Nie osądzaj

Nie osądzaj

dnia 5 maja 2026

„Nie sądźcie, abyście nie zostali osądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim zostaniecie osądzeni i jaką miarą mierzycie, taką wam w zamian odmierzą. A czemu widzisz drzazgę w oku swojego brata, a nie dostrzegasz belki w swoim oku? Albo jak możesz powiedzieć swojemu bratu: Pozwól, że wyrwę drzazgę z twojego oka, a oto belka jest w twoim oku? Obłudniku! Wyrwij wpierw belkę ze swojego oka, a wtedy przejrzysz, by wyrwać drzazgę z oka swojego brata.” (Ewangelia Mateusza 7:1-5)

Niestety, wśród chrześcijan bardzo powszechną praktyką jest osądzanie ludzi, patrzenie na nich z góry i pogardzanie nimi. Często zdarza się, że chrześcijanie uważają się za lepszych od innych, choć w większości przypadków nie wiedzą o nich wszystkiego. W Liście do Hebrajczyków 9:27 czytamy: „A jak postanowiono ludziom raz umrzeć, a potem sąd”. Kiedy więc Wszechmogący Bóg, Stwórca tego wszechświata, osądza ludzi? Zgodnie z tym wersetem: „Raz umrzeć, a potem nastąpi sąd”. Tak więc Bóg sądzi ludzi dopiero po ich śmierci.

A kiedy ty osądzasz ludzi? Osądzasz ich na długo przed ich śmiercią. Dlaczego Bóg czeka z osądem aż do śmierci człowieka? Ktoś może być złym człowiekiem, ale Bóg mówi: „Mam dla niego nadzieję. Być może się zmieni”, i dlatego Bóg czeka. Pomyśl, co by się stało, gdyby Bóg osądził konającego na krzyżu łotra, który poszedł do raju, zanim ten zmarł. Zastanów się, co by było, gdyby Bóg osądził go kilka minut lub kilka godzin przed śmiercią. To byłoby straszne. Ostatecznie zasłużył on na raj, ale zostałby osądzony i skazany na piekło. Bóg czekał, aż umrze, a potem zabrał go do raju. To pokazuje, że Bóg czeka z sądem, aż człowiek wyda ostatnie tchnienie. Człowiek jest niecierpliwy i osądza innych na długo przed ich śmiercią. Na tym polega ludzka głupota. Człowiek nie zna wszystkich faktów. Nie zna 99% prywatnego, wewnętrznego życia danej osoby. Nie wie, jak bardzo ta osoba walczyła lub się modliła, a mimo to ją osądza. Żaden poważny sędzia Sądu Najwyższego nigdy nie wydałby wyroku na podstawie tak skąpych dowodów. Gdyby sędzia znał tylko 1% sprawy, powiedziałby: „Słuchajcie, potrzebuję więcej dowodów, zanim wydam wyrok. Do tego czasu wstrzymuję się od sądu”. To samo powinien postępować każdy chrześcijanin.

Kiedy osądzamy drugą osobę, tak naprawdę obnażamy jedynie stan własnego serca. Jak mówi Księga Przysłów 27:19: „Jak w wodzie odbija się twarz, tak serce jest zwierciadłem człowieka.” Albo jak w lustrze, człowiek widzi w nim własną twarz. Znaczenie jest takie, że to, co uważasz za złe intencje w sercu innej osoby, jest jedynie odzwierciedleniem niewłaściwych postaw, jakie sam nosisz we własnym sercu. Wyobrażasz sobie, że ten człowiek nie może robić danej rzeczy z dobrych pobudek. Myślisz: „To musi wynikać ze złych intencji, ponieważ ja sam zrobiłbym coś takiego tylko ze złych pobudek”. W ten sposób ujawniasz prawdę o swoim własnym sercu. Osądzanie innych ludzi jest wielką głupotą.

Pomyśl o przypowieści o synu marnotrawnym. Czytamy w niej o starszym synu, który był bardzo oburzony, widząc Ojca cieszącego się z powrotu swojego marnotrawnego syna. Gdy Ojciec wychodzi i pyta starszego syna, dlaczego nie chce wejść do środka, spójrz, co on odpowiada w Ewangelii Łukasza 15:30: „Ten twój syn ”. Nie nazywa go nawet „moim bratem”. Cóż za pogardliwy sposób mówienia! „Roztrwonił twój majątek z nierządnicami”. Skąd on to wiedział? Skąd mu przyszło do głowy, że jego młodszy brat zadawał się z nierządnicami? Czy ktoś przyszedł i mu to doniósł? Wcale nie. Po prostu założył, że ten człowiek, jego młodszy brat, musiał wydawać pieniądze na nierządnice. Mogło to być zupełną nieprawdą. Być może pił i w nierozsądny sposób roztrwonił swoje pieniądze, ale niekoniecznie na prostytutki. Ale kiedy masz takie złe nastawienie, jak ten starszy brat wobec swojego młodszego brata, zawsze wyobrażasz sobie o drugiej osobie to, co najgorsze. A ilekroć wyobrażasz sobie o kimś najgorsze rzeczy, możesz mieć pewność, że problem leży bardziej w tobie niż w tej drugiej osobie. Ta druga osoba może ostatecznie zasiąść z Ojcem przy stole, spożywając tuczne cielę, podczas gdy ty możesz skończyć na zewnątrz domu.

W przypowieści o synu marnotrawnym na początku młodszy syn znajduje się poza domem, a starszy w środku. Na końcu tej historii jest odwrotnie: młodszy syn jest w środku, a starszy na zewnątrz, ponieważ osądza innych. Pod koniec tej historii to młodszy syn jest w domu, a starszy poza nim, ponieważ osądza innych. Upewnij się, że nie skończysz poza domem Ojca tylko dlatego, że osądzasz ludzi na podstawie niewystarczającej wiedzy. Najbezpieczniej jest po prostu wcale nie osądzać.

Nie sądźcie. Jezus mówi: nawet jeśli kogoś osądzasz, to co właściwie robisz? Wytykasz drzazgę w oku swego brata, podczas gdy we własnym oku masz belkę? Tak właśnie powiedział. Czym jest ta belka w oku człowieka? Nie można przecież mieć fizycznej belki w oku. Jednak Jezus używa przesady, aby pokazać, jak ciężki jest twój grzech w porównaniu z grzechem tamtej osoby. Przyjmijmy nawet, że zrobiła ona coś strasznego. Jednak twoja postawa pozbawiona miłości jest belką w porównaniu z jej grzechem, który jest jedynie drzazgą.

Może i chodził do nierządnic. No dobrze, to grzech. Ale nawet to jest jedynie drzazgą w porównaniu z twoją pozbawioną miłości postawą wobec niego. To jest jak belka w twoim oku. Pan mówi, abyś pozbył się swojego braku miłości do innych. Mówi, że brak miłości wobec tego człowieka sprawia, że ciągle chcesz mu coś zarzucić. Cokolwiek on zrobi, przypisujesz mu złe intencje. Taka osoba nie może w twoich oczach zrobić nic dobrego. Jest w nich zła, ale ty nie dostrzegasz, jak bardzo sam jesteś zły, mając wobec niej tak pozbawione miłości nastawienie. Co więc On mówi? Wyobraź sobie człowieka, który ma bardzo słaby wzrok. Czy poszedłbyś do kogoś takiego, aby wyciągnął ci coś z oka? Czy wybrałbyś się do okulisty, który jest niemal ślepy z powodu zaćmy i innych problemów z oczami? Jakim cudem mógłby on zajrzeć w twoje oczy i usunąć z nich małą drzazgę? Nie chciałbym się nawet zbliżać do kogoś takiego.

Właśnie to mówi Pan. Jak możesz mówić swemu bratu: „Pozwól, że wyjmę drzazgę z twego oka”, gdy w twoim własnym oku tkwi ogromna belka, która uniemożliwia ci właściwe widzenie? Możesz mu uszkodzić oko. Pan mówi jednak: „Obłudniku! Zobacz, jak bardzo jesteś pozbawiony miłości”. Każdy, kto ma w sobie brak miłości do drugiego człowieka i go osądza, jest według Ewangelii św. Mateusza 7:5 hipokrytą. Najpierw pozbądź się tej nienawistnej postawy, a wtedy będziesz widział wyraźnie. Wówczas ten brat może sam przyjść do ciebie i powiedzieć: »Bracie, czy mógłbyś proszę wyciągnąć drzazgę z mojego oka?”. Czyż to nie wspaniałe, gdy dochodzi do takiej sytuacji?

Zac Poonen

Przesłanie do przywódców Kościoła

Przesłanie do przywódców Kościoła

dnia 28 kwietnia 2026

My, którzy stoimy na czele kościołów musimy być przykładem dla innych członków naszych wspólnot, krocząc drogą Krzyża. Naszym wielkim pragnieniem powinno być służenie innym, na wzór samego Jezusa, a nie być ich przywódcami. Jezus powiedział: „Wiecie, że ci, których uważa się za władców narodów, nadużywają swej władzy nad nimi, a możni ich rządzą nimi samowolnie. Lecz nie tak ma być między wami, ale ktokolwiek by chciał być między wami wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu”. (Ewangelia Marka 10:42–45).

Nigdy nie wolno nam przywiązywać się do naszej pozycji ani żadnych zaszczytnych tytułów (Ewangelia Mateusza 23:10). Nie wolno nam uważać się za lepszych pod jakimkolwiek względem od pozostałych braci i sióstr w zborze. W istocie mamy nakaz, by w pokorze traktować innych za wyższych od nas samych, nie jako bardziej uduchowionych (co byłoby niemożliwe), lecz za wyższych od nas (List do Filipian 2:3).

Zanim zaczniemy przewodzić innym, musimy najpierw stać się ich braćmi. Apostoł Jan, pisząc do kościołów w wieku 95 lat, mówi o sobie: „Ja, Jan, wasz brat…” (Księga Objawienia 1:9). Niestety wielu liderów postrzega siebie wyłącznie przez pryzmat sprawowanej funkcji. Musimy nieustannie prosić Boga o łaskę, byśmy w każdej chwili potrafili pozostać zwykłymi braćmi we wspólnocie. Aby jednak tak żyć, musimy trwać w nieprzerwanej, bliskiej relacji z Panem, stojąc z Nim „twarzą w twarz”.

