej gleby (Ewangelia Marka 4:5). Dlatego trudno jest ocenić nowych wierzących pod kątem ich duchowości lub szczerości serca. Czas wszystko ujawni, jeśli będziemy mieli cierpliwość, by czekać. Sposobem na przygotowanie się na przyjście Chrystusa jest zatem życie wewnętrzne w czystości i wierności przed obliczem Boga. Życie jakie jest w naszych myślach, postawach i motywach, których ludzie wokół nas nie widzą. Jeśli tego nie mamy, oszukujemy samych siebie, myśląc, że jesteśmy gotowi na przyjście Chrystusa.

2. Wierność w naszej służbie

W drugiej przypowieści nacisk położony jest na wierne używanie talentów, które dał nam Bóg (Ewangelia Mateusza 25:14-30). Talenty te reprezentują dobra materialne, pieniądze, naturalne zdolności, życiowe możliwości, dary duchowe itp. Nie wszyscy są w tym obszarze równi, widzimy bowiem w przypowieści, że jeden otrzymał pięć, drugi dwa, a jeszcze inny tylko jeden. Wszyscy jednak mieli tyle samo czasu, by wiernie zarządzać tym, co otrzymali. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Dlatego ten, kto pomnożył swoje dwa talenty do czterech, otrzymał taką samą nagrodę jak ten, który pomnożył swoje pięć do dziesięciu. Wyrok spadł jednak na tego, kto zakopał swój talent „w ziemi” (Ewangelia Mateusza 25:18), czyli na tego, który używał danych mu przez Boga talentów dla tego świata, a nie dla Boga. Nikt nie może powiedzieć, że nic nie otrzymał, bo każdy otrzymał od Boga taki czy inny talent. Pytanie brzmi: do czego tych talentów używamy? To, co wykorzystujemy dla siebie, jest równoznaczne z talentem zakopanym w ziemi. Tylko to, czego używamy wyłącznie dla chwały Bożej, zostanie policzone jako wieczne bogactwo. Według tej miary możemy dostrzec ubóstwo ogromnej większości wierzących. Naszym mottem powinno być: „Wszystko dla Boga, nic dla siebie”. Wtedy będziemy gotowi na powrót Chrystusa. Nie możemy być uczniami Jezusa, jeśli nie porzuciliśmy wszystkiego, co posiadamy. Ten, kto nie używa dla Pana wszystkich swoich majętności i darów otrzymanych od Boga, oszukuje samego siebie, twierdząc, że jest gotowy na powrót Chrystusa.

3. Wierność w służbie naszym braciom w wierze

W ostatniej części Jezus zajmuje się naszą postawą wobec współbraci znajdujących się w potrzebie (Ewangelia Mateusza 25:31-46). Potrzeba ta może być natury duchowej lub fizycznej. Widzimy tutaj, że niektórzy odziedziczą królestwo, ponieważ służyli swoim współwyznawcom tak, jak samemu Panu. Ich służba była ukryta tak bardzo, że ich lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa (Ewangelia Mateusza 6:3). Do tego stopnia, że gdy Pan przypomina im o dobru, które uczynili, oni nawet tego nie pamiętają! (Ewangelia Mateusza 25:38).

Jezus nauczał tu również, że każda służba, którą pełnimy wobec najmniejszych z Jego braci, jest uznawana za służbę wyświadczoną Jemu samemu (Ewangelia Mateusza 25:40). To znamienne, że mówi On tutaj o najmniejszych, ponieważ mamy skłonność do służenia najważniejszym wierzącym, a ignorowania ubogich i pogardzanych! Ci, którzy zajmują się wyłącznie jedzeniem i piciem, kupowaniem i sprzedawaniem, budowaniem i sadzeniem dla samych siebie, z pewnością zostaną pominięci, gdy Jezus powróci (Ewangelia Łukasza 17:28,34). Tylko ci, których służba dla Pana wiązała się z troską i miłością wobec współwyznawców, zostaną zabrani. W kolejnym fragmencie Jezus wspomniał o innej grupie ludzi, będącej przeciwieństwem tej pierwszej. Są to ci, którzy pamiętają wszystkie dobre uczynki, jakie uczynili w imieniu Pana. Oni również stają przed tronem sędziowskim i przypominają Panu, że w imieniu Jezusa wyganiali demony, nauczali, uzdrawiali chorych itd. (Ewangelia Mateusza 7:22). Zostają jednak odrzuceni przez Pana, mimo że czynili te wszystkie rzeczy, ponieważ zabrakło im pierwszego i najważniejszego wymogu: jakim jest życie w ukryciu, w świętości przed Bogiem. Byli zbyt pochłonięci wielkością swoich darów.

Zac Poonen

Budowanie domu z dobrych cegieł

Budowanie domu z dobrych cegieł

dnia 24 marca 2026

Kiedy para pragnie wspólnie zbudować dom, stawia go cegła po cegle. Dotyczy to zarówno sfery fizycznej, jak i duchowej. Czym są te duchowe „cegły”, których używamy?

Myśli, jakie żywimy względem siebie, oraz słowa, które do siebie wypowiadamy, możemy przyrównać do cegieł służących do budowy tego domu. Tylko Ty możesz zdecydować, jakiego rodzaju cegieł używasz do wznoszenia własnego domu. Biorąc pod uwagę jakość materiałów, po jakie sięga wiele par, nic dziwnego, że ich domy runą.

Jeśli chodzi o budowę fizycznego domu, bardzo starannie dobieramy sprawdzoną, wysokiej jakości cegłę, ponieważ zależy nam na trwałej konstrukcji. Jednak fizyczne domy nie są wieczne. Pewnego dnia ulegną zniszczeniu. Prawdziwym domem, na którym powinniśmy się skupić, jest relacja z naszym współmałżonkiem, którą budujemy na całą wieczność. Uważajcie więc na myśli i słowa w waszym związku. Niech będą one pełne czystości i dobroci wobec siebie nawzajem.

List do Hebrajczyków 12:15 ostrzega przed korzeniem goryczy. Takie uczucie może zrodzić się w naszym sercu wobec naszego współmałżonka. Biblia nakazuje również i  mężom w Liście do Kolosan 3:19, aby nie byli przykrymi dla swoich żon. Myśli i postawy serca, takie jak gorycz muszą zostać uśmiercone. W naszym myślach powinien widnieć znak krwi – krzyż, na którym umieramy dla siebie. Muszę uśmiercić myśli pozbawione miłości, samolubne oraz te, które wprowadzają podziały. Nigdy nie zapominaj, że diabeł zawsze czai się w pobliżu podsuwając Ci swoje kamienie i cegły w nadziei, że użyjesz ich do budowy swojego domu. Ci z nas, którzy są w związkach małżeńskich, znają pokusy, by żywić wobec partnera surowe, samolubne, zgorzkniałe i pełne podejrzeń myśli. Diabeł podsuwa nam cegły egoizmu, abyśmy budowali swój dom, myśląc wyłącznie o własnych interesach. On podsuwa ci cegły nieufności wobec współmałżonka. Porzuć podejrzliwość i naucz się ufać. Podejrzliwe myśli to najgorsze cegły, jakie podsuwa nam diabeł.