Przywództwo duchowe, będące darem od Boga, nie jest czymś, czym powinniśmy kiedykolwiek posługiwać się wobec innych ani czymś, do czego powinniśmy ich zmuszać. Nie wolno nam nigdy zmuszać innych do posłuszeństwa ani wdawać się z nikim w spory (2 List do Tymoteusza 2:24-25). Jeśli Bóg nas wspiera, nigdy nie będziemy musieli bronić swojego stanowiska, ponieważ sam Bóg stanie w naszej obronie i utwierdzi naszą pozycję. Jeśli jednak ktoś sam próbuje narzucić innym swoją władzę, to jest to najbardziej oczywisty dowód na to, że jego władza nie pochodzi od Boga.

Duchowy przywódca nigdy nie broni się ani nie usiłuje się usprawiedliwiać, gdy jest atakowany lub oczerniany. Biblia mówi: „Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady; (…) On, gdy mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, lecz poruczał sprawę temu, który sprawiedliwie sądzi” (1 Piotra 2:21,23).

Jezus nigdy nie walczył z ludźmi, by narzucić im swoje panowanie. Pozostawił Bogu kwestię Jego obrony i usprawiedliwienia. To jest droga, którą powinni kroczyć wszyscy przywódcy w kościele. Jeśli sami poddajemy się autorytetowi Boga, możemy z ufnością złożyć naszą sprawę w Jego ręce. Możemy pominąć milczeniem wszelkie oszczerstwa, krytykę i obmowy wymierzone przeciwko nam, gdyż Bóg obiecał, że On sam będzie bronił swoich sług przed takimi atakami. Żadna broń ukuta przez innych przeciwko duchowemu przywódcy nie odniesie skutku (Księga Izajasza 54:17). Wielokrotnie doświadczałem prawdziwości tych słów w moim życiu. Takie doświadczenia są wielkim błogosławieństwem.

Dzisiejszy kościół ogromnie cierpi z powodu wielkiego braku przywódców o tak duchowym usposobieniu. Pewnego razu Jezus spojrzał na tłumy, które do niego przybyły, i ogarnęło go wielkie współczucie dla nich. „Ludzie ci byli jak owce niemające pasterza, a ich problemy były tak wielkie, że nie wiedzieli, co robić ani gdzie szukać pomocy” (Ewangelia Mateusza 9:36 Living Bible). Dziś sytuacja wygląda dokładnie tak samo. Rozpaczliwie potrzebujemy przywódców, którzy mają serce pasterza i ducha sługi, mężów bojących się Boga i drżących przed Jego Słowem, aby nieśli pomoc potrzebującym w kościołach.

Ponadto nie wolno nam dopuścić do tego, by ludzie stali się naszymi wielbicielami. W przeciwnym razie nigdy nie dojrzeją do nawiązania osobistej więzi z Chrystusem jako ich Głową. Nie wolno nam przywiązywać nikogo do siebie. Zamiast tego powinniśmy zachęcać każdego, by żył wyłącznie przed obliczem Boga. Nie mogą oni szukać naszej aprobaty w tym, co czynią. A jeśli zauważymy, że ktokolwiek zaczyna się do nas zbytnio przywiązywać, musimy natychmiast go od tego odwieść. Udzielając innym rad, musimy dawać im wolność do niezgadzania się z nami oraz do postępowania w sposób, który sami uznają za właściwy. Jeśli zaś w rezultacie ich sprawy potoczą się źle, musimy być gotowi, by szybko im pomóc, i nigdy nie mówić: „A nie mówiłem?”. Tak właśnie zareaguje prawdziwie duchowy przywódca.

„Bądźcie pełni Ducha (…) ulegając jedni drugim w bojaźni Chrystusowej.” (List do Efezjan 5:18,21).

Jezus jest dla nas wzorem w tym, jak przez 30 lat poddawał się ziemskim okolicznościom oraz autorytetowi swoich ziemskich rodziców. Dopiero gdy okazał się wierny w tych dziedzinach, Ojciec wystawił Mu podczas chrztu takie świadectwo: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. To jest droga, którą i my, liderzy, winniśmy kroczyć.

Biblia mówi: „Bądźcie posłuszni przewodnikom waszym i bądźcie im ulegli; oni to bowiem czuwają nad duszami waszymi i zdadzą z tego sprawę; niechże to czynią z radością, a nie ze wzdychaniem, gdyż to wyszłoby wam na szkodę” (List do Hebrajczyków 13:17). Polecenie to dotyczy również przywódców. Musimy poddawać się okolicznościom, w jakich stawia nas Bóg, a także wszelkiej władzy, którą Bóg nad nami ustanawia, zarówno w świecie, jak i w kościele. Wtedy i my będziemy mogli otrzymać od Boga podobne świadectwo, że jesteśmy Mu mili.

Nigdy nie wolno nam żądać od nikogo, by nam się podporządkował. Jeśli domagamy się posłuszeństwa od innych tylko dlatego, że jesteśmy przywódcami, świadczy to o naszym braku pewności i o tym, że nie znamy naprawdę Boga – Bóg bowiem daje ludziom wolność wyboru, czy podporządkować się Mu, czy też zbuntować się przeciwko Niemu – a my nie jesteśmy więksi od Boga. Zatem jako liderzy nie mamy prawa wymagać od nikogo posłuszeństwa. Jesteśmy powołani do służby, a nie do wymuszania posłuszeństwa.

Musimy bacznie uważać, abyśmy nie zmuszali nikogo do uległości wobec nas siłą własnej osobowości. Dla lidera o silnym charakterze niezwykle łatwym jest zyskać władzę nad innymi w kościele poprzez samą moc swojej osobowości. To jest zło. Taka „moc duszy” musi zostać uśmiercona. Ludzie w kościele muszą mieć wolność do tego, by się z nami nie zgadzać. Nikt nie powinien się nas bać. Jezus pozwolił Piotrowi, by ten Go upomniał (Ewangelia Mateusza 16:22). Zapytaj siebie: czy twoi bracia czują się swobodnie, by cię upomnieć? Jeśli nie, musisz wypracować swoje zbawienie, uwalniając się od wywyższania samego siebie i uniżyć się tak, jak czynił to Jezus, gdy stąpał po tej ziemi”.

Nigdy nie wolno nam prowadzić kościoła na wzór dyktatury, gdzie bracia i siostry żyją pod ciężarem licznych reguł i przepisów. To uczyniłoby z kościoła legalistyczny klub, w którym prawdziwie pobożni bracia i siostry nigdy nie poczuliby się jak w domu. Zamiast nich władzę zyskają cieleśni, ślepo ulegli „potakiwacze”. To jest zło.

Nie zrodzimy świętości w innych poprzez ustanawianie wielu zasad w naszych wspólnotach. Musimy głosić Słowo, ale nie wolno nam zmuszać ludzi do dopasowania się do konkretnego schematu. Gdy ludzie robią coś tylko po to, by nam się przypodobać, bez osobistego przekonania, ich czyny będą jedynie martwymi uczynkami, nawet jeśli te uczynki wydają się być sprawiedliwe i dobre w oczach ludzi.

Uczynki, które wykonujemy, aby przypodobać się ludziom lub wywrzeć na nich wrażenie są martwe. Wszelkie martwe uczynki nie są miłe Bogu. Uczynki, które Bóg przyjmuje, to te, które czynimy wyłącznie dla Jego upodobania. Jeśli mamy poprowadzić braci i siostry do wykonywania takich dzieł, to należy pozostawić im taką samą swobodę, jaką sam Bóg pozostawił Adamowi i Ewie w raju. Prawdziwa świętość może być doskonalona jedynie w bojaźni Bożej (2 Koryntian 7:1), a nie w lęku przed jakimkolwiek przywódcą kościelnym.

Jeśli Bóg powoła w twoim zborze młodszych braci do pełnienia posługi, w której ludzie będą mieli do nich większe zaufanie niż do ciebie, musisz uznać to za dzieło Boże i z pokorą pozwolić tym namaszczonym, młodszym braciom zająć należne im miejsce we wspólnocie. W przeciwnym razie przyjdzie ci walczyć z samym Bogiem.

Jeśli jesteś kochającym ziemskim ojcem, z pewnością pragniesz, aby twoje dzieci zdobyły lepsze wykształcenie niż ty sam. Prawdziwy ojciec duchowy będzie miał podobne pragnienie – aby jego duchowe dzieci wzrastały ponad niego samego. Jeśli nie masz takiego pragnienia wobec tych, którym służysz, nie jesteś ojcem duchowym. Wówczas nie nadajesz się na lidera i będziesz jedynie przeszkodą w budowaniu Ciała Chrystusa w twojej okolicy.

Przywódcy, którzy przejawiają autorytarne postawy i okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi tych niewiernych liderów. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

Liderzy o autorytarnych postawach, którzy okazują stronniczość wobec swoich przyjaciół w Kościele, mogą mniemać, że uniknęli Bożego sądu za takie grzeszne postępowanie. Pan jednak dostrzega wszystko i prowadzi dokładny zapis takich spraw. W wyznaczonym przez Siebie czasie surowo osądzi owych niewiernych przywódców. Wtedy wszyscy zobaczą, że Pan nie oszczędza nawet lidera, który jest hipokrytą, który panoszy się nad swoją trzodą lub rządzi innymi z surowością. U Boga nie ma stronniczości! Zatem: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł” (1 Koryntian 10:12).

List do Hebrajczyków 12:26–28 mówi nam, że „Bóg wstrząśnie i usunie wszystko, czym można wstrząsnąć, aby pozostało to, co niewzruszone”.

Wokół nas, w chrześcijaństwie, widzimy wielkich kaznodziejów upadających w grzech oraz kościoły, które zdawały się podążać za nowotestamentowym wzorcem, a teraz dzielą się i trzęsą w posadach. Jeśli mamy budować Ciało Chrystusa, które pozostanie niewzruszone pośród tych wszystkich wstrząsów, jakich dziś doświadczamy, pośród światowości i kompromisu, które widzimy z jednej strony, a legalizmu i faryzeizmu z drugiej, musimy służyć Bogu „z nabożnym szacunkiem i bojaźnią. Albowiem Bóg nasz jest ogniem trawiącym” (List do Hebrajczyków 12:28-29).

Obyśmy kroczyli ścieżką pokory w każdym czasie, aż do końca naszych dni. Amen

Zac Poonen

Lęk jest obrazą dla Boga

Lęk jest obrazą dla Boga

dnia 21 kwietnia 2026

Dla wielu ludzi lęk nie jest grzechem, podobnie jak gniew, chciwość, pogoń za uznaniem, nienawiść do wroga czy niewinne kłamstwa.

Wielu nazywa takie rzeczy po prostu słabością. Dopóki będziesz to nazywać „słabością”, nigdy się od tego nie uwolnisz. Jezus nie przyszedł, aby nas zbawić od słabości; przyszedł, aby nas zbawić od grzechu. Jeśli wyznamy coś jako grzech, Jezus nas od tego uratuje. Jeśli jednak spróbujesz nadać mu bardziej subtelną nazwę, nigdy się od niego nie uwolnisz. Nazwij coś tak dosadnie, jak tylko potrafisz: nazwij pożądanie „cudzołóstwem”, gniew „morderstwem”, a miłość do pieniędzy „nienawiścią do Boga”, a będziesz wolny, ponieważ zobaczysz, jak wielkim jest to złem.

Jeśli uważasz, że rak jest równoważny z kaszlem czy z przeziębieniem, nie potraktujesz go poważnie. Wielu ludzi traktuje te grzechy bardzo lekko, mimo że Jezus tak stanowczo się im sprzeciwiał. Nie winię ich za to, ponieważ uważam, że to ich przywódcy i nauczyciele nie nauczyli ich tego . Powszechnie brakuje chrześcijańskich kaznodziejów i nauczycieli, którzy głoszą całą prawdę Bożą, i którzy nie dążą do zdobycia ludzkiej sławy. Tylko nieliczni kaznodzieje nie pragną cudzych pieniędzy, ale chcą jedynie głosić prawdę, by poprowadzić lud Boży ku duchowej pomocy. To tak, jakby lekarz nie był zainteresowany twoimi pieniędzmi, ale pragnął doprowadzić cię do zdrowia. Takich kaznodziejów jest bardzo niewielu.

Ludzie nazywają lęk słabością. To nie jest tylko słabość.

Trzykrotnie w Ewangelii Mateusza 6:25-34 Jezus Chrystus, Pan całego wszechświata, mówi: „Nie martwcie się”. W ciągu zaledwie dziesięciu wersetów Pan powtarza te słowa trzy razy. To jest ten sam Pan, który nakazał nam nie zabijać, nie cudzołożyć i nie kraść. Zbierzmy to wszystko razem: „Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij i nie martw się”. Które z tych nakazów nie jest grzechem? Czy możesz powiedzieć: „No cóż, martwię się tylko raz lub dwa razy w tygodniu”? To tak, jakby powiedzieć: „Cóż, zabijam ludzi tylko raz lub dwa razy w tygodniu” albo: „Cudzołożę raz lub dwa razy w tygodniu, niezbyt często”.

Dlaczego niektóre grzechy traktujemy poważnie, a inne nie? Ponieważ nauczyciele tego nie nauczyli. Strach nie jest słabością lecz grzechem, tak jak grzechem jest morderstwo. Skąd wiemy, co jest grzechem? Jeśli Bóg mówi, że nie wolno tego robić, to jest to grzech. Jeśli Bóg powiedział, że musisz kochać swoją żonę, nawet jeśli jest ona złą kobietą, to musisz ją kochać, ponieważ tak powiedział Bóg. A jeśli Bóg nakazał czegoś nie robić, to nawet jeśli nie uważasz tego za zło, nie rób tego, bo to jest złe. Nie chodzi o to, że uważam, iż cudzołóstwo jest złe. To Bóg powiedział: „Nie rób tego”. On powiedział: „Nie martwcie się” i „Nie lękajcie się”. Chcę uznać za złe te rzeczy, których Bóg zabronił.

Lęk niszczy moją więź z Bogiem. Lęk mówi, że Bóg się o mnie nie troszczy. To obraza dla Boga. Co pomyślałbyś o czteroletnim dziecku, które je ze śmietników? W naszym kraju jest wiele takich dzieci. Niestety, nie mają one rodziców, którzy by o nie dbali. Czy nasz Ojciec Niebieski jest taki? Czyż nasz Ojciec Niebieski nie troszczy się o nas? Stawianie naszego Ojca Niebieskiego w tej samej kategorii, co ojców tych dzieci jedzących ze śmietników, jest dla Niego obrazą. Te dzieci nie wiedzą, skąd wezmą następny posiłek i mają prawo być pełne lęku, ponieważ ich ziemscy ojcowie o nie nie dbają. Ale jeśli masz Ojca Niebieskiego i się zamartwiasz, to znaczy, że twierdzisz, iż twój Ojciec Niebieski również tak postępuje.

„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje” (werset 25). Nie zamartwiajcie się o swoje życie – o to, co zjecie, co wypijecie, ani o swoje ciało. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm i odzienie? Łukasz podaje przykład ptaków na niebie: nie sieją, nie żną ani nie gromadzą w spichlerzach, a jednak wasz Ojciec Niebieski je karmi. Ile razy widziałeś martwego ptaka na drodze? To naprawdę rzadki widok. Myślę, że na palcach jednej ręki mógłbym policzyć, ile razy w całym swoim życiu widziałem martwego ptaka na drodze. Czy widzieliście ptaki przymierające głodem? To niezwykle rzadkie. Na ziemi żyją miliony ptaków i one znajdują pożywienie, mimo że nie sieją i nie żną, i muszą szukać jedzenia. Kto je karmi? Jezus powiedział, że wasz Ojciec Niebieski je karmi. On nie jest ich Ojcem Niebieskim; On jest naszym Ojcem Niebieskim. Dla nich jest Stwórcą i je karmi, ale dla nas jest nie tylko naszym Stwórcą, On jest naszym Ojcem. Czy nie jesteście warci dużo więcej niż te ptaki?

Przeczytałem kiedyś krótki wierszyk, który bardzo mi się spodobał. Opowiada o prowadzących rozmowę dwóch małych ptaszkach. Rudzik rzekł do wróbla: „Naprawdę chciałbym wiedzieć, dlaczego ci zatroskani ludzie tak pędzą i wciąż się martwią?”. Wróbel odpowiedział rudzikowi: „Przyjacielu, myślę, że to dlatego, że nie mają Ojca Niebieskiego, który dbałby o nich tak, jak dba o ciebie i o mnie”.

Musimy pamiętać, że to nie jest tylko piękna opowiastka. Myślenie, że Bóg nie dba o każdą naszą troskę, jest zniewagą dla Niego.

Jakie jest rozwiązanie? Biblia w Liście do Filipian 4:6 mówi, aby o nic się nie martwić. To absolutnie jednoznaczne stwierdzenie: „O nic się już nie martwcie”. Musimy jednak coś zrobić z przyczyną lęku. Być może zmagasz się teraz z jakimś problemem i nie wiesz, co będzie dalej. Co powinieneś zrobić? Bóg nie mówi, żeby nic nie robić, ale On mówi, żeby się o to modlić. Przedstawianie próśb oznacza wyłuszczenie Bogu konkretnej sprawy i powiedzenie Mu dokładnie, na czym polega problem. Po prośbie, nie zapomnij dopełnić modlitwy dziękczynieniem. Dziękczynienie jest podziękowaniem: „Dziękuję Ci, Ojcze, za wysłuchanie mojej modlitwy i dziękuję za troskę o mnie”. Składanie Bogu podziękowań jest jak pokwitowanie czyli potwierdzenie, że mój list dotarł przed oblicze Boga, i że On go otrzymał. To właśnie wyznaję, mówiąc: „Dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś”.

A kiedy zrobisz te dwie rzeczy, jak mówi List do Filipian 4:7, wtedy „pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum (którego nie jesteśmy w stanie pojąć), będzie strzec (słowo »strzec« ma tu pochodzenie wojskowe, jak twierdza) serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie”.

Wolność od lęku to przykazanie, któremu musimy być posłuszni. Kiedy uwolnisz się od lęku, uwolnisz się także od ogromu zniechęcenia. To wspaniały krok, który musimy podjąć.

Zac Poonen

Budowanie Świątyni dla Boga

Budowanie Świątyni dla Boga

dnia 14 kwietnia 2026

Kiedy Bóg wyprowadził Izraelitów z niewoli egipskiej i prowadził ich przez pustynię, nakazał im: „I zbudują mi świątynię, abym mieszkał pośród nich.” (Księga Wyjścia 25:8). Świątynię tę nazywano Przybytkiem (Namiotem Spotkania), a później, po wkroczeniu Izraelitów do Kanaanu zastąpiła ją świątynia.

Z tego wersetu wynika, że Bóg pragnął zamieszkać pośród swojego ludu. Od przyjścia Chrystusa Bóg nie mieszka już w żadnym ziemskim budynku. Teraz pragnie On mieszkać w ludzkich sercach i domach. Pan mówi nawet dzisiaj: „Zbudujcie Mi świątynię (święte miejsce), abym mógł zamieszkać wśród was”. Właśnie w tym celu Bóg łączy męża i żonę w małżeństwie. Powinni oni budować swój dom jako święte miejsce, w którym Bóg będzie mógł z nimi przebywać.

Budowanie domu dla chwały Boga

Zazwyczaj, gdy ludzie biorą ślub, myślą o zbudowaniu własnego domu. Taki cel stawia sobie każda niechrześcijańska para. Jednak jako wierzący, jeśli chcemy oddawać cześć Panu Jezusowi Chrystusowi i Jego Słowu, nie powinniśmy budować domu dla siebie samych. Musimy budować świątynię, w której zamieszka Bóg. To jest zasadnicza różnica między prawdziwie chrześcijańskim domem a domem niechrześcijańskim. Wielu wierzących nie stawia sobie tego za cel, dlatego w ich domach panuje tyle nieszczęścia i bezbożności. Zbudowali oni dom dla siebie, a nie dla Boga.