Podobnie słowa, które wypowiadamy, są cegłami, z których budujemy nasz dom. Gdyby wszystkie słowa wypowiedziane przez małżonków zostały nagrane i odtworzone (co rzeczywiście nastąpi w Dniu Sądu Ostatecznego), zastanawiam się, ilu z nas słuchałoby ich z przyjemnością. A może ucieklibyśmy, by się ukryć? Jakże wspaniałe byłoby to w przypadku par, które kierowały do siebie słowa pełne dobroci i miłości. Oni mieliby odwagę, by nawet cały świat słuchał ich rozmów w Dniu Sądu.

Nie jesteśmy idealni, ale możemy nauczyć się pokory, wypowiadania dobrych słów i uśmiercania tych złych, które diabeł kładzie nam na język. Pomyśl o tych wszystkich złośliwych słowach, które mężowie i żony rzucają sobie nawzajem („Twój ojciec był taki sam” albo „Twoja siostra była taka” i tak dalej). To smutne, że tak wielu buduje swoje domy z takich właśnie cegieł. Jednak pomimo tak żałosnego stanu rzeczy musimy budować dom, który oddaje chwałę Bogu, zgodnie z wzorem, jaki Bóg nam dał w swoim Słowie.

W Liście do Efezjan 4:29 czytamy: „Niech żadne zgniłe słowo nie wychodzi z waszych ust”. Zgniłe słowa są jak zgniłe cegły. Jeśli my, jako mężowie i żony, będziemy przestrzegać tej jednej prostej zasady: mówić do naszego partnera tylko te słowa, które niosą łaskę, to w przeciągu jednego roku będziemy mieli lepszy dom niż wszystkie te zrujnowane domostwa, które inni stawiali latami. Jest to z pewnością możliwe dla każdego z nas. Będą pojawiać się pokusy, by w zaciszu własnego domu kogoś oczernić. Ale to tylko pokusa. Jeśli ktoś cię odwiedza, a ty zaczynasz plotkować, budujesz swój dom ze zgniłych cegieł. Diabeł podał ci te zgniłe cegły, a ty chętnie je przyjąłeś. Nie pozwól mu robić tego z twoim domem. Nie ma co do tego wątpliwości, że jeśli postanowisz poważnie podążać za Bożym wzorcem, będziesz mieć dom, który jest jak niebo.

W Księdze Powtórzonego Prawa 33:16 Bóg jest określony jako „Ten, który mieszkał w krzewie”. Odnosi się to do 3. rozdziału Księgi Wyjścia, gdzie Bóg przemawiał do Mojżesza z płonącego krzewu. Jest to pierwsze miejsce przebywania Boga wspomniane w Biblii. Czy potrafisz sobie wyobrazić, żeby jakiekolwiek zarazki lub szkodniki przetrwały w tym krzaku, gdy płonął? Ogień zniszczyłby je wszystkie. Potrzebujemy tego ognia, ognia Ducha Świętego w naszych domach, aby zabić wszelkie zarazki i szkodniki. O jakich „zarazkach i szkodnikach” mówię? O bezbożnych myślach, jakie żywimy względem siebie nawzajem, o niemiłych i zgniłych słowach, które wypowiadamy, o niepotrzebnych plotkach itd. Kiedy będziemy napełnieni Duchem Świętym i kiedy ogień Ducha Świętego spocznie na naszych domach, nasze domy będą oczyszczone. Nie ma znaczenia czy nasze domy są fizycznie wysprzątane, ale nasze słowa i myśli muszą być czyste.

Na tym polega różnica między tym, na czym zależy Bogu, a tym, na czym zależy człowiekowi. Faryzeusze są czyści na zewnątrz, ale uczniowie Jezusa dbają o czystość wnętrza. Ich myśli i słowa są prawe, dzięki czemu Bóg może zamieszkać w ich domach. Jeśli będziemy o to zabiegać, nasze domy staną się jak Starotestamentowy Przybytek, na który zstępowała chwała Boża. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli wiele takich domów. Bóg, który zamieszkał w krzewie, zamieszka również w domu, w którym może odbierać należną Mu chwałę.

Zac Poonen

Grzech Ananiasza i Safiry

Grzech Ananiasza i Safiry

dnia 17 marca 2026

Mnóstwo ludzi chce dołączyć do naszych kościołów w Indiach, ponieważ widzą pośród nas wiele gościnnych i hojnych osób. Jeśli jednak nie będziemy ostrożni i nie zaczniemy natychmiast eliminować takich ludzi, wkrótce każdy biedny człowiek w Indiach będzie chciał dołączyć do naszych wspólnot, a my odnotujemy niezwykły „wzrost kościoła”! Zyskamy „nawróconych”, którzy są zainteresowani pieniędzmi, a nie sprawiedliwością.

Dla licznych współczesnych chrześcijańskich pracowników w Indiach „służba Panu” jest zawodem, a nie powołaniem. Sporo ludzi wzbogaciło się finansowo dzięki przynależności do kościoła. Jeśli ich dobrobyt wynika z tego, że Bóg wynagrodził ich za prawe życie, to wszystko w porządku. Jeśli jednak ich dobrobyt wynika z kontaktów z zamożnymi osobami, które nawiązali dzięki przynależności do kościoła, to całkowicie minęli się z wolą Bożą, ponieważ chrześcijaństwo nie jest sposobem na osiąganie zysków finansowych.

Kościół jest miejscem poświęcenia i dawania, a nie miejscem nastawionym na zysk i korzyści. Smutnym faktem jest to, że wielu „pracowników chrześcijańskich” w dzisiejszych Indiach zarabia od pięciu do dziesięciu razy więcej, niż zarabialiby w pracy świeckiej. Duża część z nich nigdy w życiu nie przepracowała ani jednego dnia w świeckim zawodzie. Jezus ani razu nie powołał na swoich apostołów nikogo, kto nie pracowałby już wcześniej zawodowo. Działalność chrześcijańska stała się dziś w Indiach źródłem ogromnych korzyści finansowych dla wielu osób. Niechrześcijanie patrzą na nich i mówią: „Ta osoba została pracownikiem chrześcijańskim, żeby zarabiać pieniądze”. I mają rację! Jak możemy zamknąć im usta? Tylko wtedy, gdy pracownicy chrześcijańscy będą w stanie wykazać, że w pracy świeckiej mogliby zarobić więcej pieniędzy niż to, co otrzymują w ramach działalności chrześcijańskiej.