Kiedy ludzie biorą ślub, wiążą z tym wielkie nadzieje na szczęśliwe życie. Jednak po upływie kilku miesięcy, gdy proza życia daje o sobie znać, rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej. Nieustannie się kłócą i krzyczą na siebie. Zanim dotrwają do dziesiątej rocznicy ślubu, wiele par ma już siebie serdecznie dosyć. Dlaczego tak jest? Ponieważ samolubnie budowali dom dla samych siebie. Słowo Boże uczy nas jednak, że możemy cieszyć się szczęśliwym życiem małżeńskim tylko wtedy, gdy dążymy do oddania chwały Bogu i budujemy nasz dom dla Niego.

Boży cel dla małżeństw jest taki sam, jak Jego cel dla Izraelitów w Starym Testamencie. Łączy On ludzi w małżeństwie, aby mogli budować dom dla Jego chwały. W Księdze Wyjścia Bóg przekazał Izraelitom szczegółowe plany budowy Przybytku, a oni mieli go zbudować dokładnie tak, jak im nakazał. Izraelici byli na tyle pokorni, że ściśle trzymali się Bożego planu. W rezultacie chwała Pana spoczęła na tym Przybytku (Księga Wyjścia 40:34). Ty również musisz budować swój dom zgodnie z Bożym planem, jeśli chcesz, aby chwała Boża zamieszkała w nim domu. Staraj się budować swoje małżeństwo dokładnie tak, jak nakazał Pan w Piśmie Świętym. Wtedy chwała Boża spocznie także na twoim domu.

Budowanie domu zgodnie z Bożym porządkiem

W wielu chrześcijańskich rodzinach dostrzegamy zgorzknienie, zazdrość, narzekanie i miłość do pieniędzy. Nie różni się to zbytnio od sytuacji w rodzinach niechrześcijańskich. Powód jest oczywisty: chwała Boża nie może wypełnić tego domu, ponieważ małżonkowie nie starali się budować go zgodnie ze Słowem Bożym. Zamiast tego zbudowali swój dom w oparciu o własny rozum.

W 1. Liście do Koryntian 11:3 wyraźnie widzimy Boży porządek panujący w rodzinie: „Głową każdego mężczyzny jest Chrystus, a głową kobiety mężczyzna”. Często spotykamy te słowa wypisane na drewnianych tabliczkach w chrześcijańskich domach: „Chrystus jest głową tego domu”. Jednak w rzeczywistości to nie Chrystus jest głową tej rodziny. Kiedy Bóg stworzył Adama i Ewę, ustanowił Adama głową Ewy. Sam Bóg zaś był głową Adama. Zaraz po tym, jak Bóg połączył ich w jedno, w Piśmie Świętym czytamy, że na scenę wkroczył szatan. To uczy nas, że nawet dzisiaj, gdy tylko Bóg połączy mężczyznę i kobietę węzłem małżeńskim, pojawia się szatan. Musimy więc być czujni. Nie możemy pozwolić, by szatan wkroczył do naszych domów.

W jaki sposób szatan dostał się do tego pierwszego domu? Stało się tak, ponieważ Adam i Ewa nie zastosowali się do Bożego nakazu. Kiedy szatan przyszedł do Ewy i zasugerował jej, by nie posłuchała Bożego przykazania, powinna była odpowiedzieć: „Cóż, szatanie, nie mogę podjąć tej decyzji sama. Bóg dał mi głowę. Najpierw się go poradzę, a potem ci odpowiem”. Jakże inaczej potoczyłaby się ta historia, gdyby tak postąpiła! Jednak ona wdała się w dyskusję z szatanem i ostatecznie podjęła decyzję bez konsultacji ze swoją głową. Złamała prawo Boże, a potem namówiła męża, by on również nie posłuchał Boga. Adam powinien był jej powiedzieć: „Bóg jest moim zwierzchnikiem. Wpierw zasięgnę Jego rady”. Jednak on również nie zastosował się do Bożego nakazu. Gdyby tylko przestrzegali Bożego porządku w swoim domu, cały grzech, nieszczęście i zamęt, które istnieją dzisiaj na świecie, nie miałyby miejsca. Właśnie w ten sposób szatan przenika do wielu domów i niszczy je nawet dzisiaj. W Psalmie 127:1 czytamy: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”.

Pan może zbudować nasz dom tylko wtedy, gdy będziemy ściśle przestrzegać Jego Słowa.

Zac Poonen

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

Czy łączy cię z Jezusem miłosna więź?

dnia 7 kwietnia 2026

Pieśń nad Pieśniami to ważna księga dla wszystkich chrześcijan. Jestem głęboko wdzięczny Panu, że poprowadził mnie do zgłębienia właśnie tej księgi na samym początku mojego chrześcijańskiego życia. Osobista, pełna miłości i oddania intymna relacja z Chrystusem jest źródłem, z którego wypływa każda prawdziwa służba dla Pana, czy jest to ewangelizacja, zakładanie kościołów, nauczanie Biblii, działalność społeczna, czy cokolwiek innego. Najpierw musimy nauczyć się „Pieśni Oblubieńca i oblubienicy” – pieśni, którą nasz Pan śpiewa nam, a my śpiewamy Mu w odpowiedzi.

Kiedy czytamy Pieśń nad Pieśniami 1:1, od razu rzuca się w oczy, że jest to przede wszystkim pieśń Salomona – pieśń Oblubieńca – a nie oblubienicy. Oznacza to, że jest to przede wszystkim pieśń naszego Pana skierowana do nas, a nie nasza pieśń skierowana do Niego. „My miłujemy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1 Jana 4:19). To nie my Go pokochaliśmy pierwsi. To On nas pierwszy umiłował. Tylko dlatego, że On pierwszy zaśpiewał nam tę pieśń, możemy teraz śpiewać pieśń dla Niego.

W Pieśni nad Pieśniami 4:8 słyszymy Oblubieńca mówiącego do oblubienicy: „Zstąp wraz ze mną z Libanu, panno młoda, zstąp wraz ze mną z Libanu! Zejdź ze szczytu Amana, ze szczytu Seniru i Hermonu, od [strony] lwich legowisk, z gór panter!” Jest to zaproszenie do życia w królestwie niebiańskim. Pan mówi: „Nie patrz na sprawy z niskiego/ziemskiego punktu widzenia. Pójdź ze Mną do królestwa niebios i spójrz na wszystko z tamtej perspektywy. Wówczas sprawy ziemskie staną się małe, nieistotne i bezwartościowe, gdy będziesz na nie patrzeć stamtąd”. Pan pragnie wynieść nas na wyższy poziom. To prawda, że są tam lwy-demony, złe moce i zwierzchności. Ale będziemy tam z Panem i razem z Nim pokonamy wszystkie te złe moce.

W Pieśni nad Pieśniami 4:12 Oblubieniec nazywa oblubienicę „ogrodem zamkniętym”, ogrodem przeznaczonym wyłącznie dla Niego. Ona nie należy do nikogo innego. Należy wyłącznie do swojego Pana. Czy tak właśnie wygląda twoja relacja z Panem? Czy Pan może powiedzieć do ciebie: „Jesteś Moim prywatnym ogrodem, należącym wyłącznie do Mnie”? Na świecie jest wiele rzeczy, które mogą nas pociągać, jak choćby okazje do zarabiania większych pieniędzy niż potrzebujemy, zdobywania ziemskiej władzy i sławy czy wyrobienia sobie renomy itp. Takie pokusy można porównać do innych mężczyzn próbujących uwieść oblubienicę. Jednak oblubienica nie daje się im zwieść. Jej serce należy wyłącznie do Ukochanego. Należy tylko do swojego Oblubieńca. Bardzo niewielu wierzących żyje w tak głębokiej relacji z Chrystusem, i właśnie dlatego nie znają Go osobiście, i nie rozumieją Jego Słów. Sekretem zrozumienia Biblii jest przede wszystkim nawiązanie bliskiej relacji z Panem – bo któż lepiej niż On wyjaśni nam, co oznacza Jego Słowo? Podążaj za Nim tak, jak czynili to pierwsi uczniowie, i pragnij usłyszeć, jak do ciebie przemawia. Wtedy twoje oczy zostaną otwarte, tak jak ich, a twoje serce zapłonie ogniem, tak jak zapłonęły ich serca.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2, gdy Oblubieniec przyszedł w środku nocy, wołając: „Otwórz mi, przyjaciółko moja”, oblubienica była zbyt leniwa, by się ubrać i otworzyć drzwi (PnP 5:3). Martwiła się, że jej stopy (które właśnie umyła) mogłyby się pobrudzić. On próbował sam odsunąć zasuwę (PnP 5:4). Wtedy oblubienica zmieniła zdanie i otworzyła drzwi, ale okazało się, że jej Ukochany odszedł. Odszedł, ponieważ nie odpowiedziała od razu, gdy ją zawołał. To samo może się zdarzyć również nam. Pan może powiedzieć do nas: „Rzuć teraz wszystko, co robisz. Przestań czytać tę książkę. Przerwij tę rozmowę. Zostań ze Mną sam na sam i porozmawiaj ze Mną. Chodźmy razem na spacer”. A my możemy odpowiedzieć: „Panie, poczekaj chwilę. Mam coś ważnego do zrobienia. Skończę za 15 minut. Wtedy przyjdę”. A 15 minut później, kiedy zakończymy tę ważną(?) pracę, mówimy: „Panie, teraz jestem gotowy”. Okazuje się jednak, że On już odszedł. Nie możemy Go znaleźć. Czy chcesz być skutecznym sługą Bożym? Wykształć w sobie nawyk porzucania wszystkiego, gdy Pan cię wzywa, i słuchania Go. Nigdy nie będziesz tego żałować.

W Pieśni nad Pieśniami 5:2 Oblubieniec mówi do oblubienicy: „Moja głowa pełna jest rosy, moje kędziory pełne wilgoci nocnej.” Jezus przyszedł na ziemię, aby szukać i zbawić zagubionych, przeszedł drogę krzyża (drogę zaparcia się samego siebie) i cierpiał, szukając zagubionych owiec w ciemnej nocy tego świata. Teraz zaprasza Swoją oblubienicę, by podążyła tą samą drogą. Ale ona nie chce tego.

W Pieśni nad Pieśniami 6:4-10 Oblubieniec wyraża swój podziw dla swojej oblubienicy. Mówi, że spośród wszystkich kobiet nie ma nikogo tak doskonałego jak ona. „Wybieram ją ponad wszystkie inne”. Każdy mąż powinien patrzeć na swoją żonę w ten sposób: na świecie jest wiele atrakcyjnych kobiet, ale nie ma żadnej takiej jak moja żona. W moich oczach jest ona „numerem jeden”. Tak właśnie mówi o nas Pan. Ceni nas bardziej niż wszystkich mądrych, bogatych i wielkich ludzi na świecie.

W Pieśni nad Pieśniami 7:1-9 Oblubieniec zachwyca się swoją oblubienicą. Musimy wyraźnie zrozumieć, że mimo wszystkich naszych słabości nasz Pan naprawdę nas ceni i darzy podziwem. Wielu wierzących żyje w ciągłym poczuciu winy tylko dlatego, że nie potrafią uwierzyć, iż są cenni w oczach Boga. A kiedy Oblubieniec zachwyca się ustami oblubienicy, ona natychmiast odpowiada, że to właściwie bardziej dotyczy Jego warg (Pieśń nad Pieśniami 7:9)! Świadczy to o głębokiej bliskości między nimi, takiej bliskości, jaką powinniśmy mieć z naszym Panem.

W Pieśni nad Pieśniami 7:10 oblubienica mówi: „Ja należę do mojego umiłowanego i do mnie zwraca się jego pożądanie.” Oblubienica nie tylko stwierdza tu, że Pan należy do niej, ale także, że Pan ma w niej upodobanie. Czym innym jest, gdy Pan mówi: „Kocham cię”, a czymś zupełnie innym, gdy mówi: „Jestem z ciebie zadowolony”. Mąż może kochać swoją żonę, ale może nie być zadowolony z tego, jak ona postępuje. Pan może cię kochać, ale może nie być zadowolony z wielu rzeczy w twoim życiu. Dojrzała miłość dąży do tego, by podobać się Panu. Teraz oblubienica staje się współpracownicą swojego Oblubieńca i mówi: „Chodź, mój umiłowany, wyjdźmy w pole” (PnP 7:11). Oblubienica podziela teraz troskę swojego Oblubieńca o potrzebujący świat, w którym pola bieleją do żniwa. Nigdy jednak nie wyruszaj na te pola w pojedynkę. Idź tam ze swoim Ukochanym. Nawiąż z Nim relację, a potem Mu służ. To On najlepiej wie, w której części pola (w jakiej dziedzinie) powinieneś dla Niego pracować.

Właśnie tak starałem się służyć Panu jako Jego pełnoetatowy sługa przez ostatnie sześćdziesiąt lat. Nigdy nie chciałem iść nigdzie sam. Mówiłem: „Panie, Ty prowadź, a ja pójdę za Tobą. Chodźmy razem na pola. Powiedz mi, dokąd idziesz. A jeśli nigdzie nie idziesz, to ja też tam nie chcę iść”. Jeśli będziemy służyć Panu w jedności z Nim i w posłuszeństwie wobec Niego, w naszym życiu nie będzie miejsca na pychę ani na porównywanie naszej służby z posługą innych.

Zac Poonen

Gotowość na przyjście Pana

Gotowość na przyjście Pana

dnia 31 marca 2026

Kiedy Jezus mówił swoim uczniom o swoim powrocie w 24. rozdziale Ewangelii Mateusza, niejednokrotnie podkreślał, że powinni czuwać (Ewangelia Mateusza 24:42, 44; 25:13). To duchowa czujność i gotowość w każdym czasie jest zatem rzeczą najważniejszą, a nie zaś sama znajomość faktów proroczych. W 25. rozdziale Ewangelii Mateusza (który jest kontynuacją proroctw z rozdziału 24.), Jezus wskazuje na trzy obszary, w których jesteśmy wzywani do czujności i wierności, aby być gotowymi na Jego przyjście.

1. Wierność w życiu ukrytym

W tej przypowieści Jezus mówił o dziesięciu pannach (Ewangelia Mateusza 25:1-13). Zauważmy, że żadna z nich nie była nierządnicą (definicję duchowego cudzołóstwa można znaleźć w Liście Jakuba 4:4). Wszystkie były pannami. Innymi słowy, miały dobre świadectwo przed ludźmi. Lampa każdej z nich płonęła (Ewangelia Mateusza 5:16). Ich dobre uczynki były widoczne dla otoczenia. Jednak spośród tych wszystkich panien tylko pięć było mądrych. Na początku nie było to dla wszystkich oczywiste. Ale tylko pięć z nich wzięło ze sobą oliwę w swoich lampach ( Ewangelia Mateusza 25:4).

Owa oliwa w lampie nie była widoczna w nocy, w przeciwieństwie do światła, i symbolizuje ona nasze ukryte życie przed Bogiem, którego ludzie nie mogą dostrzec w ciemnościach tego świata. Każdy z nas posiada taką lampę. Pytanie brzmi: czy mamy w nim oliwę, czy też nie? W całym Piśmie Świętym oliwa jest symbolem Ducha Świętego i odnosi się tutaj do tego życia Bożego, które Duch Święty udziela naszemu duchowi. Zewnętrznym przejawem tego życia jest światło (Ewangelia Jana 1:4). Istotą zaś jest to, co kryje się w środku. Wielu skupia się wyłącznie na zewnętrznych przejawach swojej wiary. To właśnie jest ich błędem. Dopiero w czasach prób i doświadczeń przekonujemy się, że samo zewnętrzne światło nie wystarcza. Aby przejść przez nie zwycięsko potrzebujemy wewnętrznej zawartości Bożego życia.

„Jeśli okazujesz słabość w obliczu kryzysu, jesteś słaby w rzeczywistości” (Księga Przysłów 24:10). Kryzysy życiowe pokazują nam, jak silni lub słabi jesteśmy. W przypowieści o pannach kryzysem było to, że oblubieniec opóźniał swoje przyjście. To właśnie czas pokazuje, na ile prawdziwa jest nasza duchowość. Ten, kto ma wiarę, wytrwa do końca i będzie zbawiony. Czas pokazuje również, kto posiada wewnętrzną zawartość w swoim życiu, a kto nie. Wielu jest jak ziarno, które natychmiast wykiełkowało, ale nie ma życia wewnętrznego. W ich sercach brakuje głębokiej gleby (Ewangelia Marka 4:5). Dlatego trudno jest ocenić nowych wierzących pod kątem ich duchowości lub szczerości serca. Czas wszystko ujawni, jeśli będziemy mieli cierpliwość, by czekać. Sposobem na przygotowanie się na przyjście Chrystusa jest zatem życie wewnętrzne w czystości i wierności przed obliczem Boga. Życie jakie jest w naszych myślach, postawach i motywach, których ludzie wokół nas nie widzą. Jeśli tego nie mamy, oszukujemy samych siebie, myśląc, że jesteśmy gotowi na przyjście Chrystusa.

2. Wierność w naszej służbie

W drugiej przypowieści nacisk położony jest na wierne używanie talentów, które dał nam Bóg (Ewangelia Mateusza 25:14-30). Talenty te reprezentują dobra materialne, pieniądze, naturalne zdolności, życiowe możliwości, dary duchowe itp. Nie wszyscy są w tym obszarze równi, widzimy bowiem w przypowieści, że jeden otrzymał pięć, drugi dwa, a jeszcze inny tylko jeden. Wszyscy jednak mieli tyle samo czasu, by wiernie zarządzać tym, co otrzymali. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie. Dlatego ten, kto pomnożył swoje dwa talenty do czterech, otrzymał taką samą nagrodę jak ten, który pomnożył swoje pięć do dziesięciu. Wyrok spadł jednak na tego, kto zakopał swój talent „w ziemi” (Ewangelia Mateusza 25:18), czyli na tego, który używał danych mu przez Boga talentów dla tego świata, a nie dla Boga. Nikt nie może powiedzieć, że nic nie otrzymał, bo każdy otrzymał od Boga taki czy inny talent. Pytanie brzmi: do czego tych talentów używamy? To, co wykorzystujemy dla siebie, jest równoznaczne z talentem zakopanym w ziemi. Tylko to, czego używamy wyłącznie dla chwały Bożej, zostanie policzone jako wieczne bogactwo. Według tej miary możemy dostrzec ubóstwo ogromnej większości wierzących. Naszym mottem powinno być: „Wszystko dla Boga, nic dla siebie”. Wtedy będziemy gotowi na powrót Chrystusa. Nie możemy być uczniami Jezusa, jeśli nie porzuciliśmy wszystkiego, co posiadamy. Ten, kto nie używa dla Pana wszystkich swoich majętności i darów otrzymanych od Boga, oszukuje samego siebie, twierdząc, że jest gotowy na powrót Chrystusa.

3. Wierność w służbie naszym braciom w wierze

W ostatniej części Jezus zajmuje się naszą postawą wobec współbraci znajdujących się w potrzebie (Ewangelia Mateusza 25:31-46). Potrzeba ta może być natury duchowej lub fizycznej. Widzimy tutaj, że niektórzy odziedziczą królestwo, ponieważ służyli swoim współwyznawcom tak, jak samemu Panu. Ich służba była ukryta tak bardzo, że ich lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa (Ewangelia Mateusza 6:3). Do tego stopnia, że gdy Pan przypomina im o dobru, które uczynili, oni nawet tego nie pamiętają! (Ewangelia Mateusza 25:38).