W 5. rozdziale Dziejów Apostolskich, w czasie gdy wszyscy sprzedawali swoje majątki i przekazywali pieniądze apostołom, aby ci rozdzielili je między ubogich, Ananiasz i Safira pomyśleli: „Jak możemy sprawiać wrażenie ludzi pobożnych, a jednocześnie zatrzymać swoje pieniądze?”. Kiedy więc sprzedali swoją ziemię, nie przekazali całej kwoty. Ich grzechem nie było to, że nie oddali wszystkiego. Bóg kocha tych, którzy z radością dzielą się tym, co mają, i nie pragnie niczyich pieniędzy. Piotr powiedział do Ananiasza: „Gdy twoja ziemia nie była jeszcze sprzedana, należała do ciebie i mogłeś z nią zrobić, co chciałeś. A nawet po jej sprzedaży pieniądze należały do ciebie. Dlaczego więc kłamiesz?” (Dzieje Apostolskie 5:4). Grzechem Ananiasza była hipokryzja – udawanie, że postępuje z pełnym oddaniem. Gdyby powiedział: „Sprzedaliśmy tę ziemię za 50 000 rupii, ale uważamy, że powinniśmy oddać tylko 20% tej kwoty. Resztę chcemy zatrzymać na własne potrzeby. Oto więc 10 000 rupii”, Piotr pobłogosławiłby Ananiasza, a on i jego żona pozostaliby przy życiu. Ananiasz nic nie powiedział. Skłamał, nie otwierając ust, po prostu stojąc w kolejce wraz z wszystkimi innymi, szczerze oddanymi ludźmi. Ale Piotr był człowiekiem pełnym rozeznania. Zarówno Ananiasz, jak i Safira zostali przez niego zdemaskowani, i ponieśli śmierć za swoją hipokryzję.

Dlaczego Bóg nie działa dzisiaj w ten sposób? Ponieważ wtedy w kościołach niewielu pozostałoby przy życiu! Ananiasz i Safira byli członkami bardzo czystego i pełnego mocy kościoła, i właśnie dlatego zginęli. Gdyby byli w jakimś martwym, cielesnym kościele (jak ten w Koryncie), mogliby tam zostać nawet starszymi. Dołączanie do kościoła, który dąży do doskonałości jest niebezpieczne jeśli jesteś osobą wyniosłą i obłudną. Bóg cię ukarze i usunie spośród nich w ten czy inny sposób. Jednak w obecnych czasach nie ma zbyt wiele takich kościołów. Dlatego w większości z nich przetrwasz. Jeśli jesteś zadufanym w sobie hipokrytą i chcesz pozostać przy życiu, wybierz sobie martwy kościół!

Zac Poonen

Niech twoje „tak” będzie „tak”, a „nie” będzie „nie”

Niech twoje „tak” będzie „tak”, a „nie” będzie „nie”

dnia 10 marca 2026

W Starym Testamencie prawo mówiło: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, ale dotrzymasz Panu przysiąg swoich.” (Ewangelia Mateusza 5:33, Powtórzonego Prawa 23:21) oraz „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw twemu bliźniemu.” (Powtórzonego Prawa 5:20). W dzisiejszym rozumieniu ślubowanie jest jak złożenie przysięgi. Ludzie kładą rękę na Biblii i mówią, że będą mówić prawdę. W rzeczywistości mają na myśli: „Przez większość czasu kłamię, ale teraz zamierzam mówić prawdę”. Takie właśnie jest znaczenie ślubowania, gdy ktoś kładzie rękę na Biblii i na nią przysięga. Jednak w Liście Jakuba jest powiedziane, że powinniśmy mówić prawdę przez cały czas (List Jakuba 5:12) i właśnie to powiedział tutaj Jezus.

Istotą fragmentu z Ewangelii Mateusza 5:33-37 jest to, że zawsze powinniśmy być prawdomówni. Nie możemy być przebiegli, sprytni i dwuznaczni w naszych wypowiedziach, twierdząc, że mówimy prawdę zgodnie z prawem, jakbyśmy byli w sądzie. Powinniśmy być znani jako ludzie prawdomówni i nie mówić kłamstw w żadnej sprawie. Nasze „tak” musi być „tak”, a nasze „nie” musi być „nie”. Wszystko inne pochodzi od złego. Jeśli muszę powiedzieć „tak” w sposób nieszczery, coś jest nie tak i ostatecznie doprowadzi to do hipokryzji.

Jeśli przeczytasz Dziesięć Przykazań z Księgi Wyjścia 20, nie było tam powiedziane: „Nie będziesz kłamał”. Dziewiąte przykazanie brzmi: „Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu”. Odnosiło się to zasadniczo do sądu i tego, że w sądzie nie wolno kłamać. Innymi słowy, jeśli przysięgasz, musisz mówić prawdę. Taki był standard w Starym Testamencie, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi przestrzegać przykazania aby nigdy nie kłamać. Podobnie w Starym Testamencie nie było przykazania: „Nie trać panowania nad sobą”, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi go zachować. Wtedy przykazanie brzmiało: „Nie zabijaj” (Księga Wyjścia 20:13). Podobnie nie było przykazania: „Nie pożądaj kobiety”, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi tego zachować. Dlatego przykazanie brzmiało: „Nie cudzołóż” (Księga Wyjścia 20:14).

Ale teraz w Nowym Przymierzu dar Ducha Świętego przychodzi do wnętrza człowieka i sprawia, że takie życie staje się możliwe. Gdy Duch Święty przychodzi z mocą, jest jak prąd, który zapala światło, napędza wentylator albo zasila nasze urządzenia. Wtedy możemy robić rzeczy, których nie mogliśmy robić bez mocy Ducha Świętego. Teraz możliwe jest pokonanie pożądliwości oczu, możliwe jest pokonanie gniewu, możliwe jest zaprzestanie krzyczenia na współmałżonka, możliwe jest mówienie prawdy przez cały czas i możliwe jest, aby twoje „tak” było „tak”, a twoje „nie” było „nie”.

Aby użyć bardziej współczesnego przykładu: jeśli podpisujesz akt sprzedaży lub jakąś inną umowę w sądzie w obecności świadków, bardzo uważnie czytasz tę umowę przed podpisaniem, ponieważ wiesz, że będzie ona egzekwowana przez prawo. Dla chrześcijanina jego słowo powinno być tak samo ważne jak taka podpisana umowa. Czy możesz powiedzieć, że tak jest w twoim życiu?

Pamiętam, jak kiedyś zgodziłem się sprzedać komuś coś, co miałem w domu. Było to dość drogie i ustaliliśmy cenę, ale przez wiele miesięcy nie wrócił, żeby to odebrać. W międzyczasie wartość tego przedmiotu wzrosła i mogłem mu powiedzieć: „Wiesz, wartość tego wzrosła, a ty nie wziąłeś tego wcześniej.” Chociaż nie podpisałem umowy, ustnie zgodziłem się sprzedać mu to za określoną cenę, a Pan powiedział mi: „Niech twoje „tak” będzie „tak”, a twoje „nie” będzie „nie”. On był bratem w trudnej sytuacji i tym bardziej chciałem dotrzymać słowa. Powiedziałem: „Oczywiście, możesz to mieć za tę cenę”, i oczywiście bardzo się ucieszył. Co straciłem? Być może poniosłem pewną stratę finansową. Być może mógłbym zarobić kilka tysięcy rupii więcej, sprzedając mu to po wyższej cenie, ale wtedy miałbym wyrzuty sumienia, ponieważ moje „tak” nie było „tak”.

Warto stracić trochę pieniędzy, aby być uczciwym i podobnym do Chrystusa w swoim postępowaniu. Często jesteśmy poddawani próbie w kwestiach finansowych, aby sprawdzić, czy jesteśmy gotowi, aby nasze „tak” oznaczało „tak”, a „nie” oznaczało „nie”.

Bóg wystawia nas na próbę w tej dziedzinie, zanim poprowadzi nas dalej. Wiele razy w swoim życiu doświadczyłem, że Bóg wystawił mnie na próbę w sytuacjach, w których musiałem coś stracić albo z czegoś zrezygnować. Sprawdza mnie przez te przykazania, aby zobaczyć, czy będę żył zgodnie z nimi. Wtedy odkrywam, czy naprawdę w to wierzę, czy nie. Dzisiaj jest wiele sytuacji, w których mówienie prawdy nic nas nie kosztuje. Tam nie ma próby. Ale kiedy mówienie prawdy może kosztować cię na przykład utratę pracy – wtedy Bóg wystawia cię na próbę, aby sprawdzić, czy może poprowadzić cię do wyższej służby. Wierzę, że w wielu takich sytuacjach Bóg nas sprawdza. I bardzo wielu ludzi, szczególnie młodych, oblało ten test.

Bóg nikogo nie zmusza, aby był Jego wiernym sługą. Wierzę, że pragnie, abyśmy byli Jego wiernymi sługami, ale to, czy będziesz wierny, czy nie, czy będziesz trzymał się standardów Słowa Bożego, czy też będziesz chodzić na kompromisy, aby zadowolić ludzi, zadecyduje o tym, czy kiedykolwiek staniesz się prawdziwym sługą Boga.

Wyobraź sobie na przykład sytuację, że pracujesz w biurze i jest tam droga maszyna, którą przez przypadek źle użyłeś i zepsułeś, ale nikt nie widział, że to zrobiłeś. Wiele osób korzysta z tej maszyny, po chwili ktoś odkrywa, że nie działa, i przełożeni zaczynają dochodzenie. Szef przychodzi i pyta, kto zepsuł maszynę. Wiesz, że to ty, ale milczysz, bo nie ma możliwości, aby się dowiedzieli, skoro wiele osób z niej korzystało. Myślisz, że nie skłamałeś, bo nie otworzyłeś ust, ale w rzeczywistości skłamałeś. Skłamałeś, nie otwierając ust! Aby zachować pracę, nie przyznałeś się, że to ty używałeś jej ostatni i w jakiś sposób ją uszkodziłeś. Być może gdybyś się do tego przyznał, zwolniliby cię z pracy, ponieważ jest to kosztowna maszyna.

Co jest ważniejsze w tej chwili? Diabeł przychodzi do ciebie i mówi, że kłamstwo jest potężne, i że jeśli skłamiesz, zachowasz swoją pracę. W tym samym czasie Duch Święty szepcze do twojego serca, że to jest kłamstwo. Czyż Bóg nie jest wszechmocny? Jeśli zaufasz Bogu w tej sytuacji i powiesz prawdę, być może stracisz pracę, ale Bóg da ci lepszą. Czy masz taką wiarę? To właśnie w takich sytuacjach jesteśmy poddawani próbie.

Nie mówię tu o teorii. Wielokrotnie Bóg wystawił mnie na próbę w różnych sprawach związanych z tą dziedziną, nie po to, aby sprawdzić, czy jestem sprytny i potrafię znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, ale aby zobaczyć, czy jestem uczciwy i gotowy zapłacić cenę za mówienie prawdy.

W ten sposób namaścił mnie i powierzył mi posługę głoszenia prawdy z kazalnicy bez względu na koszty. Wierzę, że Bóg pragnie, aby w dzisiejszym chrześcijaństwie było wielu proroków, którzy będą głosić prawdę bez względu na koszty, nawet jeśli zostaną wyrzuceni, pogardzani, odrzuceni, niezrozumiani, krytykowani lub fałszywie oskarżeni. Sposób, w jaki Bóg przygotuje cię do takiej służby, polega na tym, że będzie cię testował w zwykłych okolicznościach życia, aby zobaczyć, czy będziesz mówił prawdę, nawet jeśli będziesz musiał zapłacić za to cenę, stracić pracę albo pieniądze, ponieważ bronisz prawdy. Jest to bardzo ważna kwestia.

Zac Poonen

Życie w Nowym Przymierzu stoi na znacznie wyższym poziomie

Życie w Nowym Przymierzu stoi na znacznie wyższym poziomie

dnia 3 marca 2026

Apostoł Paweł powiedział kiedyś: „Co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany.” (List do Filip. 3:6). Co miał na myśli, składając świadectwo przed arcykapłanem w Dziejach Apostolskich 23:1: „Ja aż do dnia dzisiejszego żyłem przed Bogiem z całkowicie czystym sumieniem”? Miał na myśli to, że przestrzegał wszystkich przykazań. Których przykazań przestrzegał? Tylko pierwszych dziewięciu, ponieważ był na tyle uczciwy, by w liście do Rzymian 7:7-8 przyznać, że gdy doszedł do dziesiątego przykazania, które mówiło: „Nie będziesz pożądał”, odkrył w sobie „wszelkiego rodzaju pożądliwości”. Odkrył w sobie każdy rodzaj pożądliwości: żądzę pieniędzy, żądzę cudzych żon i córek, żądzę zaszczytów oraz wszelkie inne rodzaje pożądania, i zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie przestrzegać tego przykazania.