Jezus nauczał tu również, że każda służba, którą pełnimy wobec najmniejszych z Jego braci, jest uznawana za służbę wyświadczoną Jemu samemu (Ewangelia Mateusza 25:40). To znamienne, że mówi On tutaj o najmniejszych, ponieważ mamy skłonność do służenia najważniejszym wierzącym, a ignorowania ubogich i pogardzanych! Ci, którzy zajmują się wyłącznie jedzeniem i piciem, kupowaniem i sprzedawaniem, budowaniem i sadzeniem dla samych siebie, z pewnością zostaną pominięci, gdy Jezus powróci (Ewangelia Łukasza 17:28,34). Tylko ci, których służba dla Pana wiązała się z troską i miłością wobec współwyznawców, zostaną zabrani. W kolejnym fragmencie Jezus wspomniał o innej grupie ludzi, będącej przeciwieństwem tej pierwszej. Są to ci, którzy pamiętają wszystkie dobre uczynki, jakie uczynili w imieniu Pana. Oni również stają przed tronem sędziowskim i przypominają Panu, że w imieniu Jezusa wyganiali demony, nauczali, uzdrawiali chorych itd. (Ewangelia Mateusza 7:22). Zostają jednak odrzuceni przez Pana, mimo że czynili te wszystkie rzeczy, ponieważ zabrakło im pierwszego i najważniejszego wymogu: jakim jest życie w ukryciu, w świętości przed Bogiem. Byli zbyt pochłonięci wielkością swoich darów.

Zac Poonen

Budowanie domu z dobrych cegieł

Budowanie domu z dobrych cegieł

dnia 24 marca 2026

Kiedy para pragnie wspólnie zbudować dom, stawia go cegła po cegle. Dotyczy to zarówno sfery fizycznej, jak i duchowej. Czym są te duchowe „cegły”, których używamy?

Myśli, jakie żywimy względem siebie, oraz słowa, które do siebie wypowiadamy, możemy przyrównać do cegieł służących do budowy tego domu. Tylko Ty możesz zdecydować, jakiego rodzaju cegieł używasz do wznoszenia własnego domu. Biorąc pod uwagę jakość materiałów, po jakie sięga wiele par, nic dziwnego, że ich domy runą.

Jeśli chodzi o budowę fizycznego domu, bardzo starannie dobieramy sprawdzoną, wysokiej jakości cegłę, ponieważ zależy nam na trwałej konstrukcji. Jednak fizyczne domy nie są wieczne. Pewnego dnia ulegną zniszczeniu. Prawdziwym domem, na którym powinniśmy się skupić, jest relacja z naszym współmałżonkiem, którą budujemy na całą wieczność. Uważajcie więc na myśli i słowa w waszym związku. Niech będą one pełne czystości i dobroci wobec siebie nawzajem.

List do Hebrajczyków 12:15 ostrzega przed korzeniem goryczy. Takie uczucie może zrodzić się w naszym sercu wobec naszego współmałżonka. Biblia nakazuje również i  mężom w Liście do Kolosan 3:19, aby nie byli przykrymi dla swoich żon. Myśli i postawy serca, takie jak gorycz muszą zostać uśmiercone. W naszym myślach powinien widnieć znak krwi – krzyż, na którym umieramy dla siebie. Muszę uśmiercić myśli pozbawione miłości, samolubne oraz te, które wprowadzają podziały. Nigdy nie zapominaj, że diabeł zawsze czai się w pobliżu podsuwając Ci swoje kamienie i cegły w nadziei, że użyjesz ich do budowy swojego domu. Ci z nas, którzy są w związkach małżeńskich, znają pokusy, by żywić wobec partnera surowe, samolubne, zgorzkniałe i pełne podejrzeń myśli. Diabeł podsuwa nam cegły egoizmu, abyśmy budowali swój dom, myśląc wyłącznie o własnych interesach. On podsuwa ci cegły nieufności wobec współmałżonka. Porzuć podejrzliwość i naucz się ufać. Podejrzliwe myśli to najgorsze cegły, jakie podsuwa nam diabeł.

Podobnie słowa, które wypowiadamy, są cegłami, z których budujemy nasz dom. Gdyby wszystkie słowa wypowiedziane przez małżonków zostały nagrane i odtworzone (co rzeczywiście nastąpi w Dniu Sądu Ostatecznego), zastanawiam się, ilu z nas słuchałoby ich z przyjemnością. A może ucieklibyśmy, by się ukryć? Jakże wspaniałe byłoby to w przypadku par, które kierowały do siebie słowa pełne dobroci i miłości. Oni mieliby odwagę, by nawet cały świat słuchał ich rozmów w Dniu Sądu.

Nie jesteśmy idealni, ale możemy nauczyć się pokory, wypowiadania dobrych słów i uśmiercania tych złych, które diabeł kładzie nam na język. Pomyśl o tych wszystkich złośliwych słowach, które mężowie i żony rzucają sobie nawzajem („Twój ojciec był taki sam” albo „Twoja siostra była taka” i tak dalej). To smutne, że tak wielu buduje swoje domy z takich właśnie cegieł. Jednak pomimo tak żałosnego stanu rzeczy musimy budować dom, który oddaje chwałę Bogu, zgodnie z wzorem, jaki Bóg nam dał w swoim Słowie.

W Liście do Efezjan 4:29 czytamy: „Niech żadne zgniłe słowo nie wychodzi z waszych ust”. Zgniłe słowa są jak zgniłe cegły. Jeśli my, jako mężowie i żony, będziemy przestrzegać tej jednej prostej zasady: mówić do naszego partnera tylko te słowa, które niosą łaskę, to w przeciągu jednego roku będziemy mieli lepszy dom niż wszystkie te zrujnowane domostwa, które inni stawiali latami. Jest to z pewnością możliwe dla każdego z nas. Będą pojawiać się pokusy, by w zaciszu własnego domu kogoś oczernić. Ale to tylko pokusa. Jeśli ktoś cię odwiedza, a ty zaczynasz plotkować, budujesz swój dom ze zgniłych cegieł. Diabeł podał ci te zgniłe cegły, a ty chętnie je przyjąłeś. Nie pozwól mu robić tego z twoim domem. Nie ma co do tego wątpliwości, że jeśli postanowisz poważnie podążać za Bożym wzorcem, będziesz mieć dom, który jest jak niebo.

W Księdze Powtórzonego Prawa 33:16 Bóg jest określony jako „Ten, który mieszkał w krzewie”. Odnosi się to do 3. rozdziału Księgi Wyjścia, gdzie Bóg przemawiał do Mojżesza z płonącego krzewu. Jest to pierwsze miejsce przebywania Boga wspomniane w Biblii. Czy potrafisz sobie wyobrazić, żeby jakiekolwiek zarazki lub szkodniki przetrwały w tym krzaku, gdy płonął? Ogień zniszczyłby je wszystkie. Potrzebujemy tego ognia, ognia Ducha Świętego w naszych domach, aby zabić wszelkie zarazki i szkodniki. O jakich „zarazkach i szkodnikach” mówię? O bezbożnych myślach, jakie żywimy względem siebie nawzajem, o niemiłych i zgniłych słowach, które wypowiadamy, o niepotrzebnych plotkach itd. Kiedy będziemy napełnieni Duchem Świętym i kiedy ogień Ducha Świętego spocznie na naszych domach, nasze domy będą oczyszczone. Nie ma znaczenia czy nasze domy są fizycznie wysprzątane, ale nasze słowa i myśli muszą być czyste.

Na tym polega różnica między tym, na czym zależy Bogu, a tym, na czym zależy człowiekowi. Faryzeusze są czyści na zewnątrz, ale uczniowie Jezusa dbają o czystość wnętrza. Ich myśli i słowa są prawe, dzięki czemu Bóg może zamieszkać w ich domach. Jeśli będziemy o to zabiegać, nasze domy staną się jak Starotestamentowy Przybytek, na który zstępowała chwała Boża. Byłoby wspaniale, gdybyśmy mieli wiele takich domów. Bóg, który zamieszkał w krzewie, zamieszka również w domu, w którym może odbierać należną Mu chwałę.

Zac Poonen

Grzech Ananiasza i Safiry

Grzech Ananiasza i Safiry

dnia 17 marca 2026

Mnóstwo ludzi chce dołączyć do naszych kościołów w Indiach, ponieważ widzą pośród nas wiele gościnnych i hojnych osób. Jeśli jednak nie będziemy ostrożni i nie zaczniemy natychmiast eliminować takich ludzi, wkrótce każdy biedny człowiek w Indiach będzie chciał dołączyć do naszych wspólnot, a my odnotujemy niezwykły „wzrost kościoła”! Zyskamy „nawróconych”, którzy są zainteresowani pieniędzmi, a nie sprawiedliwością.

Dla licznych współczesnych chrześcijańskich pracowników w Indiach „służba Panu” jest zawodem, a nie powołaniem. Sporo ludzi wzbogaciło się finansowo dzięki przynależności do kościoła. Jeśli ich dobrobyt wynika z tego, że Bóg wynagrodził ich za prawe życie, to wszystko w porządku. Jeśli jednak ich dobrobyt wynika z kontaktów z zamożnymi osobami, które nawiązali dzięki przynależności do kościoła, to całkowicie minęli się z wolą Bożą, ponieważ chrześcijaństwo nie jest sposobem na osiąganie zysków finansowych.

Kościół jest miejscem poświęcenia i dawania, a nie miejscem nastawionym na zysk i korzyści. Smutnym faktem jest to, że wielu „pracowników chrześcijańskich” w dzisiejszych Indiach zarabia od pięciu do dziesięciu razy więcej, niż zarabialiby w pracy świeckiej. Duża część z nich nigdy w życiu nie przepracowała ani jednego dnia w świeckim zawodzie. Jezus ani razu nie powołał na swoich apostołów nikogo, kto nie pracowałby już wcześniej zawodowo. Działalność chrześcijańska stała się dziś w Indiach źródłem ogromnych korzyści finansowych dla wielu osób. Niechrześcijanie patrzą na nich i mówią: „Ta osoba została pracownikiem chrześcijańskim, żeby zarabiać pieniądze”. I mają rację! Jak możemy zamknąć im usta? Tylko wtedy, gdy pracownicy chrześcijańscy będą w stanie wykazać, że w pracy świeckiej mogliby zarobić więcej pieniędzy niż to, co otrzymują w ramach działalności chrześcijańskiej.