Kiedy apostoł Paweł został w swoim sercu napełniony Duchem Świętym (podobnie jak wtedy, gdy Duch Święty zstąpił i napełnił ludzi w dniu Pięćdziesiątnicy), w Liście do Rzymian 8:2 napisał, że prawo Ducha Świętego – którym nie jest dziesięć przykazań lecz prawem życia w Chrystusie Jezusie – uwolniło mnie od prawa grzechu, które nieustannie powodowało, że popadałem w gniew, pożądliwość i wszystko inne.” Dalej w wersecie 4 dodaje: „aby słuszne żądanie zakonu, którym jest „Nie będziesz pożądał” wypełniło się w nas, którzy nie postępujemy według ciała, ale według prowadzenia Ducha Świętego”. Pod Starym Przymierzem było to niemożliwe.

Gdy Jezus mówił w 5 rozdziale Ewangelii Mateusza o pokonywaniu tych grzechów, miał na myśli coś, co jest niemożliwe do osiągnięcia dla człowieka bez mocy Ducha Świętego. Jeśli przeczytasz rozdziały 5, 6 i 7 Ewangelii Mateusza, zauważysz, że na końcu tych trzech rozdziałów najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Jakie to pytanie? „Panie, jak mam tak żyć?”. W rozdziałach 5, 6 i 7 nie ma o tym ani słowa! Kazanie na Górze pokazuje nam jedynie standard życia, jakiego Bóg oczekuje od chrześcijanina Nowego Przymierza, od chrześcijanina narodzonego na nowo, ale całe to kazanie nie wspomina o tym, jak ten cel osiągnąć.

W takim razie skąd będziemy wiedzieć, co mamy robić? Wierzę, że Chrystus głosił Kazanie na Górze tylko po to, aby wzbudzić w naszych sercach pragnienie takiego życia, a jeśli ktoś tęskni za takim życiem, pójdzie do Boga i powie: „Panie, jakie jest rozwiązanie?”. A Pan odpowie: „Musisz być napełniony Duchem Świętym. Musisz być wzmocniony w swoim wnętrzu”.

Wielki Apostoł Paweł był człowiekiem nienagannym według prawa, ale nawet on nie potrafił przezwyciężyć tego pożądania, dopóki nie został napełniony Duchem Świętym, a wtedy Duch Boży go wyzwolił. To tak, jakby Jezus otwierał oczy niewidomemu: niewidomy nie był w stanie otworzyć ich samodzielnie.

Jest to możliwe wyłącznie dzięki mocy Ducha Świętego. W rzeczywistości możemy żyć zgodnie ze wszystkim, o czym Jezus mówił w Kazaniu na Górze, tylko wtedy, gdy jesteśmy napełnieni Duchem Świętym.

Nie mówię tutaj o tanich podróbkach, które krążą dzisiaj pod nazwą „pełni ducha”. Jeśli pełnia ducha, której rzekomo doświadczyłeś, sprawiła, że trząsłeś się, tarzałeś się po ziemi, śmiałeś się i mówiłeś językami, ale wciąż przegrywasz z grzechami takimi jak gniew czy pożądliwość seksualna, jeśli nadal podnosisz głos na swoją żonę lub męża, to nie zostałeś napełniony Duchem Świętym. Nie dajcie się nikomu zwieść. Wielu ludzi ulega zwiedzeniu. Duch Święty daje nam nowy język, nie tylko zdolność mówienia w nieznanych językach, ale przede wszystkim zdolność kontrolowania naszego języka ojczystego. Na nic się zda mówienie nieznanymi językami w niedzielę rano w kościele, jeśli w niedzielne popołudnie krzyczysz na żonę w swoim własnym języku. To nie jest pełnia Ducha Świętego.

Pełnia Ducha Świętego daje nam panowanie nad naszym językiem. Owocem Ducha jest powściągliwość (opanowanie), a On daje nam kontrolę nad językiem 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Jeśli tak nie jest w Twoim przypadku, powinieneś prosić Boga o prawdziwą pełnię Ducha Świętego. Dziękuj Bogu za dary Ducha, ale proś Go o prawdziwą pełnię, która jest czymś więcej niż tylko posiadaniem darów Ducha Świętego. To jedyna droga do zwycięstwa. Nie ma innej.

Jakub mówi, że człowiek oswoił wszystkie zwierzęta, ale nie potrafi okiełznać języka (List Jakuba 3:7-8). Tylko Duch Święty może to zrobić. Jeśli jesteś napełniony Duchem Świętym, On da ci kontrolę nad twoim językiem i oczami. Są to dwie części ludzkiego ciała, o których Jezus mówił w odniesieniu do grzechu w Ewangelii Mateusza 5:21-32. Grzeszenie językiem i grzeszenie oczami. Obie te rzeczy są bardzo, bardzo ważne.

Nigdy nie zadowalaj się żadną tanią podróbką pełni Ducha Świętego, jeśli nie daje Ci ona panowania nad Twoim językiem i nad Twoimi oczami. Stań przed Bogiem i powiedz: „Panie, mam tanią podróbkę. Chcę być wobec Ciebie szczery. Tylko przekonuję ludzi, że jestem napełniony Duchem Świętym, a to jest nic niewarte. Nie chcę przegapić prawdziwej pełni Ducha Świętego”.

Kiedy byłem młodym chrześcijaninem, poniosłem porażkę w obu tych obszarach. Gdy szukałem pełni Ducha Świętego, ludzie posyłali mnie do różnych zgromadzeń, ale byłem bardzo rozczarowany tym, co tam widziałem. Słyszałem mnóstwo hałasu i mówiłem: „Panie, to nie jest to, czego szukam. Szukam mocy, aby pokonać grzech. Nawet jeśli zajmie to dziesięć lat, chcę prawdziwej mocy. Chcę tego, co otrzymali Piotr, Jakub i Jan w dniu Pięćdziesiątnicy, a nie taniej podróbki, która krąży dziś po całym świecie”.

Diabeł chce, aby ludzie zadowalali się podróbkami. Gdybyś zamierzał kupić złoto, diamenty czy nawet banknoty, jakże byłbyś ostrożny, aby nie otrzymać fałszywki. Wiedząc, że w obiegu jest mnóstwo fałszywych pieniędzy, uważnie przyglądałbyś się każdemu banknotowi o nominale 500 rupii, który bierzesz do ręki. O ileż bardziej musimy być ostrożni w kwestii dotyczącej naszego wiecznego przeznaczenia: prawdziwej pełni Ducha Świętego!

Nie zadowalaj się podróbką. Skoro nie zadowala cię fałszywe złoto, diamenty czy banknoty, tym bardziej nie powinieneś godzić się na podróbkę w dziedzinie pełni Ducha. Oto sprawdzian: czy Duch Boży wyzwolił cię od prawa grzechu i śmierci (List do Rzymian 8:2)? To jest właśnie ten test.

Zac Poonen

Pielęgnowanie małżeństwa

Pielęgnowanie małżeństwa

dnia 24 lutego 2026

Kiedy pozwoli się diabłu stanąć między mężem a żoną, ich małżeństwo zacznie przypominać pustkowie. Księga Przysłów 24:30-32 mówi: „Szedłem koło roli próżniaka i koło winnicy głupca: A oto wszystko porosło chwastem, powierzchnię jej pokryły pokrzywy, a kamienne ogrodzenie było rozwalone. Gdy na to spojrzałem, zwróciło to moją uwagę; ujrzałem to i wyciągnąłem stąd naukę”. Gdy ogród jest zaniedbany, szybko zaczyna zarastać. Nie trzeba siać chwastów, cierni ani ostów, ponieważ pojawią się one same. Jeśli przechodzisz obok dwóch domów i widzisz, że jeden ma piękny ogród, a drugi jest zarośnięty i przypomina pustkowie, nawet nie pomyślisz, że ten piękny ogród powstał sam z siebie. Posiadacz pięknego ogrodu musiał włożyć wiele trudu i pracy, aby go tak ukształtować. Natomiast nie można założyć, że właściciel zarośniętego ogrodu włożył wiele wysiłku, by tak wyglądał – jego ogród stał się pustkowiem z powodu zaniedbania.

Ta sama zasada dotyczy małżeństwa. Jeśli widzisz piękne małżeństwo, możesz być pewien, że nie stało się ono piękne samoistnie. Zarówno mąż, jak i żona pracowali nad tym, aby było piękne. Nie ma możliwości, aby jakiekolwiek małżeństwo stało się pięknym ogrodem, jeśli zarówno mąż, jak i żona nie będą regularnie wyrywać chwastów i podlewać go. Jeśli natomiast zaniedbujesz swoje małżeństwo, automatycznie stanie się ono pustkowiem.

Jeśli nie będziesz ostrożny, diabeł wkroczy do twojego domu jak złodziej – powoli, lecz nieubłaganie – aby zniszczyć twoje małżeństwo. Nie stanie się to z dnia na dzień. Pustkowie nie powstaje w ciągu dwóch lub trzech dni. Możesz sobie wyobrażać, że wszystko jest w porządku, ale jeśli zaniedbasz pielęgnowanie swojego małżeństwa, z czasem na pewno zamieni się ono w pustkowie.

A co, jeśli twój ogród już stał się pustkowiem? Zastanówmy się, jak można je z powrotem przemienić w ogród.

Bóg daje nam dwie wielkie obietnice. Pierwsza z nich znajduje się w Księdze Izajasza 51:3: „Pan uczyni jego pustkowia jak Eden, a jego pustynię jak ogród PANA”. Cóż za wspaniała obietnica! Poproś Pana, aby ją wypełnił w twoim życiu. Jeśli nie poprosisz, nie otrzymasz jej. W Liście Jakuba 4:2 czytamy: „Nie macie, bo nie prosicie”. Proś Pana, aby przywrócił twoją pustynię do stanu ogrodu Eden, tak jak obiecał.

Druga obietnica pochodzi z Księgi Ezechiela 36:34-36: „Spustoszała ziemia będzie uprawiana, zamiast być spustoszeniem na oczach wszystkich przechodniów. I powiedzą: Ta spustoszona ziemia stała się jak ogród Eden (…) Ja, PAN, to powiedziałem i uczynię”. Mowa tu o małżeństwie, które jest w tak złym stanie, że nawet przechodnie widzą jego upadek. Ale Bóg mówi, że odnowi nawet tak zniszczone małżeństwo, a ci, którzy widzieli je w ruinie, powiedzą, że stało się teraz jak ogród Eden.

Po przeczytaniu tych wspaniałych obietnic ważne jest, aby pamiętać, że nie zdołasz przywrócić pustkowia swojego małżeństwa do stanu ogrodu bez pomocy Ducha Świętego – nie dokonasz tego technikami poradnictwa małżeńskiego ani czytaniem wielu książek, lecz jedynie dzięki pomocy Ducha Świętego. Bóg obiecał nam swojego Ducha w Księdze Ezechiela 36:26: „I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste. Mojego ducha dam do waszego wnętrza”. W Księdze Rodzaju 2:10 czytamy, że przez ogród Eden przepływała rzeka. Ta rzeka jest obrazem Ducha Świętego przepływającego przez środek naszego małżeńskiego ogrodu, czyniąc wszystko świeżym.

Kiedy uznamy naszą bezradność w przemienianiu pustkowia w ogród i zawołamy do Boga o pomoc, On nam pomoże! W Psalmie 127:1 czytamy: „Jeżeli Pan nie zbuduje domu, na próżno trudzą się ci, którzy go wznoszą”. Cały nasz trud, by przywrócić małżeństwo do stanu ogrodu, będzie daremny, jeśli Pan nam nie pomoże. I nawet jeśli obecnie mamy ogród, nie będziemy w stanie uchronić go przed przed przekształceniem się w pustynię, jeśli Pan go nie ustrzeże.

Jak wygląda dzisiaj twoja relacja małżeńska? Czy jest pustkowiem? Czy straciłeś już nadzieję, że twoje małżeństwo może zostać kiedykolwiek przywrócone do stanu ogrodu? Czy mówisz: „Z partnerem, którego mam, stworzenie ogrodu jest niemożliwe”? To jest dokładnie to, co diabeł chce, abyś mówił. My jednak nigdy nie możemy tracić nadziei. Skoro poznałeś już Boże obietnice odnowy, uchwyć się ich z wiarą dla swojego małżeństwa. Księga Ezechiela 36:37 mówi: „Tak mówi Pan: Będę czekał, aż mnie o to poproszą, abym im to uczynił”. Dopiero gdy poprosimy Boga, On to dla nas uczyni. Musisz więc przyjść do Pana i powiedzieć: „Panie, wierzę, że możesz to sprawić w moim małżeństwie! Nie stracę nadziei”.

Zac Poonen

Jak się modlić – Część 2

Jak się modlić – Część 2

dnia 17 lutego 2026

Pierwsze trzy prośby, których nauczył nas Jezus, to: „Święć się Imię Twoje”, „Przyjdź królestwo Twoje” i „Bądź wola Twoja”. Zauważmy, że wszystko to dotyczy Boga. Człowiek z natury jest skupiony na sobie. To, co odziedziczyliśmy po Adamie, to życie skoncentrowane na sobie, które sprawia, że myślimy przede wszystkim o sobie, a bardzo często wyłącznie o sobie. „Ja, mnie i moja rodzina” – to wszystko, co obchodzi większość ludzi. Nawet jeśli się nawracają, nadal często chodzi tylko o „ja, mnie i moją rodzinę”. Kiedy przyjmują Chrystusa, myślą jedynie o tym, jak Chrystus może teraz pobłogosławić ich samych i ich bliskich. To nie jest chrześcijaństwo. Jezus przyszedł, aby wyzwolić nas z tego egocentrycznego życia, które jest podstawową przyczyną wszystkich naszych nieszczęść i cierpień.