W 5. rozdziale Dziejów Apostolskich, w czasie gdy wszyscy sprzedawali swoje majątki i przekazywali pieniądze apostołom, aby ci rozdzielili je między ubogich, Ananiasz i Safira pomyśleli: „Jak możemy sprawiać wrażenie ludzi pobożnych, a jednocześnie zatrzymać swoje pieniądze?”. Kiedy więc sprzedali swoją ziemię, nie przekazali całej kwoty. Ich grzechem nie było to, że nie oddali wszystkiego. Bóg kocha tych, którzy z radością dzielą się tym, co mają, i nie pragnie niczyich pieniędzy. Piotr powiedział do Ananiasza: „Gdy twoja ziemia nie była jeszcze sprzedana, należała do ciebie i mogłeś z nią zrobić, co chciałeś. A nawet po jej sprzedaży pieniądze należały do ciebie. Dlaczego więc kłamiesz?” (Dzieje Apostolskie 5:4). Grzechem Ananiasza była hipokryzja – udawanie, że postępuje z pełnym oddaniem. Gdyby powiedział: „Sprzedaliśmy tę ziemię za 50 000 rupii, ale uważamy, że powinniśmy oddać tylko 20% tej kwoty. Resztę chcemy zatrzymać na własne potrzeby. Oto więc 10 000 rupii”, Piotr pobłogosławiłby Ananiasza, a on i jego żona pozostaliby przy życiu. Ananiasz nic nie powiedział. Skłamał, nie otwierając ust, po prostu stojąc w kolejce wraz z wszystkimi innymi, szczerze oddanymi ludźmi. Ale Piotr był człowiekiem pełnym rozeznania. Zarówno Ananiasz, jak i Safira zostali przez niego zdemaskowani, i ponieśli śmierć za swoją hipokryzję.

Dlaczego Bóg nie działa dzisiaj w ten sposób? Ponieważ wtedy w kościołach niewielu pozostałoby przy życiu! Ananiasz i Safira byli członkami bardzo czystego i pełnego mocy kościoła, i właśnie dlatego zginęli. Gdyby byli w jakimś martwym, cielesnym kościele (jak ten w Koryncie), mogliby tam zostać nawet starszymi. Dołączanie do kościoła, który dąży do doskonałości jest niebezpieczne jeśli jesteś osobą wyniosłą i obłudną. Bóg cię ukarze i usunie spośród nich w ten czy inny sposób. Jednak w obecnych czasach nie ma zbyt wiele takich kościołów. Dlatego w większości z nich przetrwasz. Jeśli jesteś zadufanym w sobie hipokrytą i chcesz pozostać przy życiu, wybierz sobie martwy kościół!

Zac Poonen

Niech twoje „tak” będzie „tak”, a „nie” będzie „nie”

Niech twoje „tak” będzie „tak”, a „nie” będzie „nie”

dnia 10 marca 2026

W Starym Testamencie prawo mówiło: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, ale dotrzymasz Panu przysiąg swoich.” (Ewangelia Mateusza 5:33, Powtórzonego Prawa 23:21) oraz „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw twemu bliźniemu.” (Powtórzonego Prawa 5:20). W dzisiejszym rozumieniu ślubowanie jest jak złożenie przysięgi. Ludzie kładą rękę na Biblii i mówią, że będą mówić prawdę. W rzeczywistości mają na myśli: „Przez większość czasu kłamię, ale teraz zamierzam mówić prawdę”. Takie właśnie jest znaczenie ślubowania, gdy ktoś kładzie rękę na Biblii i na nią przysięga. Jednak w Liście Jakuba jest powiedziane, że powinniśmy mówić prawdę przez cały czas (List Jakuba 5:12) i właśnie to powiedział tutaj Jezus.

Istotą fragmentu z Ewangelii Mateusza 5:33-37 jest to, że zawsze powinniśmy być prawdomówni. Nie możemy być przebiegli, sprytni i dwuznaczni w naszych wypowiedziach, twierdząc, że mówimy prawdę zgodnie z prawem, jakbyśmy byli w sądzie. Powinniśmy być znani jako ludzie prawdomówni i nie mówić kłamstw w żadnej sprawie. Nasze „tak” musi być „tak”, a nasze „nie” musi być „nie”. Wszystko inne pochodzi od złego. Jeśli muszę powiedzieć „tak” w sposób nieszczery, coś jest nie tak i ostatecznie doprowadzi to do hipokryzji.

Jeśli przeczytasz Dziesięć Przykazań z Księgi Wyjścia 20, nie było tam powiedziane: „Nie będziesz kłamał”. Dziewiąte przykazanie brzmi: „Nie będziesz fałszywie świadczył przeciw bliźniemu swemu”. Odnosiło się to zasadniczo do sądu i tego, że w sądzie nie wolno kłamać. Innymi słowy, jeśli przysięgasz, musisz mówić prawdę. Taki był standard w Starym Testamencie, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi przestrzegać przykazania aby nigdy nie kłamać. Podobnie w Starym Testamencie nie było przykazania: „Nie trać panowania nad sobą”, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi go zachować. Wtedy przykazanie brzmiało: „Nie zabijaj” (Księga Wyjścia 20:13). Podobnie nie było przykazania: „Nie pożądaj kobiety”, ponieważ Bóg wiedział, że nikt nie potrafi tego zachować. Dlatego przykazanie brzmiało: „Nie cudzołóż” (Księga Wyjścia 20:14).

Ale teraz w Nowym Przymierzu dar Ducha Świętego przychodzi do wnętrza człowieka i sprawia, że takie życie staje się możliwe. Gdy Duch Święty przychodzi z mocą, jest jak prąd, który zapala światło, napędza wentylator albo zasila nasze urządzenia. Wtedy możemy robić rzeczy, których nie mogliśmy robić bez mocy Ducha Świętego. Teraz możliwe jest pokonanie pożądliwości oczu, możliwe jest pokonanie gniewu, możliwe jest zaprzestanie krzyczenia na współmałżonka, możliwe jest mówienie prawdy przez cały czas i możliwe jest, aby twoje „tak” było „tak”, a twoje „nie” było „nie”.

Aby użyć bardziej współczesnego przykładu: jeśli podpisujesz akt sprzedaży lub jakąś inną umowę w sądzie w obecności świadków, bardzo uważnie czytasz tę umowę przed podpisaniem, ponieważ wiesz, że będzie ona egzekwowana przez prawo. Dla chrześcijanina jego słowo powinno być tak samo ważne jak taka podpisana umowa. Czy możesz powiedzieć, że tak jest w twoim życiu?

Pamiętam, jak kiedyś zgodziłem się sprzedać komuś coś, co miałem w domu. Było to dość drogie i ustaliliśmy cenę, ale przez wiele miesięcy nie wrócił, żeby to odebrać. W międzyczasie wartość tego przedmiotu wzrosła i mogłem mu powiedzieć: „Wiesz, wartość tego wzrosła, a ty nie wziąłeś tego wcześniej.” Chociaż nie podpisałem umowy, ustnie zgodziłem się sprzedać mu to za określoną cenę, a Pan powiedział mi: „Niech twoje „tak” będzie „tak”, a twoje „nie” będzie „nie”. On był bratem w trudnej sytuacji i tym bardziej chciałem dotrzymać słowa. Powiedziałem: „Oczywiście, możesz to mieć za tę cenę”, i oczywiście bardzo się ucieszył. Co straciłem? Być może poniosłem pewną stratę finansową. Być może mógłbym zarobić kilka tysięcy rupii więcej, sprzedając mu to po wyższej cenie, ale wtedy miałbym wyrzuty sumienia, ponieważ moje „tak” nie było „tak”.

Warto stracić trochę pieniędzy, aby być uczciwym i podobnym do Chrystusa w swoim postępowaniu. Często jesteśmy poddawani próbie w kwestiach finansowych, aby sprawdzić, czy jesteśmy gotowi, aby nasze „tak” oznaczało „tak”, a „nie” oznaczało „nie”.

Bóg wystawia nas na próbę w tej dziedzinie, zanim poprowadzi nas dalej. Wiele razy w swoim życiu doświadczyłem, że Bóg wystawił mnie na próbę w sytuacjach, w których musiałem coś stracić albo z czegoś zrezygnować. Sprawdza mnie przez te przykazania, aby zobaczyć, czy będę żył zgodnie z nimi. Wtedy odkrywam, czy naprawdę w to wierzę, czy nie. Dzisiaj jest wiele sytuacji, w których mówienie prawdy nic nas nie kosztuje. Tam nie ma próby. Ale kiedy mówienie prawdy może kosztować cię na przykład utratę pracy – wtedy Bóg wystawia cię na próbę, aby sprawdzić, czy może poprowadzić cię do wyższej służby. Wierzę, że w wielu takich sytuacjach Bóg nas sprawdza. I bardzo wielu ludzi, szczególnie młodych, oblało ten test.

Bóg nikogo nie zmusza, aby był Jego wiernym sługą. Wierzę, że pragnie, abyśmy byli Jego wiernymi sługami, ale to, czy będziesz wierny, czy nie, czy będziesz trzymał się standardów Słowa Bożego, czy też będziesz chodzić na kompromisy, aby zadowolić ludzi, zadecyduje o tym, czy kiedykolwiek staniesz się prawdziwym sługą Boga.

Wyobraź sobie na przykład sytuację, że pracujesz w biurze i jest tam droga maszyna, którą przez przypadek źle użyłeś i zepsułeś, ale nikt nie widział, że to zrobiłeś. Wiele osób korzysta z tej maszyny, po chwili ktoś odkrywa, że nie działa, i przełożeni zaczynają dochodzenie. Szef przychodzi i pyta, kto zepsuł maszynę. Wiesz, że to ty, ale milczysz, bo nie ma możliwości, aby się dowiedzieli, skoro wiele osób z niej korzystało. Myślisz, że nie skłamałeś, bo nie otworzyłeś ust, ale w rzeczywistości skłamałeś. Skłamałeś, nie otwierając ust! Aby zachować pracę, nie przyznałeś się, że to ty używałeś jej ostatni i w jakiś sposób ją uszkodziłeś. Być może gdybyś się do tego przyznał, zwolniliby cię z pracy, ponieważ jest to kosztowna maszyna.