Powodem, dla którego większość chrześcijan nie potrafi radować się nieustannie, jest ich skupienie na sobie. Gdy spotyka ich coś dobrego – radują się; gdy jednak coś nie idzie po ich myśli – na przykład jeśli nie dostaną oczekiwanego awansu – tracą radość. Dlaczego? Przecież Bóg wciąż zasiada na tronie, twoje grzechy nadal są przebaczone, a diabeł jest pokonany! Nie potrafisz się radować tylko dlatego, że nie dostałeś czegoś, czego pragnąłeś. Jezus przyszedł, aby uwolnić nas od życia skoncentrowanego na sobie, które jest źródłem wszystkich naszych problemów.

Czy możemy prosić o jedzenie? Oczywiście, że tak. Jezus nauczył nas modlić się w Ewangelii Mateusza 6:11: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. „Chleb powszedni” obejmuje jedzenie, ubranie, schronienie oraz edukację dzieci – ponieważ muszą one zdobyć wykształcenie i pracę, aby mogły zarabiać na swój powszedni chleb. Nie ma nic złego w proszeniu o te rzeczy. „Odpuść nam nasze winy” oraz „Wybaw nas ode złego” to również dobre prośby, ale wszystkie te trzy prośby dotyczące nas samych następują dopiero po zabieganiu o Boże imię, Boże królestwo i Bożą chwałę. Jezus zmienia nasze priorytety.

Właściwy sposób modlitwy to modlenie się ze świadomością, że Boże Królestwo, Jego imię i Jego wola są najważniejsze w naszym myśleniu. Innymi słowy, muszę zmienić cały swój sposób życia, aby od teraz myśleć w kategoriach Bożego imienia, Bożego Królestwa i Bożej chwały. To cechuje prawdziwie duchowego chrześcijanina. Każdy może powtarzać tę modlitwę – potrafi to nawet papuga. Jednak tylko ludzie duchowi mogą modlić się tą modlitwą z głębi serca, ponieważ tylko oni mogą szczerze powiedzieć, że ich główną troską w życiu jest to, aby Boże imię było uwielbiane w kraju, w kościele oraz w nich samych i ich rodzinach.

„Królestwo Boże powinno przyjść wkrótce, panowanie Boga powinno zostać ustanowione w kościele, a wola Boża powinna wypełniać się w moim życiu, w mojej rodzinie, wszędzie”. To jest oznaka człowieka duchowego. Nie uważaj się za osobę duchową, dopóki te trzy rzeczy nie staną się najważniejszymi pragnieniami twojego serca. Wszystko inne jest bez znaczenia, jeśli centrum twojego życia wciąż kręci się wokół ciebie. Wielu ludzi po nawróceniu – ponieważ ich życie od zawsze było egocentryczne – po prostu dodało Jezusa do swojej orbity, aby im służył: aby przebaczał ich grzechy, odpowiadał na modlitwy, błogosławił im, zapewniał pomyślność i leczył z chorób. To nie jest chrześcijaństwo. To egocentryczne życie z dodatkiem religii. Kiedy Chrystus naprawdę wchodzi do środka, odwracamy się (pokutujemy) od naszego skupionego na sobie życia i to Bóg staje się centrum.

W trzech prośbach dotyczących nas samych, zawartych na końcu Modlitwy Pańskiej, Jezus rzeczywiście wspomina o sprawach materialnych („chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”), ale łączy je ze słowami: „bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. Mówię wtedy: „Mój Ojcze, chcę wypełniać Twoją wolę na ziemi w moim życiu dokładnie tak samo, jak aniołowie wypełniają ją w niebie – czyli poprzez natychmiastowe posłuszeństwo; a żeby móc pełnić Twoją wolę, potrzebuję zdrowia, więc daj mi mój powszedni chleb”. Czy modlisz się o chleb powszedni po to, by wypełniać wolę Bożą, czy po to, by wypełniać swoją własną wolę? Czy modlisz się o chleb powszedni, aby wypełniać wolę Bożą, czy też aby wypełniać swoją własną wolę? Czy modlisz się, aby grzeszyć, czy też aby podobać się Bogu? Nasza modlitwa powinna brzmieć: „Daj mi dzisiaj chleb powszedni, abym miał zdrowie i siłę, by żyć dla Boga”.

Kolejną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę, jest to, że w całej tej modlitwie brakuje słów „mnie” i „mój”. Czyż to nie interesujące, że w naszych własnych modlitwach słowa te pojawiają się bardzo często, natomiast w modlitwie, której nauczył nas Pan, są one całkowicie nieobecne? On mówi: „Daj nam” – „nie chodzi tylko o mnie, Panie, myślę też o moim bracie, on też potrzebuje chleba powszedniego”. „Odpuść nam” – „nie przebaczaj tylko mi, przebacz także mojemu bratu”. „Wybaw nas…”. Naprawdę duchowy człowiek to taki, którego życie skupia się na Bogu, a kiedy myśli o sobie, nie myśli tylko o sobie, ale także o ludziach wokół niego – innych, którzy również należą do rodziny Bożej. Ponieważ Bóg jest Ojcem wielkiej rodziny, myśli również o innych.

Właściwy porządek to: najpierw Chrystus, potem inni i ja razem; nie ja sam. Tak modli się osoba duchowa: nie tylko o swoje potrzeby. Naturalnie troszczy się o swoje dzieci, ale dba także o dzieci kogoś innego. Nie patrzy na nie z góry. Nie jest możliwe, aby człowiek troszczył się o dzieci innych osób tak samo, jak o swoje własne. Musimy być realistami, ale musimy też troszczyć się o nie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.

„Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. To ważna prośba. Jest to prośba, którą Jezus powtarza na końcu. W Ewangelii Mateusza 6:14 mówi: „Jeśli bowiem odpuścicie ludziom ich przewinienia, i Ojciec wasz niebieski odpuści wam”. Bardzo ważne jest zrozumienie tego warunku, ponieważ sam Jezus go ustanowił: jeśli nie odpuścicie ludziom, to i Ojciec wasz nie odpuści wam waszych przewinień (Ewangelia Mateusza 6:15). Czy to prawda, czy nie?

Czy Bóg nie przebacza, gdy nie wybaczasz komuś innemu tego, co ta osoba zrobiła przeciwko tobie? Oczywiście. On nie przebaczy ci, jeśli ty nie wybaczysz innym ludziom. Pamiętaj o tym. To fundamentalna zasada w Bożych relacjach z ludźmi: On traktuje nas tak, jak my traktujemy innych. Jeśli jesteśmy miłosierni wobec innych, Bóg jest miłosierny wobec nas. Jeśli wybaczasz innym, Bóg wybacza tobie. Widzieliśmy to w Ewangelii Mateusza 5:7: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Tutaj możemy powiedzieć, że błogosławieni są ci, którzy wybaczają innym, albowiem im zostanie wybaczone, a ci, którzy nie wybaczają innym, nie otrzymają przebaczenia.

Jezus opowiedział kiedyś historię, aby jasno to zilustrować w Ewangelii wg św. Mateusza 18:21-35. To bardzo ważna przypowieść, którą musimy zrozumieć. Był król, który miał dużo sług, a wszyscy byli mu winni mnóstwo pieniędzy. Jeden z nich był mu winien 10 000 talentów – to coś w rodzaju miliarda rupii – ogromny dług, którego nigdy nie zdołasz spłacić. Król był miłosierny i darował mu ten dług. Ten człowiek, któremu darowano dług, wyszedł i znalazł inną osobę, która była mu winna sto rupii, chwycił ją za gardło i powiedział: „Jeśli mi nie zapłacisz, zabiorę cię do sądu i zamknę w więzieniu”, po czym dokładnie tak zrobił. Gdy inni słudzy to zobaczyli, poszli i donieśli o tym królowi. Król wezwał sługę i powiedział: „Sługo zły! Wszystek tamten dług darowałem ci, boś mnie prosił. Czy i ty nie powinieneś był zlitować się nad współsługą swoim, jak i ja zlitowałem się nad tobą?”. I król zapłonął gniewem. Wydał tego sługę katom, aż spłaci wszystko, co był winien.

Innymi słowy, ten darowany dług z powrotem spadł na jego głowę. Jak to wyjaśnić? Czy Bóg, który nam wybacza, może to wybaczenie „cofnąć”? Czy ponownie nakłada nam na głowy grzechy, które już raz przebaczył? Według tego wersetu – tak. Biblia nigdy nie mówi, że Bóg zapomniał o naszych grzechach. On mówi: „grzechów ich nie wspomnę więcej” (List do Hebrajczyków 10:17), co oznacza: „Nie będę ci wytykał twoich grzechów.”.

Nie ma żadnego wersetu, który mówiłby, że Bóg całkowicie zapomina. Ja sam nie potrafię zapomnieć grzechów, które popełniłem, więc jak Bóg mógłby o nich zapomnieć? Nie, On nadal o nich wie, ale nie przypisuje nam ich winy. Ta przypowieść uczy nas, że jeśli przebaczasz innym, Bóg przebacza tobie, a jeśli nie przebaczasz, Bóg ci nie przebaczy.

Ostatnia prośba brzmi: „I nie wódź nas na pokuszenie”. Co to oznacza? Bóg nie pozwoli, abyśmy byli kuszeni ponad nasze siły (1 Koryntian 10:13), ale dobrze jest modlić się w ten sposób, ponieważ dobrze jest zdawać sobie sprawę, że niektóre pokusy znacznie przekraczają nasze możliwości. Wiemy, że Bóg nie pozwoli, byśmy byli poddawani próbie ponad nasze siły, ale musimy się modlić, abyśmy nie zostali wprowadzeni w pokusę, która jest dla nas zbyt silna. „Ale nas zbaw ode złego”. Wyrażam w ten sposób postawę pokory, mówiąc: „Nie wiem, jak przezwyciężyć tę pokusę. Nie mam siły, by ją pokonać. Dlatego Panie, mój Ojcze, proszę, nie wprowadzaj mnie w coś, co jest dla mnie zbyt trudne”. Kiedy modlę się w ten sposób, wyrażam moją niemoc i bezradność. To właściwa postawa wobec pokusy.

Nie powinniśmy myśleć, że jesteśmy zbyt silni, by ulec pokusie. To właśnie dlatego wielu ludzi nie odnosi zwycięstwa nad grzechem. Powodem, dla którego większość chrześcijan ponosi porażkę w walce z grzechem, jest nadmierna pewność siebie. Myślą, że mają w sobie dość siły i sądzą, że kilka dodatkowych postanowień oraz zaciskanie zębów pomoże im zwyciężyć. Nie, to nie zadziała. Musimy uznać: „Panie, nie wódź mnie na pokuszenie zbyt silne dla mnie, a kiedy stanę w obliczu jakiejkolwiek pokusy, wybaw mnie ode złego, ponieważ sam nie jestem w stanie pokonać zła”. Gdybyśmy tylko zdali sobie sprawę, że zło jest dla nas zbyt silne, nawet jeśli chodzi o przebaczanie innym, modlilibyśmy się tak, jak uczy nas Jezus. Jeśli trudno ci komuś wybaczyć, jeśli ktoś wyrządził tobie lub twojej rodzinie straszną krzywdę i czujesz, że wybaczenie temu człowieku za zło, które uczynił, jest niezwykle trudne – wtedy możesz prosić Boga o łaskę. Powiedz: „Panie, proszę pomóż mi, wybaw mnie od tego zła, jakim jest brak przebaczenia. Nie jestem w stanie wybaczyć tej osobie, ale proszę Cię, pomóż mi jej wybaczyć”.

Modlitwa jest wyrazem naszej słabości i naszej bezradnej zależności od Boga, a wiara to ufność, że Bóg mi pomoże, ponieważ jest moim Ojcem, który jest w niebie i który posłał swego Syna na śmierć, aby uwolnić mnie od wszystkich moich grzechów. List do Rzymian 8:32 mówi: „On, który nie oszczędził nawet własnego Syna, ale Go za nas wszystkich wydał, jakżeby wraz z Nim nie darował nam wszystkiego?”.

Modlitwa kończy się w Ewangelii Mateusza 6:13 słowami: „Bo Twoje jest Królestwo i moc, i chwała na wieki wieków, Amen”.

To bardzo ważne, abyśmy w ten sposób kończyli naszą modlitwę, mówiąc: „Panie, na samym końcu, kiedy już wysłuchasz mojej modlitwy i uczynisz wszystko, o co Cię prosiłem, chcę uznać, że królestwo należy do Ciebie i moc należy do Ciebie. Ja nie mam mocy, by tak żyć; nie mam mocy, by zwyciężyć grzech. Moc jest Twoja. A kiedy zwyciężę grzech, niech chwała również będzie Twoja”.

Modlitwa kończy się słowem „Amen”, co oznacza: „Niech tak się stanie”.

Zac Poonen