Co jest ważniejsze w tej chwili? Diabeł przychodzi do ciebie i mówi, że kłamstwo jest potężne, i że jeśli skłamiesz, zachowasz swoją pracę. W tym samym czasie Duch Święty szepcze do twojego serca, że to jest kłamstwo. Czyż Bóg nie jest wszechmocny? Jeśli zaufasz Bogu w tej sytuacji i powiesz prawdę, być może stracisz pracę, ale Bóg da ci lepszą. Czy masz taką wiarę? To właśnie w takich sytuacjach jesteśmy poddawani próbie.

Nie mówię tu o teorii. Wielokrotnie Bóg wystawił mnie na próbę w różnych sprawach związanych z tą dziedziną, nie po to, aby sprawdzić, czy jestem sprytny i potrafię znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, ale aby zobaczyć, czy jestem uczciwy i gotowy zapłacić cenę za mówienie prawdy.

W ten sposób namaścił mnie i powierzył mi posługę głoszenia prawdy z kazalnicy bez względu na koszty. Wierzę, że Bóg pragnie, aby w dzisiejszym chrześcijaństwie było wielu proroków, którzy będą głosić prawdę bez względu na koszty, nawet jeśli zostaną wyrzuceni, pogardzani, odrzuceni, niezrozumiani, krytykowani lub fałszywie oskarżeni. Sposób, w jaki Bóg przygotuje cię do takiej służby, polega na tym, że będzie cię testował w zwykłych okolicznościach życia, aby zobaczyć, czy będziesz mówił prawdę, nawet jeśli będziesz musiał zapłacić za to cenę, stracić pracę albo pieniądze, ponieważ bronisz prawdy. Jest to bardzo ważna kwestia.

Zac Poonen

Życie w Nowym Przymierzu stoi na znacznie wyższym poziomie

Życie w Nowym Przymierzu stoi na znacznie wyższym poziomie

dnia 3 marca 2026

Apostoł Paweł powiedział kiedyś: „Co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany.” (List do Filip. 3:6). Co miał na myśli, składając świadectwo przed arcykapłanem w Dziejach Apostolskich 23:1: „Ja aż do dnia dzisiejszego żyłem przed Bogiem z całkowicie czystym sumieniem”? Miał na myśli to, że przestrzegał wszystkich przykazań. Których przykazań przestrzegał? Tylko pierwszych dziewięciu, ponieważ był na tyle uczciwy, by w liście do Rzymian 7:7-8 przyznać, że gdy doszedł do dziesiątego przykazania, które mówiło: „Nie będziesz pożądał”, odkrył w sobie „wszelkiego rodzaju pożądliwości”. Odkrył w sobie każdy rodzaj pożądliwości: żądzę pieniędzy, żądzę cudzych żon i córek, żądzę zaszczytów oraz wszelkie inne rodzaje pożądania, i zdał sobie sprawę, że nie jest w stanie przestrzegać tego przykazania.

Kiedy apostoł Paweł został w swoim sercu napełniony Duchem Świętym (podobnie jak wtedy, gdy Duch Święty zstąpił i napełnił ludzi w dniu Pięćdziesiątnicy), w Liście do Rzymian 8:2 napisał, że prawo Ducha Świętego – którym nie jest dziesięć przykazań lecz prawem życia w Chrystusie Jezusie – uwolniło mnie od prawa grzechu, które nieustannie powodowało, że popadałem w gniew, pożądliwość i wszystko inne.” Dalej w wersecie 4 dodaje: „aby słuszne żądanie zakonu, którym jest „Nie będziesz pożądał” wypełniło się w nas, którzy nie postępujemy według ciała, ale według prowadzenia Ducha Świętego”. Pod Starym Przymierzem było to niemożliwe.

Gdy Jezus mówił w 5 rozdziale Ewangelii Mateusza o pokonywaniu tych grzechów, miał na myśli coś, co jest niemożliwe do osiągnięcia dla człowieka bez mocy Ducha Świętego. Jeśli przeczytasz rozdziały 5, 6 i 7 Ewangelii Mateusza, zauważysz, że na końcu tych trzech rozdziałów najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Jakie to pytanie? „Panie, jak mam tak żyć?”. W rozdziałach 5, 6 i 7 nie ma o tym ani słowa! Kazanie na Górze pokazuje nam jedynie standard życia, jakiego Bóg oczekuje od chrześcijanina Nowego Przymierza, od chrześcijanina narodzonego na nowo, ale całe to kazanie nie wspomina o tym, jak ten cel osiągnąć.

W takim razie skąd będziemy wiedzieć, co mamy robić? Wierzę, że Chrystus głosił Kazanie na Górze tylko po to, aby wzbudzić w naszych sercach pragnienie takiego życia, a jeśli ktoś tęskni za takim życiem, pójdzie do Boga i powie: „Panie, jakie jest rozwiązanie?”. A Pan odpowie: „Musisz być napełniony Duchem Świętym. Musisz być wzmocniony w swoim wnętrzu”.

Wielki Apostoł Paweł był człowiekiem nienagannym według prawa, ale nawet on nie potrafił przezwyciężyć tego pożądania, dopóki nie został napełniony Duchem Świętym, a wtedy Duch Boży go wyzwolił. To tak, jakby Jezus otwierał oczy niewidomemu: niewidomy nie był w stanie otworzyć ich samodzielnie.

Jest to możliwe wyłącznie dzięki mocy Ducha Świętego. W rzeczywistości możemy żyć zgodnie ze wszystkim, o czym Jezus mówił w Kazaniu na Górze, tylko wtedy, gdy jesteśmy napełnieni Duchem Świętym.

Nie mówię tutaj o tanich podróbkach, które krążą dzisiaj pod nazwą „pełni ducha”. Jeśli pełnia ducha, której rzekomo doświadczyłeś, sprawiła, że trząsłeś się, tarzałeś się po ziemi, śmiałeś się i mówiłeś językami, ale wciąż przegrywasz z grzechami takimi jak gniew czy pożądliwość seksualna, jeśli nadal podnosisz głos na swoją żonę lub męża, to nie zostałeś napełniony Duchem Świętym. Nie dajcie się nikomu zwieść. Wielu ludzi ulega zwiedzeniu. Duch Święty daje nam nowy język, nie tylko zdolność mówienia w nieznanych językach, ale przede wszystkim zdolność kontrolowania naszego języka ojczystego. Na nic się zda mówienie nieznanymi językami w niedzielę rano w kościele, jeśli w niedzielne popołudnie krzyczysz na żonę w swoim własnym języku. To nie jest pełnia Ducha Świętego.

Pełnia Ducha Świętego daje nam panowanie nad naszym językiem. Owocem Ducha jest powściągliwość (opanowanie), a On daje nam kontrolę nad językiem 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Jeśli tak nie jest w Twoim przypadku, powinieneś prosić Boga o prawdziwą pełnię Ducha Świętego. Dziękuj Bogu za dary Ducha, ale proś Go o prawdziwą pełnię, która jest czymś więcej niż tylko posiadaniem darów Ducha Świętego. To jedyna droga do zwycięstwa. Nie ma innej.

Jakub mówi, że człowiek oswoił wszystkie zwierzęta, ale nie potrafi okiełznać języka (List Jakuba 3:7-8). Tylko Duch Święty może to zrobić. Jeśli jesteś napełniony Duchem Świętym, On da ci kontrolę nad twoim językiem i oczami. Są to dwie części ludzkiego ciała, o których Jezus mówił w odniesieniu do grzechu w Ewangelii Mateusza 5:21-32. Grzeszenie językiem i grzeszenie oczami. Obie te rzeczy są bardzo, bardzo ważne.

Nigdy nie zadowalaj się żadną tanią podróbką pełni Ducha Świętego, jeśli nie daje Ci ona panowania nad Twoim językiem i nad Twoimi oczami. Stań przed Bogiem i powiedz: „Panie, mam tanią podróbkę. Chcę być wobec Ciebie szczery. Tylko przekonuję ludzi, że jestem napełniony Duchem Świętym, a to jest nic niewarte. Nie chcę przegapić prawdziwej pełni Ducha Świętego”.

Kiedy byłem młodym chrześcijaninem, poniosłem porażkę w obu tych obszarach. Gdy szukałem pełni Ducha Świętego, ludzie posyłali mnie do różnych zgromadzeń, ale byłem bardzo rozczarowany tym, co tam widziałem. Słyszałem mnóstwo hałasu i mówiłem: „Panie, to nie jest to, czego szukam. Szukam mocy, aby pokonać grzech. Nawet jeśli zajmie to dziesięć lat, chcę prawdziwej mocy. Chcę tego, co otrzymali Piotr, Jakub i Jan w dniu Pięćdziesiątnicy, a nie taniej podróbki, która krąży dziś po całym świecie”.

Diabeł chce, aby ludzie zadowalali się podróbkami. Gdybyś zamierzał kupić złoto, diamenty czy nawet banknoty, jakże byłbyś ostrożny, aby nie otrzymać fałszywki. Wiedząc, że w obiegu jest mnóstwo fałszywych pieniędzy, uważnie przyglądałbyś się każdemu banknotowi o nominale 500 rupii, który bierzesz do ręki. O ileż bardziej musimy być ostrożni w kwestii dotyczącej naszego wiecznego przeznaczenia: prawdziwej pełni Ducha Świętego!

Nie zadowalaj się podróbką. Skoro nie zadowala cię fałszywe złoto, diamenty czy banknoty, tym bardziej nie powinieneś godzić się na podróbkę w dziedzinie pełni Ducha. Oto sprawdzian: czy Duch Boży wyzwolił cię od prawa grzechu i śmierci (List do Rzymian 8:2)? To jest właśnie ten test.

Zac Poonen